Dziennikarz "Wydarzeń" Polsatu i współpracownik lisowego Wprost, Tomasz Machała, zauważa, że program przesądzi o wyniku wyborów. "Będzie to starcie prezesa PiS z jednym z najostrzejszych PiS krytyków. Jeżeli Lis nie będzie umiał wieczorem udowodnić, że Kaczyński jest niebezpieczny, że zagraża demokracji, że oznacza „scenariusz grecki” i smoleńskie szaleństwo, to nikt tego już nie udowodni" - napisał na swoim blogu. Czy Machała twierdzi, że Lis jest rzecznikiem prasowym partii Tuska, który został odesłany  do boju z antysystemowym, zagrożeniem demokracji? Nie będę polemizował z osobą będącą wewnątrz tygodnika kierowanego przez Lisa. Jednak jak już pisałem, nie podejrzewam o to wzór obiektywizmu, jego wysokość arystokratę z Grand Pressami i innymi branżowymi nagrodami.


Jednak nie można nie zauważyć, że  „oddelegowanie” Lisa do walki z Kaczyńskim wskazuje na zupełną bezsilność ekipy zielonego premiera, ups przepraszam, premiera od zielonej wyspy. Od rana z kart lisowego pisma straszy nas Kuba Wojewódzki (wciąż zachodzę w głowę jak to się stało, że taki utalentowany inaczej, pełen kompleksów napompowany celebryta stał się autorytetem w czymkolwiek  poza pajacowaniem. A już wiem- mediokracja), larum podniósł Michnik (ten przynajmniej ma spójną wizję darcia szat), PO już nawet nie wstydzi się skrajnie propagandowych klipów i coraz więcej celebrytów zachęca do pójścia na wybory (oczywiście chodzi wyłącznie o akcje niepolityczną, bezinteresowną i nie mającą nic wspólnego z tym ,że niska frekwencja pogrąży PO).  Teraz na plac boju odesłany został więc Tomasz Lis. Już tylko on może uratować rząd przed porażką. Już tylko on może wgnieść Kaczyńskiego w glebę.  Już tylko on może skończyć z tym marszem partii, która przecież miała już dawno być zamknięta w getcie.  Już widzę siedzących przed plazmą  Donalda Tuska, Pawła Grasia, Igora Ostachowicza i Ewę Kopacz, przygryzających wargi zamiast drogich cygar i pijących herbatki uspokajające zamiast czerwonego wina. W takiej wiekopomnej chwili premier wybaczy pewnie Lisowi wszystko za co go , według Palikota, nie lubi. Ciekawe czy sztabowcy nie zapomnieli oddelegować do studia swoich kiboli, którzy będą mieli za zadanie umilić życie wrogowi Jego Wspaniałości z Sopotu.  

 

Dzisiejszy pojedynek będzie arcyciekawym wydarzeniem. Piszę to już bez ironii. Znając inteligencję Jarosława Kaczyńskiego i Tomasza Lisa, trudno spodziewać się łagodnej dyskusji jak miało to miejsce gdy „arystokrata dziennikarstwa” prowadził dysputę z Wojciechem Jaruzelskim, czy gdy grzecznie przepytywał swojego guru  Adama Michnika. Zgadzam się, że ta debata może mieć znaczenie dla niezdecydowanych wyborców. Jednak uznanie jej przez poważnych dziennikarzy za punkt zwrotny w kampanii pokazuje, że Platforma naprawdę może znaleźć się na tarczy za tydzień. Kto by się tego spodziewał jeszcze kilkanaście tygodni temu, gdy Lis i jego goście zastanawiali się beztrosko nad stanem emocjonalnym Kaczyńskiego.

 

Łukasz Adamski