2 lata temu urzędnicy tłumaczyli, że postępowanie w tej sprawie wyznacza konkretna rządowa ustawa, czyli "Equality Act", która ma gwarantować równość w traktowaniu odmiennych orientacji seksualnych. Urzędnicy nie zgodzili się na adopcję, bo nie akceptują „homoseksualnego stylu życia” i nie mogli by o nim rozmawiać z dzieckiem. Nie zgodzili się także na to, by zabierali je na niedzielną Mszę św. Eunice i Owen Johns z Derby złożyli pozew przeciw władzom miejskim ze swojego miasta..
Johnsonowie, którzy mają już dorosłe dzieci, po raz pierwszy byli zastępczymi rodzicami w 1996 roku. Przez następne 4 lata zapewniali weekendową opiekę dla 18 dzieci. Potem z powodu obowiązków musieli zrezygnować z adopcyjnego wolontariatu. Jednak Eunice Johns, nauczycielka szkoły parafialnej, przyznaje, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytano ją, czy powiedziałaby swojemu 10-letniemu dziecku, że homoseksualizm jest równie zdrowy, co heteroseksualizm. - Odpowiedziałam, że nie zrobiłabym tego, bo nie pozwala mi na to moja wiara - przyznała kobieta. To wystarczyło by małżeństwo znalazło się na „różowym indeksie ludzi zakazanych.” Rodzice nie mogą dziś uwierzyć w wyrok, który zapadł w Nottingham Crown Court. – Chcieliśmy tylko dać dzieciom miłość, której one potrzebują- mówi Eunice Johns. – Jednak z powodu naszej wiary nie możemy odopotować dziecka”- dodaje. Sędziowie uznali, że poglądy małżeństwa zaszkodzą dzieciom. Sędziowie nie zgodzili się by dzieci wychowywały się w miejscu, gdzie nie przestrzega się “Equality Act.”- prawa, które w jawny sposób ogranicza wolność religijną Brytyjczyków i wprowadza na wyspach różowy totalitaryzm. W uzasadnieniu wyroku sędziowie napisali, że „istnieje konflikt między przepisami prawa równościowego dot. religijnej dyskryminacji i tymi dot. dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jednak, ze względu na wspieranie przepisów równościowych dot. orientacji seksualnej, powinny one mieć pierwszeństwo w stosunku do tych, które dot. niedyskryminacji religijnej”.
Wyrok sądu jest jawnym zamachem na wolność religijną w Wielkiej Brytanii i dowodzi coraz mocniejszemu prześladowaniu wyznawców Chrystusa. Dziś naprawdę możemy się spodziewać zabierania dzieci każdemu, kto ma w domu krzyż na ścianie i poważnie traktuje wiarę w Chrystusa. Taka obawa nie jest wcale egzaltacją. Skoro doświadczone w wychowywaniu dzieci małżeństwo nie ma prawa adoptować dziecka tylko dlatego, że przestrzega nauki moralnej płynącej z Pisma Świętego to dlaczego urzędnicy mieliby nie zabierać dzieci będących pod „chrześcijańskim uciskiem” swoich biologicznych rodziców. Na mocy totalitarnych przepisów „broniących” praw dziecka urzędnik przecież może w wielu „postępowych” krajach zabrać dziecko podejrzewając tylko stosowanie przemocy wobec niego. Przecież wcale nie trzeba tłuc dziecka pasem by zostać uznanym za bandytę. W końcy istnieje coś takiego jak „psychiczne maltretowanie”, które polega na zabranianiu dziecku wyjścia na dyskotekę czy zachęcanie go do odmawiania „Ojcze Nasz”. Skoro więc nazywanie homoseksualizmu sodomią czy wewnętrznym nieuporządkowaniem jest przestępstwem to zagrożeni są wszyscy wyznawcy Chrystusa.
Ostatnie decyzje minister Radziszewskiej i przyjęcie przez „liberałów” z PO ustawy antyrodzinnej mogą więc niepokoić. Czy różowy totalitaryzm puka już do naszych bram i tęczowi kapłani z indeksem ludzi zakazanych zabiorą się za „zacofane” polskie rodziny? Chyba nikt kilkanaście lat temu nie wierzył, że brytyjscy chrześcijanie będą pozbawieni swoich praw religijnych. Tam również gejowskie lobby chciało tylko „praw do dziedziczenia i odwiedzania się w szpitalu”. Wystarczyło kilka lat by tęczowy Wielki Brat pokazał jednak swoją prawdziwą twarz. Torpedujmy więc z całą mocą jakiekolwiek postulaty środowisk gejowskich w Polsce. Może widmo totalitaryzmu odsuniemy o kilka lat.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

