„Dziś mamy dyktaturę większości, chorą demokrację. Pomija się wszystkie mniejszości i nie dopuszcza ich do głosu. Zdrowa demokracja to taka, w której zabiega się również o mniejszości i daje się im głos” - powiedziała w programie "Babilon" w TVN24 Anna Grodzka, założycielka i szefowa fundacji Trans-Fuzja i kandydatka do Sejmu z list Ruchu Palikota. Grodzka zmieniła płeć w wieku 54 lat. „Czujemy się członkami polskiej społeczności osób transpłciowych: transseksualistów, transwestytów, transgenderystów, krosdreserów oraz ich przyjaciół i partnerów. […]Nie jesteśmy niestety cudotwórcami, ani dziedzicami rodowych fortun, które pozwalałyby nam na nieskrępowane realizowanie własnych celów i fantazji, czy też udzielanie finansowego wsparcia.” – czytamy na stronie, gdzie Grodzka jest gwiazdą. Na portalu można dowiedzieć się czym jest seks transseksualistów oraz poczytać rady i historie o tym jak najlepszy kumpel okazał się niewiastą. "Ja w wieku 12 lat nadałam sobie imię Ania, to świadczy o tym, że już wtedy nie chciałam być chłopcem. To była trudna decyzja, poważna i nieodwracalna. Ani NFZ, ani polityka nie jest gotowa na ten problem. Próbowaliśmy zabiegać i lobbować za tym, żeby ktoś zrozumiał, że potrzeba to wreszcie prawnie określić i wprowadzić pewne procedury. Jako osoby transseksualne jesteśmy wyrzuceni poza margines społeczeństwa i prawa. To trzeba zmienić" – opowiada w TVN24.
Nie wiem za bardzo na czym polega wyrzucanie na margines mężczyzn, którzy czują się niewiastami i kobiet (z powodu wrodzonej wrażliwości nie nazwę nikogo babochłopami jak zrobił to nasz prezydent Komorowski, który za swoje haniebne słowa powinien odbyć pielgrzymkę do Legolandu), które czują się mężczyznami. Czyżby na tym, że podatnicy nie muszą płacić za zmianę przez nich płci? A może chodzi o to, że wszyscy, którzy uważają, że fizyczna zmiana płci (czytaj: obcinanie penisa) nie zawsze jest dobrą odpowiedzią na problemy z tożsamością płciową są transfobami? Transseksualiści są kolejną po homoseksualistach grupą, która domaga się specjalnych praw. W krajach zachodnich ich postulaty są już doprowadzone dosyć daleko. Niedawno Barack Obama zapewnił o swojej sympatii dla transseksualistów, ogłaszając miesiąc czerwiec miesiącem lesbijek, gejów osób biseksualnych i transseksualnych. Ponadto mianował na stanowisko starszego doradcy w departamencie handlu transseksualistkę Amandę Simpson. Minister sprawiedliwości Anglii Ken Clarke osobiście opracował nowe wytyczne dla personelu więziennego w sprawie traktowania transseksualistów, które mają uniemożliwiać rewizję transseksualistów. Zdaniem ministra w przypadku osób przechodzących zmianę płci rewizje są wyjątkowo poniżające. Męska część populacji więziennej będzie w dalszym ciągu poddawana regularnym oględzinom ciała. Jak widać penis, penisowi nie jest równy.
Polska fundacja Trans-Fuzja jakiś czas temu zaczęła się domagać uchylenia przepisów, które zabraniają im służyć w armii. Pod koniec ubiegłego roku kanadyjski resort obrony wydał dyrektywę, pozwalającą transseksualistom ubierać się zgodnie z tożsamością płciową, niezależnie od tego, czy przechodzili operację zmiany płci. Innymi słowy wojacy w kanadyjskiej armii mogą ubierać spódniczki nawet jak wciąż mają wąsy. Czy polscy również dostaną takie prawo? Może jest to jakiś sposob na uzdrowienie armii. Francuscy transseksualiści domagali się aby sędziowie nie domagali się ekspertyz medycznych i psychiatrycznych, które zdaniem aktywistów stowarzyszeń homoseksualnych i transseksualnych są "nieużyteczne i stanowią dodatkową karę w i tak już trudnym przedsięwzięciu". Płeć w to w końcu coś tak mało znaczącego, że nie ma sensu się nią przejmować. Z pewnością należy z nią walczyć. W Szwecji działa „postępowe” przedszkole, gdzie nauczyciele mówią do dzieci per „osobo” i nie używają słów określających ich płeć. Jak mówią nauczycielki, placówka stanowi „przeciwwagę dla segregowanego ze względu na płeć społeczeństwa”. Jednak gdyby okazało, że dzieci i tak będą wychowane w zacofany sposób to można ich zmusić prawnie do akceptacji transów. Kanadyjska (Co jest z tym krajem? A już wiem. W końcu Kanada to taki geograficzny Al Gore. Czymś musi się przebić jak reszta świata nie zwraca na nią uwagi) Izba Gmin przyjęła ustawę, która nakazuje chronić „tożsamość gender” i „ekspresję gender”, a także karze za „mowę nienawiści”. Ustawa zmusza urzędy i przedsiębiorstwa do zatrudniania transseksualistów. Kanadyjczycy już nazywają ją „ustawą łazienkową”, ponieważ umożliwia ona mężczyznom, którzy twierdzą, że są kobietami, korzystanie z damskich łazienek np. na basenach. No cóż. Może teraz kanadyjscy Węgrzyni będą mogli sobie do woli popatrzeć na całujące się kobitki.
Parodysta polskiej polityki, którego antyklerykalizm jest marną kopią tego co robił 20 lat temu Jerzy Urban, zebrał więc ciekawą, wesołą ferajnę. Przypomina ona trochę drużynę Robin Hooda z gejowskich wersji filmów o dzielnym rzezimieszku. Proponuję by Pan Janusz ubrał swoich kandydatów w rajtuzy. Doda nagra hymn o nagrzanych ziołami apostołach, Mucha wygłosi jakiś mega błyskotliwy referat zaś Wojewódzki w swoim stylu kieszonkowego Howarda Sterna pomacha zadkiem na wizji. To rada prosto z serca. Inaczej ktoś jeszcze weźmie biznes plan Palikota na poważnie i znajdzie się jakiś brazylijski trans, który jak w Mediolanie, wbiegnie do polskiego kościoła i rozbierze się przed ołtarzem? Elektorat Palikota pokazał w końcu swoją klasę na Krakowskim Przedmieściu i przed namiotem na kultowym filmie nagranym przez niezaleznaTV. W końcu co im zostanie jak zabraknie kondomów do rzucania w czarnych klechów?
Łukasz Adamski

