Gibson od jakiegoś czasu zapowiadał film o tej tematyce. Jego nowy obraz ma prezentować dzieje Judy Machabeusza, przywódcy żydowskiego powstania przeciwko Grekom i Syryjczykom. Powstanie zakończyło się przyznaniem Judzie niezależności przez Demetriusza II Nikatora w roku 142 p.n.e i powstaniem Państwa Machabeuszy. Scenariuszem obrazu  zajmuje się autor m.in. „Nagiego Instynktu” i „Sliver”  Joe Eszterhas. Jest to pewien smaczek, gdyż filmy te były thrillerami erotycznymi. Wydaje się, że film będzie autorskim dziełem Gibsona bowiem produkuje go jego firmą Icon, która stała za bezkompromisową „Pasją”. Można więc podejrzewać, że ostateczną decyzję co do kształtu filmu będzie miał Gibson. Niezależność artysty  zapowiada więc „jazdę bez trzymanki”. „Obsadzanie go jako reżysera a może jako gwiazdę filmu "Juda Machabeusz" to jak obsadzanie Madoffa jako szefa komisji papierów wartościowych i giełd” - powiedział już Abraham Foxman, dyrektor „Ligi Przeciwko Zniesławieniu”. Można się spodziewać, że to dopiero początek protestów przeciwko filmowi reżysera „Braveheart”.

 

Mel Gibson zrealizował jeden z najwspanialszych filmów religijnych w historii kina. Naraził się nim nie tylko środowiskom lewicowym, które i tak go nie znosiły za jego „homofobiczne wypowiedzi”, ale również Żydom, którzy w dosyć absurdalny sposób zarzucali filmowi szerzenie nienawiści. Po zrealizowaniu „Pasji” kariera Gibsona rozpoczęła jednak szybki zjazd po równi pochyłej. Rozwód z żoną i porzucenie szóstki dzieci, burzliwy związek z rosyjską modelką zakończony pobiciem jej i grożeniem jej śmiercią, proces sądowy, jazda po pijanemu i wiele innych grzechów wpłynęły na wizerunek tego przedsoborowego chrześcijanina. Do tego wszystkiego doszło jeszcze oskarżenia o antysemityzm, które może zniszczyć każdą osobę publiczną w USA. Środowiska żydowskie, z których katolicy powinni brać przykład jak walczyć z oczernianiem własnej religii, w zupełnie nieuzasadniony sposób krytykowały „Pasję”, tym samym  dając do rąk swoich odwiecznych przeciwników amunicję. Niestety sam Gibson szybko uwiarygodnił zarzuty "Ligi Przeciwko Zniesławieniu". Kilka lat temu Gibson został zatrzymany jadąc samochodem po pijanemu. Podczas kontroli krzyczał do policjantów: „Cholerni Żydzi. To Żydzi są odpowiedzialni za wszystkie wojny na świecie. Jesteś Żydem?”. Mimo tego, że przeprosił on za swoje słowa mówiąc w „Süddeutsche Zeitung”, że  „to był dzień, w którym Izrael wkroczył do Libanu i pod wpływem tych wydarzeń w moim pijanym mózgu zrodziły się te idiotyczne komentarze”, fatalne wrażenie pozostało. Prasa wytykała Gibsonowi również nie odcięcie się od swojego ojca, który negował Holokaust i pisał, że Jan Paweł II nie jest katolikiem. Trudno się dziwić więc niektórym środowiskom żydowskim, że protestują przeciwko obrazowi Gibsona. Myślę, że katolicy również mieliby wątpliwości czy Żyd, który oskarża Piusa XII o pomoc Hitlerowi powinien robić film o tym bohaterskim papieżu. Mimo wszystkich pozytywnych aspektów niezbędnego dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, pewne bariery są niestety niemożliwe do przekroczenia.

 

Ja jednak uważam, że wiadomość o tym, iż Gibson zamierza zrealizować film oparty o historię biblijną jest bardzo dobra. Ten wybitny reżyser, który na każdym kroku bronił wartości chrześcijańskich i nie bał się występować publicznie przeciwko cywilizacji śmierci, co w Hollywood jest aktem wielkiej odwagi, może dzięki temu obrazowi powstać ze świata upadłych. Niewątpliwie popkultura potrzebuje odwagi Gibsona i jego niebywałego talentu ewangelizacyjnego. Film o powstaniu Machabeuszy może przyczynić się do wielkiego powstania Mela Gibsona, który zwalczy wszystkie niszczące go demony i znów stanie, niczym William Wallace czy Martin Riggs, na froncie walki z poprawnością polityczną. W końcu mimo paru ważnych świadectw celebrytów, którzy odnaleźli Boga, nie widać godnego następcy Gibsona- kaznodziei.    

 

 Łukasz Adamski