Za kilka godzin rozpoczyna się sztuczna i absurdalna cisza wyborcza, która w dobie Internetu jest "genialnym" wymysłem. Nie wolno więc będzie pisać ani mówić o politykach by nie być posądzonym o agitację.  Ja jestem jednak zadowolony, że kampania się kończy. Była bowiem nudna i mało merytoryczna. To oczywiście truizm ponieważ większość kampanii taka w naszym kraju jest.  Jednak ta kampania jest rzeczywiście pozbawiona treści. Zgadzam się z Markiem Pyzą, który napisał, że: „to była kuriozalna kampania. Dziennikarze jeździli po Polsce za politykami, powtarzali ich słowa, dociskali opozycję, odpuszczali władzy. Dawali sobie narzucać tematy, zapominając o własnej roli – wyciągających to, co najważniejsze, rozliczających z zaniedbań. Władza nie została rozliczona i to jest największy sukces Platformy i jej koalicjanta”.

 

Jednak można wyciągnąć z niej parę smaczków, które tylko zasygnalizuję pownieważ omawialiśmy je wielokrotnie na portalu. Z pewnością główną niespodzianką tej kampanii był Janusz Palikot, który z porzuconego przez Don(alda) Tuska,  platformerskiego bulteriera stał się outsiderem, żalącym się na byłych kumpli w plotkarskiej rubryce wydanej w postaci książki.  Palikot niespodziewanie poszybował w sondażach i stał się głosem sfrustrowanych obywateli, którzy do tej pory głosowali na lewe skrzydło PO, postkomunistów czy Samoobronę.  Jednak z całej kampanii Palikota zapamiętamy głównie hasło o legalizacji trawki i celebrytów, którzy znaleźli w końcu człowieka, który zaspokaja ich prymitywne potrzeby. Dziwię się jednak poparciu jakie dał Palikotowi Piotr Marzec alias Liroy. Kiedyś miałem okazję krótko współpracować z Liroyem i poznałem go jako inteligentnego oraz wrażliwego faceta, który jest świetnym biznesmenem i naprawdę zależy mu na dobru młodzieży. W tym samym czasie planował jednak nakręcenie hip hopowego pornola, co kłóciło się z tym wizerunkiem. I chyba ta twarz Liroya w nim zwyciężyła. Palikot najprawdopodobniej do Sejmu wejdzie i z dużym prawdopodobieństwem zostanie sojusznikiem Tuska. Jednak podczas ostatniej parady „palikotów” w Olsztynie widać było prawie samych małolatów, którzy nawet nie mają prawa głosu. Na dodatek Palikot nie ma na swoich listach znanych lokalnych działaczy.  Więc wciąż jest nadzieja, że Ruch Palikota to tylko wydmuszka i medialny fenomen. Nadzieja umiera ostatnia.

 

W moim przekonaniu najlepiej swoją kampanię prowadziło Prawo i Sprawiedliwość, które unikało sporu z PO by nie zapełniać niczym serwisów informacyjnych. O słuszności decyzji Jarosława Kaczyńskiego by zamknąć się w fortecy świadczą  reakcje mediów na ewidentną wpadkę związane z wypowiedzą prezesa o  Angeli Merkel czy niemądre słowa Hofmana o chłopach. Mimo absurdalnego wałkowania tych tematów, prezes PiS wyszedł z kampanii z tarczą. Na dodatek Kaczyńskiemu udało się ośmieszyć głównego medialnego obrońcę partii Tuska czyli Tomasza Lisa, który pokazał jak miałkie są jego argumenty i jak bardzo niechęć do PiS-u przesłoniła mu obiektywizm.  Za kampanię można pochwalić również PSL, które wyprodukowało naprawdę niezłe i oryginalne klipy wyborcze.  PSL ma swój żelazny elektorat, który zawsze mu pomaga wejść do Sejmu więc  nowoczesne spoty mogą pomóc partii zdobyć młodszy elektorat.

