„TVN, który tak się emocjonuje urwaniem głowy psu rasy Husky, zdaje się nie dostrzegać, że aborcja wygląda dość podobnie. Nawet jeszcze bardziej drastycznie! Bo główkę urywa się maleńkiemu dzieciątku! Najpierw się ją miażdży kleszczami, a potem wyrywa” - pisała niedawno na tym portalu Marta Brzezińska. Takie myślenie jest jednak traktowane jak katolickie oszołomstwo i, co gorsza, niewrażliwość na dramat mordowanych zwierząt.
- W naszym społeczeństwie jest ciche przyzwolenie na przemoc wobec zwierząt. Mało kto reaguje. Organizując marsz chciałam uświadomić ludziom, że problem istnieje – mówi organizatorka marszu Wioletta Pawlik-Nowacka. Śmiem twierdzić, że w naszym kraju jeszcze większym przyzwoleniem cieszy się mordowanie dzieci niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo oraz tych, które mają ojca gwałciciela. Można również śmiało stwierdzić, że to przyzwolenie rozciąga się na całkiem zdrowe dzieci, które są mordowane przez polskich doktorów Mengele w nielegalny sposób. Oczywiście zamiast likwidować nielegalne miejsca kaźni tysięcy dzieci, aborcjoniści nawołują do legalizacji mordowania nienarodzonych by mord odbywał się w bardziej humanitarnych warunkach. W takim razie proponuje by przeciwnicy katowania zwierząt analogicznie domagali się budowy miejsc, gdzie w humanitarny sposób jakieś bydlak zakatuje swojego psa. Taka jest w końcu logika aborcjonistów. W czym zabicie psa jest gorsze od zabicia małego człowieka?
- O przemocy wobec zwierząt mówiło się wiele, ale do tej pory nikt nie traktował tego poważnie. Dopiero po kilku nagłośnionych medialnie sprawach bestialskiego znęcania się nad zwierzakami sprawa nabrała rozpędu - mówi gazecie.pl Agnieszka Szwed z Fundacji Alarmowy Fundusz Nadziei na Życie. I tu jest właśnie pies pogrzebany, jeżeli można w tym przypadku użyć takiego zwrotu, bowiem media mogłyby edukować społeczeństwo jak wygląda dziecko w łonie matki i wizualnie uświadomić ludziom, że aborcja to nie żaden „zabieg” tylko zabicie z zimną krwią CZŁOWIEKA. - Nie ma czegoś takiego w szkołach jak nauka empatii wobec zwierząt. Uczymy dzieci w przedszkolach i szkołach, jak zwierzątko wygląda, że ma uszka, brzuszek, ale nie rozmawiamy już o tym, jak je karmić, jak się nim zajmować - mówi portalowi Joanna Musiał z Fundacji Pomocy Zwierzętom MiauKot. W szkołach nie ma również czegoś takiego jak nauka empatii wobec „płodu”. Może gdyby od najwcześniejszych lat uczono dzieci , że człowiek powstaje w momencie poczęcia a nie wtedy gdy uzna tak sobie arbitralnie inny człowiek, to szacunek do życia ludzkiego byłby dziś zupełnie inny. To jednak jest o tyle trudne, że lekcje wychowania seksualnego zamieniły się na zachodzie w pogadankę przedstawicieli firm produkujących środki antykoncepcyjne. A na takich lekcjach nie ma miejsca by uczyć szacunku dla życia bliźniego skoro cały program nauczania ma jak najbardziej zdemonizować rodzicielstwo. Zresztą, jak już pisałem wielokrotnie, w krajach gdzie edukacja seksualna jest wprowadzona od najwcześniejszych lat, aborcji wśród nieletnich jest najwięcej. Trudno wątpić w to, że edukacja seksualna, którą wprowadzić do szkół chcą polskie środowiska lewicowe wyglądałaby inaczej.
