- Dopuszczalność powinna zostać rozszerzona o wskazania społeczno-bytowe. Niech decyduje o tym komisja, w której będą prawnik, lekarz, psychiatra - mówi tygodnikowi ginekolog, który został przed miesiącem skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę w wysokości 4 tys. zł za dokonanie dwóch nielegalnych aborcji. Wraz z nim kary w zawieszeniu na dwa lata otrzymały też pielęgniarka (siedem miesięcy i 1 tys. zł grzywny) oraz matka, która miała nakłaniać do aborcji 16-letnią córkę (osiem miesięcy i 400 zł grzywny).
- Nie mam poczucia winy, bo nic złego nie zrobiłem – deklaruje Jerzy Gawroński, 74-letni emerytowany już ginekolog. Najwidoczniej gorzowianie uważają tak samo. Bo chociaż środowiska antyaborcyjne okrzyknęły go „płatnym zabójcą", „rzeźnikiem w lekarskim fartuchu”, który „rozrywa dzieci na strzępy”, to "gdy idzie przez Gorzów, co chwila ktoś kłania się na powitanie". – Po wyroku pokazywali jeszcze kciuki w górę – mówi Gawroński, gdy siadamy w kawiarni w centrum handlowym w środku miasta - czytamy we "Wprost".
Gawroński do 1992 roku zabijał dzieci zupełnie legalnie. Pozwalał nawet pracować w szpitalu ginekologom, którzy nie godzili się na zabijanie ludzi przed ich narodzeniem. - Szef szanował ich przekonania. Mówił: „Miejsca na ginekologii dla ciebie nie ma, twoje miejsce jest na sali porodowej". „Ale ja bym chciała wykonywać inne zabiegi ginekologiczne” – mówiła lekarka. „Aborcja także należy do zabiegów ginekologicznych. Jak jej nie chcesz wykonywać, nie ma dla ciebie miejsca”. Mówił o pomocy kobietom. Najczęściej ze wskazań społeczno-bytowych - czytamy. Dalej jest jeszcze mocniej i ciekawiej.
Jakim kobietom ginekolog zabijał potomstwo? Co predestynowało dzieci do śmierci? – Głównie bieda. Kobieta, która ma trójkę dzieci i zaszła w kolejną ciążę. Przemoc w rodzinie. Alkohol. Studentka, która zaszła przypadkiem na zakrapianej imprezie. Licealistka, która chce iść na studia. Kilka razy w roku do szpitala trafiały kobiety „mydlane". Na ogół bardzo biedne kobiety, które nie widziały innego sposobu, aby usunąć ciążę. Wstrzykiwały sobie roztwór mydła i zwykle kończyło się to tragicznie – śmiercią – pisze w przejmującym tonie dziennikarka tygodnika.
„Lekarz” nie widzi oczywiście nic złego w zabijaniu dzieci, które pewnie są dla niego tylko „płodem” czy jakoś inaczej nazwanym "untermenchen". Jeżeli są one na dodatek biedne, to śmierć należy im się jak psu buda - zdaje się rozumować. Nie jest to jakieś szokujące rozumowanie. To tylko kontynuacja eugeniki, która eliminowała słabsze i biedniejsze jednostki. Podobnie myśleli narodowi socjaliści, którzy również pragnęli lepszego społeczeństwa bez biedoty i długich nosów krzątających się pod nogami rasy panów. Przecież według niektórych „doktorów z piekła rodem” człowiekiem stajemy się dopiero, jak zaczniemy odczuwać ból. Chociaż i ta granica jest przesuwana dowolnie. Jedni mówią, że można zabijać, aż nie zaczniemy reagować na bodźce zewnętrzne, inni, że jak nie wysuniemy główki z ciała matki. Jeszcze inni (idol lewicy prof. Singer) przekonują, że mordować można noworodki. Przyjdzie pewnie i czas na tych bez matury, albo bez tytułu magistra…
Wyskrobanie dziecka i spuszczenie jego ciałka do kibla kosztuje w Gorzowie 2-3 tys. zł. Niewiele, jak za morderstwo. Cyngiel mafii bierze znacznie więcej za likwidację człowieka. Ale rozmiar widocznie ma znaczenie. Widać, że w Polsce płacimy za kilogramy ciała. Oczywiście skoro zabójstwa te (zwane potocznie jako "zabiegi") odbywają się w podziemiu, to lewicowe środowiska widzą potrzebę ich legalizacji, by były bardziej humanitarne.