 

Bardzo przeciętną kampanię prowadziła Platforma Obywatelska, która nie wiedziała ( po raz kolejny)  jak odnieść się do nowej ( starej) twarzy Jarosława Kaczyńskiego. Cała kampania PO ograniczyła się więc do przekazu, że nie można zmieniać konia w trakcie galopu oraz, że tylko oni są na tyle profesjonalni, że mogą wykorzystać pieniądze z Unii, choć obecne korzystanie ze środków unijnych jest możliwe dzięki negocjacjom rządu pisowskiego.  Platforma była tak kompletnie bezsilna wobec stylu kampanii Kaczyńskiego, który nie chciał przypomnieć o swoim brutalnym obliczu, że sama postanowiła przypomnieć w propagandowym  filmiku o „agresorach” spod krzyża.  Straszenie PiS-em jest jedynym argumentem PO w kampanii wyborczej i poza nią. I tak od 5 lat. Natomiast kompletnym fiaskiem była kampania Grzegorza Napieralskiego, który może być pierwszym politykiem SLD, który doprowadzi partię do poziomu PSL-u. Dać się wyprzedzić Palikotowi, mając poukładane struktury, wielu  starych partyjnych wyjadaczy i spore fundusze to prawdziwy majstersztyk.  Na szczęście dla lewicy dni Napieralskiego są już policzone i nie usłyszymy o tym polityku przez długi czas.

 

Ostatnie tygodnie pokazują, że nie można liczyć na żadną poważną siłę prawicową poza PiS-em. Janusz Korwin Mikke został w skandaliczny sposób potraktowany i znów będzie mógł się tłumaczyć, że banda czworga go załatwiła.  Jednak myślę, że nawet gdyby wystartował w wyborach to jego wynik byłby taki sam co zwykle. Natomiast ze sceny politycznej jako samodzielny byt znika Marek Jurek, który powinien tworzyć moralne skrzydło w dużym ugrupowaniu.  Słabo medialnie wypadł również PJN. Partia ta w moim przekonaniu ma najrozsądniejszy program polityczny i bardzo chciałbym by Paweł Kowal wprowadził  ją do Sejmu. Brakuje głosu rozsądku, który ludzie skupieni wokół tego ugrupowania się charakteryzują.  Niestety samo ubieranie muszki i merytoryczne debatowanie nie wystarczy w mediokracji, gdzie walczy się o głosy również  ignorantów i ludzi zbyt zajętych by wysłuchać przekazu dłuższego niż 30 sekund. PJN nie potrafi odnależć się w tej rzeczywistości co udowodniła sięgając po przebrzmiałą gwiazdeczkę z Ich Troje.

 

Najlepszym sondażem okazuje się oczywiście dzień wyborów. Niejednokrotnie sondaże pokazywały nam jak bardzo są dalekie od rzeczywistości. Ja jednak wciąż uważam, że najlepiej by Kaczyński przegrał minimalnie najbliższe wybory i pozostał jedyną parlamentarną opozycję na czas kryzysu finansowego. Tym samym Kaczyński może sięgnąć po pełnię władzy za dwa albo cztery lata. Jeżeli PiS wygra niedzielne starcie to i tak rządu nie stworzy. Prezydent Komorowski desygnuje na premiera kogoś kto będzie w stanie stworzyć rząd. A Kaczyński zostanie przedstawiony jako osoba, która nie potrafi stworzyć większości nawet jak wygrywa wybory.  Pewne jest jednak to, że PiS stanie się celem ataków tak mocnych jak przed 10 kwietnia. Partia Kaczyńskiego znów bowiem stała się poważnym zagrożeniem dla Tuska i będzie trzeba ją rozgrywać w sposób jaki opisali Reszka z Majewskim  w książce „Daleko od miłości” i potwierdził Palikot w „Kulisach platformy”. Dziennikarze pokazali już zresztą swoją bezstronność waląc bezkompromisowo w Palikota dopiero gdy ten zaczął być zagrożeniem dla PO. Kropkę na i postawił zaś  Tomasz Lis, który  w swoim feralnym wywiadzie z Kaczyńskim obnażył wszystkie grzechy swojego środowiska.

 

To wszystko jednak już za nami. Teraz czekamy na rozstrzygnięcie, które nastąpi już za kilkanaście godzin. Mam jednak  jakieś dziwne przeczucie, że nawet w trakcie ciszy wyborczej wydarzy się coś co przybliży wielu ludzi do podjęcia jedynie słusznej decyzji na kogo głosować. 

 

Łukasz Adamski