Jarosław Gowin, który zna klimat Krakowa, gdzie odbywa się część akcji powieści oraz środowisko, które w niej jest przedstawione w negatywnym świetle, napisał o powieści Wildsteina, że: „To najważniejsza książka o współczesnej Polsce. Dolinie nicości, miejscu zła, kraju nierozliczonej zdrady, zapomnianych bohaterów, zakłamania, tchórzostwa, stadnego myślenia i manipulacji. Kraju układów sięgających korzeniami czasów PRL-u, oplatających biznes, media, sądy, politykę, Kościół… Taka Polska istnieje naprawdę. Ale nie jest to cała Polska. I od 5-6 lat „dolina nicości” jest w odwrocie. Ostatecznym. Powieść Wildsteina to osinowy kołek. Przede wszystkim jednak to powieść-zwycięstwo. Prawda, pamięć, wierność przetrwały, choć w pewnym momencie wydawało się, że ich ostatnim bastionem jest sumienie niedobitków. Okazało się jednak, że – jak w każdym z poprzednich pokoleń – znajdują oni naśladowców, a szept starych legend trwa w zbiorowej podświadomości”. Ja się zgadzam z tą opinią, mimo tego, że również dzięki formacji, której ten polityk jest częścią, „dolina nicości” powraca dziś ze zdwojoną siłą. Przytaczam jednak opinię Gowina bowiem zna on dobrze środowisko, które Wildstein w bezwzględny i bezkompromisowy sposób obnaża. Wildstein, który sam również był opozycjonistą z Krakowa, od podszewki zna nastrój tamtych lat i ich dzisiejsze konsekwencje. W końcu zdrada Maleszki odmieniła postrzeganie świata przez publicystę i dziennikarza.
Obawiałem się o ekranizację książki. Materiał Wildsteina nie jest łatwy do przełożenia na język sztuki teatralnej. Po przeczytaniu opowieści o skutkach walki o prawdę uważałem, że za taki materiał może się wziąć tylko wybitny reżyser. Jednak gdy adaptacją zajął się Wojciech Tomczyk, który napisał genialną „Norymbergę”, później fenomenalnie zrealizowaną i zagraną przez Gajosa i Ostałowską, wiedziałem, że będziemy mieli do czynienia z perełką. Nie pomyliłem się. Krzysztof Globisz w perfekcyjny sposób zagrał odnoszącego sukcesy dziennikarza -celebrytę, traktowanego na salonach niczym bóstwo i wyrocznia, który był w rzeczywistości konfidentem bezpieki a dziś walczy z lustracją i próbuje wydać „Ewangelię Judasza”. Jego Return to zagłuszający w sobie wyrzuty sumienia, zakompleksiony hipokryta, który w III RP robi wszystko by zmienić rzeczywistość przypominającą mu o jego agenturalnej przeszłości. W tym celu jest w stanie próbować zmienić biblijną opowieść o Judaszu, robiąc z niego „ofiarę czasów”, który umożliwia zbawienie. Pomaga mu w tym salonowy arcybiskup, zawsze chętny do potępienia tych, którzy „obalają autorytety”. Znakomicie wypada również Mariusz Wojciechowski jako Daniel Struna, zniszczony życiem były opozycjonista, który z bezkompromisowego wojownika staje się wrakiem człowieka. To on właśnie przez donosy Returna trafia do więzienia , gdzie jest gwałcony przez współwięźniów. Po latach przyznaje się Returnowi, że pod wpływem przeżyć podpisał zobowiązanie do współpracy z SB. Scena rozmowy złamanego Struny z dumnym Returnem robi piorunujące wrażenie i przypomina o takich ludziach jak Anna Walentynowicz, która przez lata żyła w biedzie, podczas gdy konfidenci bezpieki wraz ze swoimi agentami realizowali projekt wspaniałej III RP, w której „wybrano przeszłość”, zaś jej prześladowcy cieszyli się absurdalnie wysokimi emeryturami.
Każdy kto czytał „Dolinę Nicości” wie jak mocna jest to książka. Nie pozostawia obojętnym nawet osoby, które nie rozumieją czym była walka z komuną. Ja z racji swojego wieku również tego nie doświadczyłem, jednak współpracuję na co dzień z cichymi bohaterami tamtych lat. Wildstein w swojej książce opisuje również cały mechanizm funkcjonowania mediów w III RP i tego jak ich pacynki potrafią zniszczyć każdego, który popełnia myślozbrodnię. Niestety ten wątek został pominięty w sztuce, z powodów zrozumiałych. Jak już wspominałem, aby oddać w pełni powieść Wildsteina, potrzeba realizacji filmu fabularnego. Każdy kto choć przez chwilę zajmował się lustracją wie jak wielu przyjaciół i znajomych traci się przez walkę o prawdę i jak ciężko jest funkcjonować w „Dolinie nicości” zbudowanej przez „ludzi na pewnym poziomie”. Tomczyk powiedział w wywiadzie dla „Rz”, że Wildstein w swojej książce stara się dać czytelnikowi nadzieję, że sytuacja może się zmienić - a on sam nie podziela tego optymizmu. Spektakl Tomczyka nie ma happy endu jak dzieło Wildsteina. Ja podzielam punkt widzenia Tomczyka. „Dolina nicości” to nie tylko miejsce, które można zrównać z ziemią i zbudować na jego miejscu coś innego. „Dolina nicości” to my sami. Dopóki nie pozbędziemy się jej z własnego wnętrza, będzie ona zatruwać nasze życie do samego końca.
Łukasz Adamski

