Naczelny „Wprost” ze swoją przebierającą nogami ze szczęścia redakcją z powodu „lewackiej zmiany oblicza tej ziemi” raczej nie śni nocami o tym, by Kościół stanął do walki z postępującym laicyzmem.  „Byłoby dobrze dla Kościoła, gdyby się obudził, bo za chwilę może być dla niego za późno, a za cztery lata zapateryzm przeniesie się nad Wisłę. Madryt w Warszawie jest dziś bowiem o wiele bardziej prawdopodobny niż Budapeszt w Warszawie” - pisze Lis. Trudno mi naprawdę uwierzyć w to, że nie czeka on na ten zapateryzm, który, od kiedy Lis przejął konserwatywny dawniej tygodnik, bije z łamów „Wprost”. Jednak trudno nie zgodzić się z naczelnym, że pewna era dla Kościoła w Polsce się skoczyła. „Przez 16 lat po 1989 r. polski Kościół chował się pod papieskimi szatami. Jego prawdziwe oblicze było trudno dostrzegalne, bo patrzono na Kościół przez podwójne okno – to w papieskiej komnacie i to na Franciszkańskiej 3 w Krakowie. Zamiast obrazu kościelnej rzeczywistości mieliśmy więc iluzję dosłodzoną wadowicką kremówką” - pisze Lis. Od lat na ten temat mówił m.in. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który zwracał uwagę, że w polskim Kościele nie ma przywództwa. Po śmierci Jana Pawła II, który, nie oszukujmy się, załatwiał wiele problemów, z którymi polski episkopat nie potrafił sobie poradzić, Kościół polski dryfował, nie mając poważnego wroga. Bardzo często więc hierarchowie szukali go tam, gdzie go nie było. Przykład abp. Peatza czy kwestia lustracji są tego najlepszym dowodem. Kościół przez lata tkwił w letargu i zdarzało mu się walczyć z fantomami takimi jak konserwatywni dziennikarze i publicyści, którzy ośmielili się zauważyć, że należy rozliczyć z agenturalnej przeszłości ludzi Kościoła (piszący te słowa do dziś doświadcza przykrości ze strony znaczących duchownych za lustracyjny tekst sprzed 3 lat). Niestety korporacyjność Kościoła bardzo często odpychała od niego rzutkich ludzi, którzy chcieli coś zmienić. To jest realny problem, który „grupa kreska” znaczącą podkreśliła. Jednak nie dotyczy to tylko Polski. Skandale pedofilskie na całym świecie pokazały, że korporacyjna solidarność potrafi zamieść pod dywan nauki Jezusa. Mówił o tym niejednokrotnie Benedykt XVI.


Mitem okazało się również przekonywanie, że w Polsce ponad 90% społeczeństwa to katolicy. „Trzeba przyznać, że wśród tych, którzy poszli za hasłami Palikota, byli również ludzie deklarujący się jako katolicy. Wynik wyborów pokazał, że skala antyklerykalizmu jest znacznie większa niż skala ateizmu” - mówi w „Idziemy” ks. Henryk Zieliński. Nie tylko sukces Palikota jest dowodem na zmianę nastawienia Polaków do kwestii wiary. Wystarczy spojrzeć na powszechny sprzeciw młodych ludzi wobec nauki moralnej Kościoła w takich kwestiach jak antykoncepcja. Nie zgadzam się jednak, że to zachowanie Kościoła na Krakowskim Przedmieściu było iskrą, która spowodowała zwycięstwo Palikota. W innych krajach „Krakowskiego Przedmieścia” nie było a od lat zwycięża tam radykalny laicyzm. Kościół starał się nie mieszać w tę awanturę za co atakowali go nawet konserwatywni publicyści. Natomiast wielu hierarchów rzeczywiście nie potrafiło dotrzeć do młodych ludzi i pokazać im alternatywy dla tępego antyklerykalizmu i powierzchownie atrakcyjnego hedonizmu. Nie chodzi mi o „pajacowanie na rowerze” przed ołtarzem czy rozmiękczanie nauki moralnej, jak chcieliby członkowie fan klubu Jezusa z Czerskiej. Kościół może przyciągać właśnie swoim konserwatyzmem i nauką prawdy ewangelicznej, a nie jej imitacją. Dowodem na to jest Benedykt XVI, który w pył rozniósł zapaterystów w Hiszpanii i mimo swojego „pancerza” przyciąga młodzież na całym świecie. Nie można zapomiać, że Kościowi nie służy zbyt głębokie uzależnienie od polityki. Powoduje ono, że hierarchowie nie potrafią upomnieć polityków, którzy działają wbrew nauce moralnej Kościoła. Kościół  katolicki naprawdę nie zrezygnował z ekskomuniki, wbrew temu co mówią niektórzy postępowi katolicy. Brak reakcji hierarchów na postępowanie polityków w takich sprawach jak in vitro czy aborcja ma swoje głębokie konsekwencje. 


„Niech pozostanie dla nas - którzyśmy uwierzyli - mocą i mądrością Bożą. Niech jego rozpostarte ramiona głoszą nam i całemu światu, że Bóg umiłował nas do końca i czeka na naszą odpowiedź. Stańmy pod Krzyżem z Maryją, Matką Bolesną. Uczmy się od niej niewzruszonej wiary, gorącej miłości Boga i człowieka i mocnej nadziei, która nie zawiedzie w żadnej sytuacji życiowej” – wzywał abp Budzik. Trudno się z tym apelem nie zgodzić. Są to ważne słowa. Oby jednak nie pozostały ubranym w ładne słowa apelem, który nie trafi do młodych ludzi. Polskiemu Kościołowi naprawdę bardzo potrzeba charyzmatycznego lidera, który swoją osobowością konkurowałby z medialnymi błaznami, obecnie manipulującymi społeczeństwem. Wówczas okładka „Wprost” będzie na tyle prorocza, że Lis będzie musiał zwinąć skrzydła i zejść ze Środami, Szczukami, Biedroniami czy Grodzkimi do niszy, w jakiej takiego rodzaju współcześni jakobini powinni się znajdować.

 

Łukasz Adamski