- Wanda Nowicka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny nie ma wątpliwości, że podziemie aborcyjne w Polsce ma się świetnie. Ale też, że w ciągu ostatnich lat prokuratury zaostrzyły postępowania wobec ginekologów wykonujących aborcję - czytamy w tygodniku. – Podziemie jest potrzebne. Panią w razie czego będzie stać na wyjazd za granicę, ale wielu kobiet nie stać. Czy pani chce być za to odpowiedzialna? - przyznaje we "Wprost" jeden z ginekologów.
Pewnie, że jest. Jeszcze jak mordowanie dzieci nienarodzonych byłoby refundowane przez państwo to ginekolodzy mogliby kupić sobie nowe BMW. Oczywiście idąc tokiem myślenia tego ginekologa należałoby zalegalizować złodziejstwo i mordowanie ludzi narodzonych, bo przecież w podziemiu te przestępstwa są nagminne. Tylko co wtedy z nowym BMW….
„Kobiety chodzą do lekarzy, których łatwo znaleźć dzięki ogłoszeniom typu: „ginekologia awaryjna", „gineklog – pełen zakres”, „przywracanie miesiączki”. "17-letnia Renata usunęła ciążę w renomowanej klinice. Po znajomości dostała 50 proc. zniżki i zapłaciła 1 tys. zł. Do kliniki przyszła po godzinach, nikt o nic nie pytał, w gabinecie zabieg przeprowadzono szybko" - informuje magazyn. Pismo nie informuje oczywiście, co się dzieje z kobietami, które zabiły swoje dzieci po zabiegu. Depresja, samobójstwa, syndrom proaborcyjny… To wszystko psuje idyllę z rozerwanymi ciałkami dzieci, którą budują „postępowcy”. Szybko, schludnie i bez problemów. Niemal jak w fabrykach śmierci 60 lat temu… Jednak feministki zapominają, że oprócz zwłok podludzi wywalanych do kosza, problemem są zmasakrowane psychicznie i fizycznie same kobiety, które dokonały aborcji. Jednak i na to lewica znalazła wytłumaczenie. Otóż winne są środowiska pro-life, które przypominają, czym jest aborcja i pokazują zdjęcia jej ofiar. Jednak one nie są proste i schludne.
– Mamy mniej powikłań niż w innych krajach, dlatego że aborcje wykonuje pewna wąska grupa ginekologów, którzy robią to na masową skalę – opowiada ginekolog, który ostrzegał przed pisaniem o podziemiu. – Prawda jest taka, że jak ktoś wiąże buty kilka razy dziennie, to robi to perfekcyjnie. Jak ktoś usuwa tygodniowo 10 ciąż, to po 10 latach robi to perfekcyjnie. I nie ma powikłań - czytamy dalej w tekście. To samo pewnie można powiedzieć o zawodowym mordercy. Podobno pierwszy raz jest najtrudniejszy. Potem strzela się bardzo łatwo. Nawet wyrzutów sumienia nie ma. Czy tak samo jest z zabijaniem dzieci przed ich narodzeniem? Jak widać tak. W dobrym samopoczuciu mogą przeszkadzać jedynie zdjęcia zwłok malutkich ludzi z powyrywanymi rękoma i zmiażdżoną główką. No i może pojawiające się co jakiś czas dramatyczne wyznania kobiet, które zabiły swoje dzieci. Jestem tylko ciekaw, jak czuje się ginekolog, który od 10 lat ogląda dzieci na USG i dokładnie wie, jaki jest ich rozwój. Czy to pieniądze przesłaniają mu fakt dokonywania zabójstwa? Czy może rację mają ci, którzy piszą o psychopatycznych skłonnościach niektórych aborcjonistów? Może jednak działa kompletna znieczulica i propaganda, która mówi, że płód nie jest człowiekiem. Propaganda, którą z chirurgiczną precyzją ginekologa wyskrobującego dziecko serwuje nam "Wprost".
Czekam tylko, jak "Wprost" w swoim zacietrzewieniu i pogardzie dla życia ludzkiego wynajdzie nowego Normana Mailera, który uświadomi nam, czym jest aborcja. Autorytet lewicowych salonów i „wielki pisarz” powiedział w swoim czasie, że aborcja to „zabicie wspomnienia po wspaniałym pieprzeniu”. Czekamy, Panie Tomaszu, na taki autorytet. Pasuje do Pańskiego pisma jak ulał.
Łukasz Adamski
Prawo kobiety?:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

