Brytyjka wyszła za włoskiego inżyniera 10 lat temu. Kilka lat później u jej męża wykryto raka krwi. mężczyzna zmarł w 2006 roku. - Po jego śmierci uświadomiłam sobie, że już nigdy nie zakocham się w innym mężczyźnie i będę kochać męża aż do swojej śmierci. Od tamtego czasu chce mieć jego dziecko, które by mi go wróciło - mówiła 40-latka dziennikowi "Times of India".
Na pierwszy rzut oka jest to oczywiście piękna, bollywódzka historia z wyczekiwanym dzieckiem i kochającą mamą w głównych rolach. Każdy dramat rodziców ( trudno nawet sobie w wyobrazić jak wielki), który polega na niemożności posiadania dziecka, który kończy się szczęśliwym zapłodnieniem metodą in vitro jest przedstawiany przez media w „pastelowych kolorach” ( w dosłownym sensie tego słowa- proszę przypomnieć sobie reportaże w polskiej telewizji gdzie zestawia się ze sobą obrazki bawiących się w jasnym pokoju dzieci poczęte tą metodą z ględzącym klechą w ciemnym pokoju o niemoralności tej metody). Jednak za in vitro kryje się cała masa dramatów związanych nie tylko z zamrożonymi w lodówkach, jak Stallone i Snipes w „Człowieku demolce”, dziećmi, ale również z ich masowym unicestwianiem, problemami zdrowotnymi zarówno dzieci jak i wyniszczonych fizycznie i psychicznie rodziców oraz przede wszystkim z inżynierią społeczną, która zaczyna przypominać tę z filmów Si-fi.
40 letnia Brytyjka spełniła swoje marzenie o dziecku. Z pewnością kochała swojego męża, który przedwcześnie zmarł. Trudno oceniać dramat kobiety, która traci męża i na dodatek nie ma dziecka, dla którego mogłaby żyć. Nie chcę oceniać postępowania takich osób. Jednak mam wielkie wątpliwości czy za pomocą powołania do życia drugiego człowieka powinno się leczyć swoją rozpacz. Czy Brytyjka pomyślała nad problemem tożsamości jej dziecka, które zostało z premedytacją skazane na życie bez ojca, którego nie to dziecko nigdy nie będzie miało możliwości poznać? Czy w ogóle posiadanie dziecka jest prawem każdego człowieka? Kwestia in vitro jest o tyle trudna, że w przeciwieństwie do aborcji, która jest morderstwem przynoszącym zawsze zło, sztuczne zapłodnienie przynosi dobro jakim jest dziecko. Jednak przy okazji powołania nowego życia, które jest święte, unicestwia się kilka innych. Brytyjka również pragnęła czegoś wspaniałego. Tego samego pragną żony amerykańskich żołnierzy, którzy giną w Iraku i Afganistanie, zamrażając „na wszelki wypadek” swoją spermę przed wyjazdem na front. Jest to coraz powszechnieje w USA. Takie postępowanie musi wzbudzać sprzeciw bowiem stawia na piedestale nie uczucia i dobro dziecka a własne pragnienia.
W jednym z banków nasienia w Los Angeles można zamówić dziecko podobne do celebryty. Klinika California Cryobank posiada specjalną usługę zwaną "Donor Look-A-Like,", dzięki której przyszli rodzice mogą wybrać sobie spermę osoby najbardziej podobnej do gwiazdy albo bohatera filmowego. Klienci mogą sobie wybrać spermę osoby podobnej nie tylko aktora, ale również muzyka, sportowca czy, jak reklamuje bank, „kogokolwiek sławnego, nawet z internetu”. Oferowana przez firmę lista celebrytów zawiera między innymi osoby podobne do: Johnnego Deppa, Toma Hanksa, Russela Crowe, Justina Timberlake, Tigera Woodsa, czy Andy Roddicka.
To tylko dwa „newsy”, które obiegły świat w ostatnich miesiącach. Są to drastyczne przykłady jednak nie można zapominać, że kiedyś czymś niewyobrażalnym było spłodzenie sobie dziecka za pomocą spermy zmarłego kilka lat wcześniej partnera....
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

