- Mój mąż był człowiekiem honoru, ten honor próbuje się mu odebrać na oczach całego świata. Polski rząd powinien bronić tego honoru w sytuacji, gdy oni już sami tego zrobić nie mogą. Dlatego chcę zaprotestować przeciwko działaniu rządu Donalda Tuska – powiedziała żona generała Błasika. Dodała ona  że ten lot miał być szczególny dla jej męża z powodu tego, że generał zamierzał w Katyniu przyjąć komunię świętą w intencji bliskiej osoby z rodziny. - Dlatego przeżywał ten wylot tak podniośle. Dlatego nie jest możliwe, by spożywał tam alkohol. Był bardzo dobrym dowódcą, całe swoje życie poświęcił służbie RP - powiedziała wdowa dodając, że "był człowiekiem honoru". - W dostępnym materiale dowodowym nie ma żadnej przesłanki wskazującej na zawartość alkoholu w jego krwi, nie ma także dowodów, by w jakikolwiek sposób wpływał na pracę pilotów. Ten lot miał być dla męża wyjątkowy - dodała.  Jednak jej słowa nie będą miały wielkiego znaczenia dla opinii publicznej za granicą. Mark Twain nie na darmo mawiał ,że „gdy kłamstwo jest w połowie drogi dookoła świata, prawda dopiero zakłada buty”.

Świat już wie, że na załogę miała wielki wpływ presja psychiczna ze strony dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika, który przebywał w kabinie pilotów do momentu rozbicia się samolotu. - Wykryto alkohol w jego krwi - powiedziała Anodina dodając, że według wyników badań gen. Błasik miał 0,6 promila alkoholu we krwi. Ta informacja jest tak samo wiarygodna jak to, że wojskowi piloci, którzy są ( chyba?) szkoleni by latać pod ostrzałem z karabinów i działek przeciwlotniczych byli zestresowani obecnością swojego szefa w kabinie.

Jakie ma  zresztą znaczenie dla sprawy fakt, że generał Błasik miał śladową ilość ( jeżeli nawet to jest prawda) alkoholu we krwi, po której w wielu krajach można prowadzić samochód. Czy Rosjanie sugerują nam, że pił on w „alkoholikiem, chamem prezydentem”? Ta wrzutka o alkoholu w krwi generała Błasika miała jeden cel. Chodzi o medialne podkręcenie sugestii, że Polska jest w 100% odpowiedzialna za katastrofę smoleńską.  Media światowe już podchwyciły narracje Rosjan.  „Pijany gen. Błasik zmusił pilotów TU-154 do lądowania – tak brzmi teza ukuta przez internetową odsłonę niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”. Przejaskrawione i nierzetelne komentarze zagranicznej prasy będą jedną z konsekwencji oddania Rosji śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej” – pisał wczoraj na tym portalu Stefan Sękowski.  Rosjanie osiągnęli swój cel i ukryli przed wszystkimi swoje zaniedbania, które ( wraz z polskimi) doprowadziły do tej strasznej katastrofy. Wczoraj media zachodnie już wydały wyrok kto jest jedynym winnym katastrofy. - Piloci bali się złości Kaczyńskiego, gdyby zrezygnowali z lądowania - informował Reuters. Agence France Presse podała natomiast, że to "pomocnicy polskiego prezydenta naciskali na pilotów, którzy w końcu spowodowali katastrofę". - Załoga była pod wpływem otoczenia Kaczyńskiego - pisze francuskie internetowe wydanie gazety "Le Monde". Włoskie "Correre della Sera" pisało, że piloci zostali "zastraszeni przez Kaczyńskiego”. - Piloci samolotu Kaczyńskiego usiłowali lądować z obawy przed prezydentem - podała natomiast RTVE (Hiszpańska telewizja publiczna).

Oczywiście nieliczne media informują, że Polska dostała w twarz i Rosja znów pokazała w jakim miejscu na mapie światowej jesteśmy. Nie wiem jak uda się odkręcić to co zrobili Rosjanie. Pewnie jest to już niemożliwe i winę za to ponosi Donald Tusk i jego ferajna oraz media, które przez 9 miesięcy w egzaltowany sposób podniecały się jak pięknie wyglądają nasze relacje z Rosją. Jednak mimo skandalicznego raportu i plunięciu przez Rosjan nam w twarz, niektórzy polscy dziennikarze i tak przekonują, że pada deszcz. Ten stan rzeczy opisał Piotr Zaremba, który był wczoraj w Loży Prasowej w TVN24. „Paweł Wroński zadumał się nad fenomenem światowych agencji, które przyjmują za własną rosyjską wersję: pijany generał Błasik rozbił samolot. Spytałem, czy cieszy się tym zwycięstwem rosyjskiej narracji, czy martwi. Zapewnił, że jednak martwi. Ale jeśli on czy rzeczniczka klubu parlamentarnego PO Małgorzata Kidawa-Błońska mówią: "Raport jest dość rzetelny", nie powinni się potem dziwić, że tak widzi to świat. Ale w prawdziwe osłupienie wprawił mnie inny mój rozmówca, Jan Osiecki, współautor jednej z książek rekonstruujących zdarzenia - tak dokładnie, że "zbrodnie generała Błasika" poznaliśmy jeszcze przed raportem Anodiny i Morozowa.W audycji wyśmiewał on polskie uwagi do raportu. Przy użyciu jakich argumentów? Ano takich że wysokość brzozy polscy eksperci ocenili na 5 metrów, a Osiecki wspiął się na nią i zaświadcza, że ma ona ponad 6 metrów. Zaiste odkrycie warte Pulitzera.” – pisze Zaremba. Niech to wystarczy za cały komentarz do sprawy. Natomiast (na szczeście nieliczni) politycy, którzy uważają, że raport jest "rzetelny" powinni wsłuchać się w to co mówi płk.Edmund Klich, który sugeruje, że rosyjscy kontrolerzy otrzymali rozkaz z Moskwy, by sprowadzić samolot na ziemię bez względu na złe warunki pogodowe. "No tak powiedzieli cholera, sprowadzać na razie" według niego takie słowa miały paść na 10 minut przed katastrofą smoleńską.

Rosyjscy kontrolerzy otrzymali rozkaz z Moskwy, by sprowadzić samolot na ziemię bez względu na złe warunki pogodowe – kolejny dowód na to zawierają uwagi płk. Edmunda Klicha dotyczące raportu końcowego MAK. - No tak powiedzieli cholera, sprowadzać na razie – takie słowa miały paść na 10 minut przed katastrofą smoleńską.

Donald Tusk musi dziś słyszeć w tyle głowy słowa Karola Maurycego Talleyranda. „ To gorsze niż zbrodnia. To błąd”. Niech teraz z tego błędu tłumaczy się wdowie po generale Błasiku.

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »