„Jaka jest różnica między Jarosławem Kaczyńskim, który doprowadził do katastrofy smoleńskiej, ma na sumieniu dziewięćdziesiąt kilka osób, a Piotrowskim, który zabił jednego Popiełuszkę?” - pytał niedawno w Radio Zet Palikot. Prowadząca wywiad Monika Olejnik odpowiedziała, że za te słowa Kaczyński powinien podać Palikota do sądu. Słyszeliście Państwo o tej rozmowie? Jeszcze kilka miesięcy temu byłaby ona na czołówce wszystkich dzienników, publicyści pisaliby o „przekraczaniu granic” posła z Biłograja zaś w wieczornych programach telewizyjnych politycy kłóciliby się o jego zachowanie. Jednak od czasu odfrunięcia Palikota z PO, poseł przestał być potrzebny mediom do nawalania Kaczyńskich. Miejsce celebryty zajęli zresztą szybko inni harcownicy. Palikot musiał czuć się jak gwiazda boysbandów, która z dnia na dzień zostaje wymieniona na nowszy model. Były wydawca „Ozonu” myślał, że tłuszcza spod Pałacu Prezydenckiego zapewni mu rolę polskiego Zapatero zaś media nadal będą zachwycały się nad jego coraz bardziej prostackimi (dopasowanymi do elektoratu) obelgami w stosunku do nieżyjącego prezydenta RP. Rzeczywistość okazała się jednak makabryczna. Palikot jest jak amerykański komik Carrot Top (który całą swoją popularność zbudował na sztuczkach z marchewkami) bez marchewek. Teraz nie zostało mu nic innego jak sypnięcie kilku chłopaków z ferajny.
Porzucony przez swoje dwie kochanki: Platformę i media, Palikot w histeryczny sposób postanowił więc opowiedzieć o szczegółach swojego burzliwego romansu, który tak się nieszczęśliwie skończył. Fragmenty nowej książki (wywiadu rzeki, która niebawem trafi na rynek) Palikota cytuje reporter Polsatu Tomasz Machała. „W wywiadzie rzece Janusz Palikot opowiada o stosunku Donalda Tuska do Kościoła. Z tej relacji wyłania się obraz człowieka, który „wierzy w Boga”, ale „nie cierpi kleru”. Według Palikota „stosunek Tuska do instytucji jest bardzo krytyczny”. O duchownych premier mówi nie inaczej niż „ci czarni”. Donald Tusk ustawia się natomiast publicznie jako wierzący katolik, bo zdaje sobie sprawę, że jest to niezbędny element „by istnieć publicznie” - czytamy na blogu Machały.
„Szczytem wszystkiego była zgoda na ten ślub. Oto nagle dowiedziałem się, że sztab wyborczy doszedł do wniosku, że musi być ślub Małgosi i Donalda. To była decyzja sztabu, o takim samym charakterze jak później ta, że Komorowski już nie poluje. Świetnie wiedzieli, że jest tylko kwestią tygodnia jak tabloidy dowiedzą się o ślubie. To typowy kontrolowany przeciek” - mówi w wywiadzie Palikot, który ujawnia również stosunek Tuska do mediów. Zdaniem Palikota, Tusk i jego ekipa mieli obsesję na temat odwracania uwagi dziennikarzy i naprowadzanie ich na pożądane tematy. „Media łykały praktycznie wszystko. Konrad Piasecki czy kilku innych znanych dziennikarzy TVN-u dali się wrobić nieraz. Na tym polu działa prosty, bezwzględny mechanizm: wystarczy że wmontuje się trzech w miarę znanych dziennikarzy i reszta mediów już praktycznie nie ma wyjścia” - mówi były poseł PO i dodaje, że premier ceni Janinę Paradowską zaś nienawidzi Tomasza Lisa. "Resztę dziennikarzy dzielił na dwa obozy: obóz SLD i pampersów. Monikę Olejnik uważa za koniunkturalistkę. Momentami było dla mnie wręcz szokujące, z jakimi negatywnymi emocjami wypowiadał się o Tomaszu Lisie. Autentycznie go nie znosi"- twierdzi Palikot.
Oczywiście wrzutka Palikota ma mu pomóc w kampanii wyborczej i zająć czymś dziennikarzy. Mniemam jednak, że większość prorządowych mediów szybko zakopie pod dywan rewelacje biznesmena, który zamienił target z pokolenia JPII na pokolenie od misia na krzyżu. Nikt przecież nie chce by ktoś pomagał Kaczorowi wrócić do władzy. Janusz Palikot powoli zaczyna przypominać Kazimierza Marcinkiewicza, który przedawkował narkotyk zwany mediami. Donald Tusk jest natomiast osobą pamiętliwą i nie lubi jak ktoś wyciąga mu trupy z szafy. Palikot musi więc teraz uważać na skórkę od banana. Chociaż, kto w ogóle niebawem zauważy brak Palikota….
Łukasz Adamski

