Szczerze mówiąc nie spodziewałem się ,że ludzie PO w telewizji tak drastycznie zrobią eksterminację „prawicowego robactwa”. Myślałem, że dla zachowania pozorów zostawią choć dwa programy ludzi nie kochających „Gazety Wyborczej”. Okazało się jednak, że premier, który znokautował wszystkich i nie ma z kim przegrać popadł w letarg permanentnego onanizmu władzą i nie dba już nawet o pozory. I to tak naprawdę może być początkiem jego końca.
TVP podjęła w ostatnich miesiącach decyzję o zdjęciu z anteny programów: "Bronisław Wildstein przedstawia" i "Misja specjalna" ponieważ „oglądalność obu programów była niezadowalająca i w dodatku ciągle spadała.” Oglądalność spadała również Pospieszalskiemu. Trudno się dziwić, że oglądalność tych programów spadła skoro krążyły one po ramówce jak HIV po prostytutkach. Zmienianie pory emisji programu jest najlepszym sposobem na jego zamordowanie. Dziwię się tylko, że niektórzy żurnaliści używają tego argumentu w swoich tekstach, bo jest on skrajnie bezczelny i po prostu głupi. Program Pospieszalskiego był oskarżany również o stronniczość. Jest to oczywiście argument kuriozalny, bowiem prowadzący zawsze do swojego show zapraszał dwie strony sporu co przyznali zresztą jego ideologiczni oponenci jak prof. Sadurski czy prof. Hartman. Ja zresztą nie uważam by stronniczość w programie publicystycznym była czymś nagannym. Społeczeństwo ma prawo do programu wyrażającego jego poglądy. Jeżeli Pospieszalski robił tendencyjny program to nie wiem jak nazwać mój program w Polskim Radio Olsztyn, do którego zapraszałem wyłącznie publicystów konserwatywnych. Zresztą nikt nie robi wyrzutów tym dziennikarzom, którzy w ramach pluralizmu do swoich programów zapraszają komentatorów z „Polityki”, „Gazety Wyborczej” i ich oponentów z „Tygodnika Powszechnego”. Nie chodzi więc o stronniczość, bo tę można zrównoważyć programem osoby z drugiej strony ideologicznej barykady. Jakoś w innych krajach to się sprawdza. Program stracił również Rafał Ziemkiewicz, który zbierał naprawdę niezłą widownie, ale nie zapraszał do niego dziennikarzy etosowych z jedynie słusznych mediów. Może gdyby zamiast lewicowej Dąbrowskiej miejsce zajął Piotr Najsztub albo Jacek Żakowski to publicysta „Rzeczpospolitej” nadal robiłby „Antysalon”. Nie ma co nawet wspominać o Górnym i Terlikowskim, którzy są nietolerancyjnymi homofobami i ich miejsce jest w mrokach średniowiecza a nie w domach „tej zadowolonej części społeczeństwa”. Jednak wyrzucenie „Boso przez świat” doprawdy mnie zaskoczyło i, nawet jak na rządząca nami ekipę, jest zupełnie nieracjonalne.
Wiadomo, że zacofany Cejrowski paradujący w koszulce z Matką Boską nie pasuje do wizerunku celebryty. Jego obecność pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu zupełnie nie koresponduje z byciem autorytetem dla młodzieży. Na dodatek Cejrowski, samą swoją obecnością, szerzył nietolerancję i katolickie zabobony wśród postępowych Indian. I nie ważne jest, że jego program miał znakomita oglądalność, audycja w radiowej trójce była jedną z najpopularniejszych a sam Cejrowski jest jednym z najchętniej czytanych autorów w Polsce. Cejrowski nie jest jednak z odpowiedniej opcji. W końcu nie wciska flagi w gówno co jest przejawem zacofania intelektualnego. Jednak ja się cieszę, że Cejrowski wyleciał z TVP i polskiego radia. Może pozbycie się go przez napaloną na władzę, niczym prawiczek na długonogą blondynę, ekipę wstrząśnie społeczeństwem. „Liberałowie” zabrali Polakom ulubionego podróżnika i jedynego katola traktowanego jak celebrytę. Cejrowski to nie żaden nudziarz Terlikowski prawiący coś o rugowaniu chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej czy Pospieszalski gadający z obciachowymi moherowymi beretami. Cejrowski to autor genialnych programów podróżniczych i jedyny w Polsce prawdziwy showman, którego śmiało można porównać do jego amerykańskich odpowiedników. I tego Polacy mogą władzuchnie nie wybaczyć.
Dziwi mnie postępowanie Tuska. Przecież ten wytrawny polityk musi zdawać sobie sprawę, że, jak mawiał Tacyt, „dla pożądających władzy nie istnieje droga pośrednia między szczytem a przepaścią” i jej nadmiar zawsze prowadzi do przepaści. Przecież nawet oskarżany o najgorsze zbrodnie, podobno totalitarny PiS starał się zachować w publicznych mediach pluralizm, zapraszając do nich m.in. Tomasza Lisa. Wchodząc w terminologię premiera o znokautowaniu wszystkich pozwolę sobie porównać więc Tuska do Rockiego Balboa, który po wygraniu walki z Apollo Creedem i całą rzeszą słabszych bokserów popadł w bezgraniczne samouwielbienie, które doprowadziło go do przekonania, że znokautował wszystkich. Z letargu wybudził go jednak nieznany Clubber Lang nokautując go w drugiej rundzie walki o mistrzostwo świata. Czystka w mediach, coraz większa buta i bezczelność Tuska oraz absolutna władza może skończyć się w momencie gdy na scenie pojawi się taki Lang.
A taki ktoś zawsze się pojawia czego uczy nas historia. Może więc wyrzucenie Cejrowskiego spowoduje pęknięcie w ubóstwieniu Tuska i jego wesołej kompanii. „Nie można panować i być bez winy” mawiał Saint- Just. Mam nadzieję, ze Tusk pamięta jednak jak ten jakobin skończył.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

