Treść pozwu, jaki otrzymał Tomek, jest kuriozalna i nie będę jej nawet omawiał, bo zrobił to już sam pozwany. Mnie jednak wcale tak bardzo ona nie szokuje. W różowej krucjacie homoaktywistów nie chodzi wcale o to, by ich argumenty trzymały się kupy. Im chodzi o stworzenie atmosfery znanej nam z „Paragrafu 22” Hellera. „Był więc tylko jeden kruczek – paragraf 22, który stwierdzał, że troska o życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał latać dalej, i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać”. Ten fragment książki Hellera idealnie oddaje klimat dzisiejszego sporu o homoseksualizm, który sprowadza się do tego, że każdy, kto ośmieli się skrytykować w jakikolwiek sposób żądania środowisk gejowskich, jest skazany na porażkę. Spór ze środowiskami gejowskimi sprowadza się do przysłowiowego „rzucania grochem o ścianę”. Nieistotne jest, że argumentacja, jakiej używają przeciwnicy rozbijania tradycyjnego modelu rodziny, jest logiczna i pokojowa, a działania gejów są coraz bardziej agresywne i przypominają początki totalitaryzmu. Łatka „homofob” zastępuje po prostu paragraf 22.
Czytelnicy Frondy są świadomi tego, jak daleko posunięty jest różowy totalitaryzm w krajach zachodnich. Zamykanie katolickich ośrodków adopcyjnych, które nie chcą parom gejowskim oddawać dzieci, karanie właścicieli moteli za przestrzeganie w nich własnych zasad wynikających z chrześcijańskiego kodeksu moralnego czy odbieranie korony Miss dziewczynie, która uważa małżeństwo za związek kobiety i mężczyzny to tylko wierzchołek góry lodowej. Pozew skierowany przeciwko Terlikowskiemu dowodzi tego, że „homo fala” mająca zmieść zacofanych, zaplutych karłów rekacji z powierzchni planety wlewa się już do naszych domów.
Środowiska gejowskie już dawno udowodniły, że nie zależy im na żadnym promowaniu tolerancji, która polega na znoszeniu poglądów oponenta ideologicznego. To oczywiście nie odnosi się do każdego homoseksualisty. Kim innym jest bowiem facet, który lubi uprawiać seks analny i oralny z drugim facetem w zaciszu swojego domu a kim innym jest „działacz gejowski”, który całą swoją działalność publiczną opiera na orientacji seksualnej. Mnie mało obchodzi to, jakie kto ma upodobania seksualne. Jeżeli są one zgodne z prawem i nie krzywdzą drugiej osoby to nic mi do tego, gdzie facet wkłada swojego penisa. Zresztą mam znajomych homoseksualistów, którzy brzydzą się działaniami cwaniaków z organizacji gejowskich, uważając je za szkodliwe dla nich samych.
Najlepszym przykładem takiego cwaniaka jest Robert Biedroń. Pracę magisterską pisał on na temat związany z homoseksualizmem, osobą publiczną stał się dlatego, że jest homoseksualistą, do Sejmu chciał wejść, bo jest homoseksualistą etc. Jednym słowem - "zawodowy" gej, który egzystuje publicznie dzięki swoim upodobaniom seksualnym. Niestety zawodowi geje są o wiele bardziej nietolerancyjni niż ci, których prześladują swoimi pozwami. Mnie nie przeszkadza istnienie knajp gejowskich, kin z gejowskim porno czy klubów takich jak „Odbytnica” z filmu „Nieodwracalne”. Każdy kapitalista ma prawo otworzyć sobie interes, jaki mu się podoba i wpuszczać tam kogo tylko chce. Ja jednak jestem prawdziwym liberałem w odróżnieniu od Roberta Biedronia i jego różowej ferajny, którym przeszkadzają ludzie, których nazwali homofobami. Terlikowski powinien więc zostać surowo ukarany, bowiem „wszelka przesada przekraczająca granice dozwolonej krytyki, nieusprawiedliwiona daną sytuacją (…) staje się szkodliwa społecznie i jako taka musi być karana”. Przyznacie Państwo, że jest to bełkot totalitarysty, chcącego ograniczyć wolność słowa albo zawodowego geja, liczącego na kasę. Mnie nigdy nie przyszłoby do głowy pozwać do sądu idioty, który krzyczy na jakiejś manifestacji „wrzuć granat na tacę”. Jednak ja nie mam umiłowania do dyktatury, która jest bliska sercu każdego socjalisty i lewaka. "Różowy paragraf 22" powoduje jednak, że środowiska konserwatywno-liberalne będą musiały dostosować metody walki do tego, co narzuca im przeciwnik. Jest to o tyle zresztą nieuniknione, że zawodowym gejom nie zależy na końcu wojny, którą wywołali. Śmiem twierdzić, że byliby oni najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi na całej kuli ziemskiej, gdyby ich walka zakończyła się pełną victorią. Straciliby wtedy całe swoje źródło utrzymania i sens życia. To zresztą tłumaczy, dlaczego w „tolerancyjnych” krajach, które stawiają pomniki homoseksualizmu, środowiska te nadal czują się prześladowane i prowadzą w sądzie coraz bardziej absurdalne spory.
Stawiam dolary przeciwko orzechom, że ewentualny proces Terlikowskiego będzie się ciągnął latami tak samo, jak proces Asi Najfeld, którą po sądach ciągają aborcjoniści. Jak pokazuje nam doświadczenie z krajów zachodnich, współcześni różowi jakobini są powiązani z międzynarodówką, która ma kasę na wykańczanie swoich ideologicznych oponentów finansowo. Szeroko pojętym środowiskom „postępowym”, które wzorem komunistów chcą zrealizować "pierekowkę" dusz, nie chodzi o żadne zwycięstwo moralne. Im chodzi o zwykłe zastraszenie ludzi, których nie stać na najlepszych adwokatów i przeciągające się procesy. Przecież właśnie taką pałką jest już słowo homofob, które zastąpiło przywołany na początku tekstu „paragraf 22”.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

