57-letnia matka i 70-letni ojciec usłyszeli w uzasadnieniu wyroku, że dziecko jest "owocem wypaczonego wykorzystania możliwości, oferowanych przez postęp w dziedzinie genetyki”. Sąd dodał ponadto, że w jego opinii dziecko to narodziło się wbrew naturze, a rodzice zrealizowali w ten sposób pragnienia posiadania dziecka "za wszelką cenę”, nie licząc się z przyszłością dziewczynki. Włoskie media donoszą, że para od razu po ślubie w 1990 roku starała się zaadoptować dziecko. Ich wniosek został definitywnie odrzucony w 2003 roku z powodu ich zaawansowanego wieku. Dlatego małżonkowie zdecydowali się na zabieg sztucznego zapłodnienia, wykonany za granicą. Dziewczynka urodziła się w maju 2010 roku. Sąd zabrał ją po donosie sąsiada, który wezwał karabinierów, gdy zauważył, że wieczorem w zamkniętym samochodzie płacze miesięczne  dziecko. Rodzice tłumaczyli, że ich córka spała a oni zostawili ją na kilka minut by jej nie budzić.



Oczywiście odebranie dziecka rodzicom jest gigantycznym skandalem i dramatem nie tylko rodziców, ale przede wszystkim  dziecka, które jest wyrwane z rodzinnego ciepła. Również argument, że wiek przekreśla możliwość wychowania dziecka nie zawsze jest trafny. W końcu wielu dziadków z powodzeniem zajmuje się wychowaniem swoich wnuków. Jednak nie można z takiego stanu rzeczy robić normy. Dziecko potrzebuje rodziców, którzy są w stanie fizycznie i psychicznie się z nim bawić, uczyć je i wychowywać w inny sposób niż robią to dziadkowie. Taka jest norma, której nie kwestionuje chyba żaden rozsądny psycholog. Zresztą włoski sąd zwrócił uwagę  na „wypaczone wykorzystywania genetyki”. Niestety takie wykorzystanie współczesnej medycyny staje się powoli normą.


Kilka miesięcy temu 70 letnia kobieta z Indii urodziła bliźniaki. Omkari Panwar jest już matką dwóch córek i babcią pięciorga, ale jej  77-letniemu mężowi bardzo zależało na tym, by urodził im się syn. Na zapłodnienie in vitro wydali oszczędności swojego życia, a nawet zaciągnęli pożyczkę w banku.  6 lat temu córkę urodziła 70 letnia Rumunka, która idąc ze swoją córeczką za rękę wygląda jak prababcia z prawnuczką.  Hiszpanka Maria Carmen del Bousada zaszła zaś  w ciążę dzięki zabiegowi sztucznego zapłodnienia, mając 66 lat. Urodziła dwóch synków. Po porodzie przyznała, że oszukiwała lekarzy, twierdząc, że ma 55 lat. Na zabieg pojechała do USA. Kobieta zmarła 2 lata później na raka, o którym wiedziała przed zajściem w ciąże. Największy skandal miał miejsce jednak w Ameryce Południowej.  Rok temu 55-letnia Meksykanka urodziła dziecko, którego ojcem biologicznym jest jej… homoseksualny syn.  Również w tym przypadku in vitro spowodowało, że babcią i matką dziecka jest ta sama osoba. Jego ojciec jest zaś również jego bratem.


Coraz powszechniejsza legalizacja in vitro (rodzice we Włoszech złamali prawo, które nie pozwalana na vitro do 43 roku życia)  prowadzi właśnie do patologii, które krzywdzą dzieci. Nie chodzi już tylko o likwidacje życia ludzkiego w najwcześniejszym stadium rozwoju, ale o przyszłość dziecka w rodzinie ludzi, którzy są w wieku starczym.  Te dzieci są narażone na szybką śmierć rodziców i są pozbawieni możliwości  bycia wychowanym przez dziadków, których z biologicznych racji mieć nie mogą. Włoski sąd uznał, że w przypadku tych rodziców mamy do czynienia z „narcystyczną chęcią posiadania dziecka”. Sąd trafił w sedno. Posiadanie dziecka nie może być środkiem do celu.  Nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić  bólu ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci a tego pragną. Jednak również nie mogę sobie wyobrazić bólu dziecka, które wie, że w wieku 11-12 lat najprawdopodobniej straci rodziców, którzy umrą ze starości. Posiadanie dziecka nie jest prawem człowieka. Dziecko jest oddzielnym bytem.   


Odebranie dziecka kochającej rodzinie przez włoski sąd jest skandalem i krzywdą dla całej rodziny. Jednak nie można zaprzeczyć temu, że uświęcona przez lewicowe elity metoda in vitro zaczyna zbierać ponure żniwa, które najlepiej widać podczas takich dramatów jak ten, który zdarzył się koło Turynu. 

 

Łukasz Adamski