Aborcjoniści przekonują, że legalizacja zabijania dzieci nienarodzonych jest niezbędna z powodu powszechności jej podziemnego stosowania. Dane aborcjonistów są w większości zmanipulowane jednak problem zabijania dzieci w podziemiu aborcyjnym jest spory. Jednak nie jest z tym jakoś specjalnie trudno walczyć. „Kilka dni temu przedstawiciele Komendy Głównej Policji w Warszawie spotkali się z organizacjami prozwierzęcymi. Rozmowa dotyczyła ustalenia możliwości stałej współpracy. Na prośbę głównego komendanta policji organizacje przygotują specjalny program instruktażowy dla policjantów, w którym znajdzie się lista najczęstszych przestępstw przeciw ustawie o ochronie zwierząt. Pod koniec 2010 roku we wszystkich Komendach Wojewódzkich Policji powołano stanowiska koordynatorów, którzy zajmują się tematyką związaną z ochroną zwierząt” - czytamy na gazeta.pl. Czy takich samych koordynatorow nie można by powołać do walki z podziemiem aborcyjnym? Przecież jest to nawet łatwiejsze niż walka z sadystami zabijającymi zwierzęta. Mordercy w kitlach ogłaszają się w co drugiej gazecie, informując o „sztucznym wywoływaniu miesiączki”. Czy naprawdę jest tak trudno zrobić nalot na takie gabinety? Czy naprawdę tak trudno podstawić policjantkę w cywilu, która zgłosi się na „zabieg”? - Kiedy jedziemy na kontrolę zawsze o asystę prosimy straż miejską lub policję - tłumaczy Paweł Gebert z organizacji Animals - Ich obecność zapewnia nam zazwyczaj swobodny dostęp do zwierząt - mówi. Dlaczego tego samo mieliby nie robić wolontariusze z organizacji pro-life? Mordercy wyrywający dzieciom nienarodzonym główki sami się wystawiają jak na tacy. Wystarczy odrobina chęci, której jednak nie ma.
„Kiedy czytam słowa pro-aborcyjnych liderów, takich jak kolumbijska psycholog Florence Thomas, która porównuje zabijanie dzieci nienarodzonych do usuwania nowotworu, i mówi, że jest tylko człowiekiem, nasuwa mi się pytanie, jaka jest różnica pomiędzy ludźmi wyznającymi takie poglądy, a pomiędzy „psychopatami” z punktu widzenia klinicznej definicji” – pisał Matthew Hoffman z LifeSiteNews. Liderzy narodowych socjalistów, którzy są odpowiedzialni za największe ludobójstwo w historii ludzkości i, co często jest przemilczane, promowanie na podbitych przez siebie terenach aborcji, byli wielkimi miłośnikami zwierząt. Ba, wydawali oni nawet ustawy mające chronić zwierzęta. Było to oczywiście bardzo szlachetne i pozytywne działanie nazistów jednak warto zauważyć, że ich umiłowanie zwierząt nie było chyba przypadkowe. Wielu psychologów i psychiatrów przekonuje, że psychopaci, którzy nie mają problemu z zabiciem człowieka, kochają ponad miarę zwierzęta. Jest to próba uspokojenia przez nich swojego zbrukanego krwią bliźnich sumienia. Świetnie to pokazano w serialu „Rodzina Soprano”, gdzie Don mafijnej rodziny, który z zimną krwią morduje swoich wrogów, płacze na widok kaczek, które przyleciały do jego basenu. To może tłumaczyć ciągłe nawoływanie aborcjonistów by Kościół katolicki, który walczy z aborcją zaczął troszczyć się o prawa zwierząt i histeryczne bronienie się w dyskusjach o aborcji właśnie dobrem maltretowanych czworonogów. Nie nazywam oczywiście obrońców praw zwierząt psychopatami. Uważam ich za wpaniałych ludzi. Jednak nie jest normalne gdy aborcjoniści szlochają nad losem katowanych zwierząt, domagając się w tym samym czasie legalizacji mordowania dzieci nienarodzonych.
Uważam, że dzisiejsza inicjatywa jest naprawdę piękna i potrzebna. Należy dbać o zwierzęta i surowo karać sadystów, którzy je maltretuję. Jednak pamiętajmy, że w Polsce w o wiele gorszy sposób w imieniu prawa mordowane są niewinne dzieci, którym sadyści i mordercy w kitlach nie pozwalają ujrzeć światła dziennego i powiedzieć „mama, tata”. Nie można dopuszczać do tego by prawa zwierząt były respektowane mocniej niż prawa nienarodzonych ludzi.
Czym "to" się różni od zakatowanego psa?
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

