W piątek za niezbędnymi dla Włoch reformami głosował Senat. Później Izba Deputowanych. Następnie Berlusconi złożył na ręce prezydenta Giorgio Napolitano dymisję. Dla jednych odejście bandyty i faszysty Silvio jest niemal darem z niebios (choć komuniści, którzy rozpętali niebywałą nagonkę na niego wiele lat temu, w niebo nie wierzą), dla innych Berlusconi to nie żaden diabeł wcielony, ale zwykły cwaniak, który poszedł do polityki by uchronić swoją głowę przed wymiarem sprawiedliwości. Podczas sobotniej debaty pod budynkiem parlamentu zebrały się setki Włochów, którzy krzyczeli: "Dymisja", "Alleluja", „Odejdź Mafiozo” czy "Do widzenia Silvio". Tłumy, i przeciwników i zwolenników premiera, zebrały się również na Kwirynale, gdzie znajduje się pałac prezydencki. Można więc powiedzieć - nihil novi. Włochy od lat żyją Silvio tak jak Polska od wielu lat żyje "Kaczorem (i) Donaldem". 


Następnym "niepolitycznym" premierem Włoch zostanie ceniony w Brukseli ekonomista Mario Monti, który jednak został mianowany dożywotnim senatorem przez prezydenta Napolitano więc trudno nazywać go osobą apolityczną. Wiele osób we Włoszech uważa, że Monti jest człowiekiem powiązanym z amerykańskim bankiem inwestycyjnym Goldman Sachs, co może oznaczać, że Włochy padną ofiarą spekulantów. Inni natomiast mają nadzieję, że władze w tym kraju będzie w końcu pełnił ponadpolityczny rząd ekspertów, którzy wyrwą kraj z kryzysu. Czy jednak można wyobrazić sobie wspólne stanowisko włoskiej lewicy z tzw. prawicą spod znaku Berlusconiego czy Ligi Północnej? To tak jakbyśmy mieli w Polsce wspólne rządy Stefana Niesołowskiego, Janusza Palikota i Jarosława Kaczyńskiego. Dodajmy do tego jeszcze specyficzną włoską mentalność i poznamy odpowiedź na to pytanie.  Bez reform Włochy jednak zbankrutują, a to oznacza poważny kryzys dla całej Europy. Włochy to nie mało znacząca Grecja, a czwarta gospodarka Unii.


Włochy zmagają się z rekordowym długiem - 1,8 bln euro - i niskim wzrostem gospodarczym, ok. 0.75 proc. Politycy uchwalili więc podwyżkę VATu z 20 do 21 proc., zamrożenie pensji w sektorze publicznym, podwyższenie wieku emerytalnego dla kobiet, lepszą ściągalność podatków czy wprowadzenie specjalnego podatku dla sektora energetycznego. Ma to dać krajowi 58 mld euro oszczędności. Czy jednak to pomoże? W ostatnim „Plusie Minusie” mieszkający w Rzymie dziennikarz Piotr Kowalczuk napisał znakomitą analizę,  która wyjaśnia dlaczego bez zmiany mentalności Włochów, czeka ten kraj upadek. Największym problemem Włoch jest wszechobecna, uświęcona korupcja, biurokracja i powszechne (również wśród celebrytów i samego Silvio, który przekonywał, że nie nic złego w szarej strefie) unikanie płacenia podatków. „Budżet za sprawą oszustów podatkowych traci co roku minimum 120 mld euro, co znaczy, że Włosi ukrywają przed fiskusem być może nawet 300 mld euro dochodów. Jak się szacuje, drugi, nielegalny obieg gospodarki wytwarza ok. 20 proc. PKB. Roczne obroty organizacji mafijnych są nieco wyższe niż w całym włoskim rolnictwie – ok. 135 mld euro, tzn. 7 proc. PKB. Korupcję szacuje się na 60 mld euro rocznie, czyli, licząc inaczej, 1000 euro łapówek rocznie na głowę” - pisze Kowalczuk. Jeżeli dodamy do tego rozpuszczenie społeczeństwa przez państwo niańkę i ogromną biurokrację, która utrzymuje całe pokolenia rodzin i żerującą na wszystkim mafię z południa oraz korupcję, bez której zdobycie pracy bywa niemożliwe to przy zaciśnięciu pasa, możemy mieć do czynienia z wariantem greckim do potęgi entej. Tym jednak kończy się oparcie gospodarki nie na mechanizmach rynkowych a na neosocjaliźmie połączonym z oligarchicznym systemem kooptacji elit i przyzwyczajeniu społeczeństwa do życia na koszt sąsiada.

  

Dziś we Włoszech nie przegrała żadna prawica. Jej od dawna w tym kraju nie ma. Berlusconi miał być kimś, kto wyzwoli Włochy z władz skompromitowanych elit, które ujawniła akcja „czyste ręce”. Niestety Silvio Berlusconi był typem konserwatysty, który całował w rękę bandytę Kadafiego i gościł w swoich willach „bunga, bunga” byłego funkcjonariusza KGB Władimira Putina. Ani w sferze obyczajowej, ani gospodarczej Berlusconi nie przypominał nawet w ułamku konserwatywnego-liberała. Kto jednak dziś z europejskich elit kogoś takiego przypomina? Niestety Włosi przez lata mieli wybór między pseudoprawicą Berlusconiego a komunistami, którzy brali pieniądze z Moskwy. Trudno się dziwić, że wielu wolało rządy mafii z Sycylii niż mafii z Kremla. Czy dziś Włosi stoją przed nową życiową drogą? Nie będą przed taką stali dopóki nie zmienią swojej mentalności, ukształtowanej przez fast food dla mózgu płynący z telewizji… Silvio Berlusconiego.


Łukasz Adamski