„Telewizja publiczna jest ostatnią instytucją medialną, która mogłaby odmówić emisji reklamy innego medium. Jeżeli tak postępuje wobec jednego tytułu prasowego, to może powinna tak samo się zachowywać wobec innych. Od biedy można sobie wyobrazić, że stacje prywatne odmawiają emisji spotów reklamujących gazety, ale nie TVP” - mówi portalowi niezalezna.pl Wiktor Świetlik z Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Platforma Obywatelska, która miała być partią wolnościową i obywatelską robi porządki w mediach, o których nie śniło się nawet postkomunistom. Usunięcie z telewizji publicznej wszystkich konserwatywnych dziennikarzy pokazało jak obywatelska partia traktuje pluralizm i prawo dużej części społeczeństwa do reprezentowania ich poglądów w mediach „publicznych”. Obecnie w Polsce skala walki z pluralizmem medialnym przekracza wszelkie granice przyzwoitości, o czym wielokrotnie informowaliśmy. Wiele osób o poglądach konserwatywnych z utęsknieniem patrzy więc na USA, gdzie tacy ludzie jak Rush Limbaugh czy Glenn Beck bezkompromisowo walczą z lewicą i jest w stanie realnie wpływać na scenę polityczną (Tea Party).
Jednak wysyp setek chrześcijańskich rozgłośni radiowych (a z takich wyrósł Limbaugh) nie miała miejsca bez pomocy władzy, którą sprawował akurat człowiek realnie przywiązany do idei wolności. W 1987 roku prezydent USA Ronald Reagan zwolnił nadawców z tzw. doktryny fairness, czyli ustawowego obowiązku przedstawiania poglądów obu stron sporu. Oczywiście samo działanie Reagana nie spowodowałoby wyrośnięcia prawicowych talk- show, które zmieniły w pewnym stopniu wizerunek prawicy w USA, gdyby nie siła, zamożność i zorganizowanie amerykańskiej prawicy. Ustawa nie zabraniała przecież lewicy i liberałom stworzenia własnych, niezależnych mediów, które kreowałyby gusta i poglądy wyborców. Możliwe, że nie zrobiono tego w takim zakresie jak udało się to zrobić prawicy z tego powodu, że ich ideologia płynie szerokim strumieniem w maistreamowych mediach.
Ustawa Reagana spowodowała jednak pogłębienie pęknięcia, o której pisała prof. Gertrude Himmelfarb. „To pęknięcie widoczne jest w małych i dużych sprawach, na przykład w tym, że gangsta rap i gospel rock to dziś najszybciej rozwijające się gatunki muzyki, albo w tym, że obsceniczne talk-show zalewają ekrany telewizorów, a jednocześnie moralistyczne kazania docierają do nas z odbiorników radiowych” - pisała w swoim przełomowym dziele „Jeden naród, dwie kultury”, w którym przekonywała również , że od lat 60. USA są jednym, spójnym narodem z dwiema egzystującymi obok siebie kulturami. Wielu konserwatystów uważa, że jedyną odpowiedzią na to co dzieje się w USA jest wewnętrzna emigracja konserwatywnej części społeczeństwa i zamknięcie się we własnym świecie, z własnymi szkołami (a nawet edukacją domową), mediami czy instytucjami kulturalnymi.
Wydaje się, że podobną drogą idzie kierownictwo Gazety Polskiej, które tworzy własne i bezkompromisowe z wieloma ideami media. Z pewnością sukces tygodnika Tomasza Sakiewicza po 10 kwietnia pokazuje, że Polacy chcą konserwatywnych wartości i innego przekazu niż ten, który widzą w mainstreamowej prasie. Potwierdza to również pozycja lidera wśród tygodników opinii „Uważam Rze”. Taka sytuacja musi przerażać „etosowców”, którzy przecież ustalili 20 lat temu kto jest „człowiekiem na poziomie” i kogo „się nie czyta”. Właśnie dlatego obecna władza już bez żadnych zasłon dymnych stara się wyeliminować obce sobie wartości z przestrzeni publicznej. Odmowa emisji reklam nowego dziennika prawicowego jest tego najlepszym wyrazem. Powstaje jednak pytanie o to czy „wewnętrzna emigracja” jest odpowiednią odpowiedzią podczas „wojny o mózgi”, która odbywa się od wielu lat na uniwersytetach, mediach czy już nawet szkołach, które są wciągane w wir ideologicznych sporów (patrz: promocja homoseksualizmu czy aborcji). W USA wciąż gorący spór wywołuje dyskusja o to czy „przeciąganie struny” odnosi jakikolwiek skutek. „Może ono wywołać - odwrotny do sprzeciwu - efekt przyzwyczajenia do tego typu ekscesów. W konsekwencji ludzie mogą akceptować zachowania, które kiedyś uważali za szokujące i budzące odrazę, jako normalne i znośne” - pisze Himmelfarb, zwracając uwagę, że w USA doszło do paranoicznej sytuacji, że palenie papierosów jest bardziej naganne niż promocja dewiacji seksualnych czy pornografii w mediach. Zdaniem wielu paleokonserwatystów, neokonserwatystów jak i teokonserwatystów relatywizm moralny jest właśnie konsekwencją kompromisów z kontrkulturą lat 60. Należy jednak zadać pytanie czy zamykanie się we własnym środowisku nie skutkuje przekonywaniem już przekonanych i nie prowadzi do sekciarstwa? Prawicowi publicyści, również w naszym kraju, pokazali niejednokrotnie potrafią znokautować w dyskusjach swoich oponentów ideologicznych. Prawda jest po naszej stronie. Trzeba tylko umieć ją odpowiednio sprzedać.
Mam nadzieję, że nowy dziennik Gazety Polskiej, z którym mam przyjemność współpracować, będzie nie tylko wewnętrznym miejscem dyskusji konserwatystów, ale również wyjściem pewnych wartości do ludzi, których się na siłę od nich odciąga. Może tego właśnie boją się ludzie, którzy chcieliby być jedynymi kapłanami sprawującymi "rząd dusz".
Łukasz Adamski

