Aborcjoniści z „National Organization for Women” (NOW) i wielu lewicowych komentatorów oraz publicystów stwierdziło, że winnymi zamachu na Giffords są konserwatyści, którzy przedstawiali ją jako „lewaka” i zwolenniczkę legalizacji narkotyków. Kongresmenka jest stuprocentową zwolenniczką aborcji, jednak w kilku głosowaniach w Izbie Reprezentantów szła ręka w rękę z Republikanami. Sprzeciwiała się zbyt liberalnemu prawu imigracyjnemu i rozbuchanym wydatkom rządu.

Jednak lewica zaczyna przekonywać, że za zamach odpowiedzialna jest prawica. Argumenty lewicowców są nawet bardziej kuriozalne niż te wygłaszane przez polskich publicystów po strzelaninie w Łodzi, gdzie zginął pracownik biura PiS. „New York Post” przypomniał wypowiedź ojca Giffords, który zapytany, czy kongresmenka miała jakichś wrogów, odpowiedział: „tak, całe Tea Party”. Kilku czołowych komentatorów zaczęło pisać, że powodem masakry może być język używany przez Sarę Palin czy dziennikarza Glenna Becka (nazwanego przez jeden z polskich tygodników „amerykańskim Janem Pospieszalskim”). „Misja zakończona Saro Palin” - napisał tuż po zamachu publicysta Mark Moulistas.

Również Terry O’Neill, prezes „NOW” - organizacji zajmującej się promocją mordowania dzieci nienarodzonych, otwarcie obwinił „prawicowych ekstremistów”. Wezwał również Departament Sprawiedliwości do rozpoczęcia śledztwa w sprawie „prawicowego terroryzmu”. Jego zdaniem zamach był „częścią większego spisku”. – Konserwatyści nie mogą mówić teraz, że jest im po prostu przykro z powodu zamachu, skoro przed nim głośno głosili swoje seksistowskie, homofobiczne i rasistowskie hasła – mówi O’Neill. Natomiast w Internecie pojawiła się masa „dowodów”, że zamachowiec jest weteranem wojennym. Jednak jedna ważna rzecz chyba umyka lewicy. Otóż Jared Loughner, ogłaszając ostatnio na YouTube swoje teksty zawierające różne pogróżki, jako swoje ulubione lektury wymieniił… “Manifest Komunistyczny” Karola Marksa i “Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Ponad to nazwisko zamachowca nie figuruje na żadnej z list sympatyków Tea Party.

Od początku było jednak jasne, że tragedia kongresmenki z Partii Demokratycznej, która popierała wszystkie radykalne pomysły Baracka Obamy, będzie wykorzystywana politycznie przez lewicę. Tonący w sondażach Obama, który zamiast wielkiej „zmiany” zaserwował Amerykanom wielki obciach, jest obecnie największym zmartwieniem polityków i zwolenników Partii Demokratycznej. Pojawiają się nawet głosy nawołujące Obamę, by zrezygnował z kandydowania na drugą kadencję. Tragedia w Arizonie musi więc być perfidnie wykorzystywana przez lewicę. Może być jedyną szansą na odbicie się od dna przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Nie można oczywiście zapominać o tym, że przy takich tragediach „postępowcy” zawsze winę zwalają na prawicę. I nie dotyczy to tylko USA. W końcu nie tak dawno widzieliśmy, co się działo po zastrzeleniu pracownika biura PiS w Łodzi. Mimo tego, że ofiarą była osoba związana z prawicą, winnym dla mediów był oczywiście Jarosław Kaczyński. Jestem ciekaw, jak by zareagowała opinia publiczna w USA, gdyby ktoś winą za zamach na Loughner obarczył Baracka Obamę i Hillary Clinton jako tych, którzy doprowadzili swoimi zmianami do awantury na scenie politycznej. Absurd? Dla Amerykanów tak, dla nas, jak widać, nie.

Tea Party jest świetnym kozłem ofiarnym, na którego można zwalić całą winę za masakrę. W końcu ruch jest popierany przez zwolenników posiadania broni i wojny w Iraku czy Afganistanie. Politycy związani z ruchem sprzeciwiają się „prawom kobiet do własnego brzucha” i gejom w armii. Jednym słowem są faszystami. Nic nowego. Nawet dziś bredzi się, że Kennedy'ego zastrzeliła prawica z CIA i antykomunistami z Kuby. Może więc niebawem się dowiemy, że do Gabrielle Giffords strzelała sama Palin z giwery, z której zabijała jelenie na Alasce.

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »