"Zgodnie z zapisem CRV (Cockpit Voice Recorder), odczytanym przez stronę polską, dowódca załogi zgłosił, po minięciu wysokości 100 metrów, że odchodzi na drugi krąg. Drugi pilot to potwierdził" -czytamy w polskich uwagach.„Załoga rozpoczęła procedurę odejścia na drugi krąg"; "załoga próbowała - nieskutecznie - przerwać podejście"; - "była to realizacja spóźnionej procedury odejścia na drugi krąg" . Z grudniowej ekspertyzy fonoskopijnej wykonanej przez polskich ekspertów z Centralnego Laboratorium Kryminalistyki KGP wynika, że załoga TU-154 próbowała "przerwać zaniżanie", gdy prezydencki tupolew był na wysokości 100 m i 2400 m od progu pasa. Było to 22 sekundy przed katastrofą.

Wynika z tego, że polscy piloci nie byli „zahipnotyzowani” na lądowanie jak do tej pory nam się wmawiało. Oczywiście to wciąż nie zdejmuje  winy z nich i WIEŻY KONTORLNEJ za decyzję o lądowaniu w takich warunkach jednak może to obalać tezę o szaleńczej podatności pilotów na naciski. Z tekstu Wróblewskiego wynika, że piloci jednak próbowali w ostatniej „bezpiecznej” chwili poderwać maszynę co koresponduje ze słowami kpt. Protasiuka o próbie lądowania „ z której nic pewnie nie będzie”.

„Dotąd wiedzieliśmy, że to polski nawigator, na 14 sekund przed katastrofą, powiedział "Odchodzimy". I nic poza tym. To, że powiedział to nawigator, i nic potem (tak wynikało z ówczesnego stanu wiedzy) się nie stało, komentowano jako kolejną poszlakę na rzecz tezy, że załoga Tupolewa wprowadzona została w jakiś dziwny stan psychiczny. Oczywiście przez straszliwe naciski, atmosferę presji psychicznej ze strony prezydenta itd. Tymczasem jak dowiadujemy się z artykułu Wróblewskiego polscy specjaliści w Krakowie odczytali więcej z nagrań czarnej skrzynki. To kapitan Protasiuk na 22 sekundy przed katastrofą wydał komendę "odchodzimy".”- pisze Piotr Skwieciński na portalu wpolityce.pl.

Zgadzam się z publicystą, że Donald Tusk jest w coraz bardziej niewesołej sytuacji. Okazało się przecież, że „Konwencja Chicagowska” nie miała zastosowania do lotu TU 154 z prezydentem na pokładzie. Na dodatek Polacy mieli podobno możliwość wspólnego prowadzeni śledztwa na co godziła się Rosja! „Powołanie polsko-rosyjskiego zespołu śledczego było dopuszczalne – taką ekspertyzę prawną dostał Sejm. Posłowie chcieli odpowiedzi, czy zgodnie z polskim kodeksem postępowania karnego było możliwe skorzystanie z ustnej oferty Rosjan stworzenia wspólnego zespołu śledczych badających katastrofę. Nie oznaczałoby to wspólnego śledztwa, tylko wspólny udział polskich i rosyjskich prokuratorów w czynnościach śledczych, np. przesłuchaniach świadków.”- czytamy w „Rzeczpospolitej”.  I okazuje się, że było to możliwe. „O tym, że krótko po katastrofie prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zaproponował w rozmowie telefonicznej z premierem Donaldem Tuskiem, by śledztwo prowadzili wspólnie rosyjscy i polscy prokuratorzy, poinformowano w kwietniu 2010 r. na stronie internetowej Kancelarii Premiera. […'/>Krzysztof Karsznicki, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej, uznał wówczas, że jest to niemożliwe.”- informuje dziennik. Informacje, które pojawiają się w naszych mediach po przedstawieniu raportu przez MAK dowodzą coraz bardziej jak niekompetentni ludzie nami rządzą. Sytuacja tuż po 10/04 musiała przerazić ekipę Tuska na tyle, że popełniła ona dziecinne błędy, które zaczynają wychodzić na światło dzienne.

Ja wciąż nie wierzę, że Tusk działał w jakimś porozumieniu z Rosjanami i jest zdrajcą Polski z krwią na rękach. Nie szedł bym tak daleko w interpretacji tego co zdarzyło się w kwietniu zeszłego roku. Jednak ostatnie doniesienia dowodzą tego, że Tusk jest wyłącznie „telewizyjnym”  premierem, który działa w panice w momentach dramatycznych dla naszego kraju. Najgorsze jest to, że Tusk zaczyna zachowywać się w sposób skrajnie arogancki, co dowodzi jego tolerowanie na stanowisku ministra Bogdana Klicha, za którego kadencji doszło do dwóch makabrycznych katastrof lotniczych. W końcu Raport MAK jest zbieżny w kilku punktach z  tym co czytaliśmy w raporcie po katastrofie CASY. To dowodzi, że ta ekipa powoli korumpuje się władzą w sposób absolutny i dla dobra kraju ktoś powinien ją odsunąć od władzy bądź chociaż jej realnie zagrozić.  Niestety sondaże dla ekipy rządzącej nawet nie drgają bo udało się wmówić obywatelom ( nie bez winy opozycji), że dla Donalda Tuska nie ma alternatywy. Z drugiej strony „teflonowy” Tusk musi być przerażony faktem, że większość Polaków chciałaby międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. I to już potwierdzają sondaże, które do tej pory były dla Tuska złotym cielcem. Nie jestem jednak przekonany czy tym razem wystarczy jakaś sztuczka pijarowska by zetrzeć fatalne wrażenie po butnych konkluzjach Rosjan w raporcie MAK.

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »