- Wiecie, co dzieje się w USA? W 1973 roku zalegalizowano aborcję. Około 50 milionów aborcji wykonano od tego czasu w USA. To znaczy, że zabili całą generację Amerykanów - powiedział Silwa, który stara się o stanowisko rektora Uniwersytetu w Puerto Rico. - Dziś błagamy na kolanach, by studenci do nas przyszli. Ich jednak nie ma – dodał.
Podobne słowa wypowiedział niedawno minister edukacji w Chinach, który przyznał, że chińskie uczelnie wyższe mają te same problemy. „Prawo do własnego brzucha” wykańcza Azjatów, Amerykanów, Europejczyków i Afrykanów. Giną wszyscy. Bez względu na rasę, kolor skóry czy płeć (choć w niektórych kulturach wyskrobuje się głównie dziewczynki, ale nawet odurzone zielonymi papierkami feministki mają to w czterech literach).
Niedawno moja koleżanka pracująca w „Gazecie Wyborczej” powiedziała, że oburzył ją początek mojej książki, w której nazwałem aborcję holokaustem. Powiedziała mi, że rzuciła książkę w kąt i dopiero po jakimś czasie do niej wróciła. Nazwała to porównanie “niegodnym”. Jest to mocne porównanie i może szokować. Zgadzam się. Jednak prawda szokuje i wkurza. Jedno zdjęcie ciałka rozerwanego podczas aborcji mówi więcej niż tysiąc tekstów publicystów tego portalu. Natury nie da się oszukać. Rozerwane zwłoki ludzkie zawsze szokują. Nieważne czy należały do osoby zabitej będącej w prenatalnej fazie rozwoju, wieku niemowlęcym czy do człowieka starszego. Jeżeli uznajemy prawa biologii i nauki a odrzucamy wiarę w przesądy, bajki i zabobony to musimy przyznać, że aborcja jest morderstwem człowieka w jego wczesnej fazie rozwoju. To jest fakt. A z faktami nikt poważny nie polemizuje. Zatem 50 milionów zabitych ludzi w USA i kolejne miliony zabijane każdego roku nacałej kuli ziemskiej to coś porównywalnego do holokaustu, choćby nas to porównanie drażniło. Cierpienie w obozie koncentracyjnym, komunistycznym więzieniu czy w łonie matki, podczas cięcia ostrzami czy rozpuszczania chemią jest porównywalne.
Wmówiono nam jednak, że aborcja nie jest niczym złym, że to tylko pozbycie się zlepku komórek. Takie wycięcie guza czy wysmarkanie nosa. Mimo USG, na którym widać, jak ten zlepek komórek wygląda, wielu ludzi odrzuca prawdę o aborcji. I robią to naprawdę porządni i inteligentni ludzie. W moim głębokim przekonaniu robią to albo z kompletnej ignorancji i złej woli albo z pobudek religijnych. „Gdy przestajemy wierzyć w Boga, zaczynamy wierzyć w cokolwiek” - pisał Chesterton. Jednak wiara w to, że dziecko nienarodzone nie jest człowiekiem, jest tym samym, co wiara w latające spaghetti albo w UFO.
Ta nowa fałszywa religia ma swoich proroków, bóstwa, dogmaty i – niestety - ofiary składane na ołtarzu. W imię tej religii jej kapłani chcą ograniczyć liczbę ludzi na ziemi, bo bóstwo „Matka Ziemia” się wkurzy i roztopi lody na Antarktydzie. W imię dogmatów tej religii wolno wysysać odkurzaczem ludzi i spuszczać ich ciałka w klozecie. Jej kapłani, którzy głoszą te dogmaty, są poważanymi na świecie intelektualistami, profesorami i ludźmi opiniotwórczymi. I to oni manipulują naiwnymi, którzy wierzą, że walczą o prawa człowieka. Za tym wszystkim stoi natomiast bogate lobby, które trzepie niewyobrażalną kasę na ten rzezi niewiniątek. Kapłani tej religii i jej finansowe zaplecze mają również swoich pretorian, którzy z pasją w oczach poprowadzą „świętą wojnę” przeciwko innowiercom nie podzielającym ich wiary w potrzebę składania ofiar z małych dzieci. Ta wojna toczy się już na każdym szczebelku naszego życia. Jest ona w parlamentach, na uczelniach, ulicach i w samych rodzinach. A kończy się w łonie kobiety, gdy mały dzieciaczek ucieka od szczypiec czy chemicznego roztworu.
W imię tej fałszywej i zbrodniczej religii „do piachu” już poszło całe pokolenie Amerykanów, którzy zaczynają odczuwać brak ludzi. Kim byliby ci ludzie dziś? Może wynaleźliby lek na raka? Może nagraliby najpiękniejszą piosenkę na świecie? Może byliby policjantami albo strażakami, którzy uratowaliby życie innych ludzi. A może sami by byli aborcjonistami i bandytami? Nie wiadomo. Już dziś Amerykanie czują jednak ich brak. Na razie odczuwa to amerykańska gospodarka i życie społeczne Amerykanów. Jednak odzywa się za Oceanem również coraz więcej sumień. I dzięki temu w walkę z cywilizacją śmierci angażuje się coraz więcej ludzi.To zamordowane pokolenie czemuś służy i ofiara tych ludzi nie pójdzie na marne. Na ich krwi wyrośnie coś dobrego. Musimy w to wierzyć.

