Zastrzyki przekazane zostały przez członków organizacji planowania rodziny ze szpitala Dora Nginza. Przeznaczone były dla dziewcząt w klasach szóstej i siódmej szkoły p odstawowej w Zwide. Niektóre uczennice miały zaledwie 10 lat. Szkoła wcześniej wysłała list do rodziców informując ich, że przedstawiciele szpitala będą rozmawiać z uczniami na temat menstruacji i antykoncepcji, ale nic nie wspomniano na temat ewentualnych zastrzyków. Rodzice są przerażeni akcją. Jedna z matek mówi, że jej 11 letnia córeczka jeszcze nie miesiączkuje i zastrzyk może mieć fatalny wpływ na jej rozwój.
Matka dziewczynki przekonuje, że rodziców dopiero po podaniu dziewczynkom zastrzyków poinformowano, że dzieci zostały objęte programem kontroli urodzin. Rodzice następnie byli tez namawiani do kontynuacji „leczenia”. Ginekolog Marcus van Heerden uznał postępowanie przedstawicieli kliniki za „całkowicie nieetyczne", dodając, że zastrzyki antykoncepcyjne mogą poważnie opóźnić początek dojrzewania dziewcząt. Portal PiotrSkraga.pl informuje, że „najczęściej stosowane zastrzyki antykoncepcyjne to zastrzyki Depo-Provera, które wprowadzają do organizmu syntetyczne hormony, hamujące jajeczkowanie. Substancje te mogą powodować szereg skutków ubocznych np: prowadzić do rozwoju nowotworów, do powstawania skrzepów krwi, udaru mózgu, nieregularnych krwawień miesiączkowych, spadku gęstości kości itp.” Środki te są niezwykle popularne w USA i Kanadzie, gdzie dzieci w podstawówkach coraz częściej są nimi faszerowane. 21 stanów w USA pozwala małoletnim nastolatkom na szczepienia antykoncepcyjne bez wiedzy rodziców, 25 stanów zezwala na nie w pewnych okolicznościach, a 4 stany „nie mają jasnej polityki w tym względzie".
Jednak kwestia zdrowia dzieci narażonych na utratę zdrowia przez wielki biznes antykoncepcyjny ( który w Polsce również ma swoich przedstawicieli w postaci niektórych feministek) to jeden problem. Nie mniej ważne jest jednak nikczemne działanie koncernów, które wysyłają do Afryki tony przeterminowanych prezerwatyw, a każdego kto skrytykuje ich działanie, niszczą dzięki swoim przedstawicielom w mediach czy w organizacjach humanitarnych. Pamiętamy jaki los spotkał Benedykta XVI-go, który śmiał przypomnieć, że prezerwatywa nie jest zawsze odpowiedzią na walkę z AIDS. Papież oczywiście podbudował swoje stanowisko faktami. Jego krytycy tylko ideologią. Dyrektor Projektu Badawczego ds. Zapobiegania AIDS z Uniwersytetu Harvarda Edward C. Green napisał że: „Zdanie Papieża potwierdzają najlepsze dowody. Istnieje jednoznaczny związek (wykazany przez nasze najrzetelniejsze badania, w tym finansowane przez USA "Demographic Health Surveys") między większą dostępnością prezerwatyw a wyższą (nie niższą!) liczbą zarażeń AIDS. Po części może być to skutkiem zjawiska zwanego "kompensacją ryzyka". Oznacza to, że gdy ktoś korzysta z techniki obniżania ryzyka (np. prezerwatyw), traci korzyści z tego wypływające (redukcję ryzyka), podejmując więcej ryzykownych zachowań”. Co więcej, według Greena proste i tanie programy, promujące monogamię i wstrzemięźliwość seksualną, skutkują największymi postępami w walce z wirusem HIV. Dokładnie sprawdziło się to w Ugandzie. Natomiast RPA poszło inną drogą, która teraz ma swoje konsekwencje.
Linda Polman opisała w znakomitej książce „Karawana kryzysu” jak pomoc Afryce promowana przez ścigające się ze sobą organizacje humanitarne niszczy ją i zabija mieszkańców tego kontynentu. Autorka pisze, że istnieje ponad trzydzieści siedem tysięcy międzynarodowych organizacji pozarządowych dysponujących wielomiliardowym budżetem. Na amerykańskim uniwersytecie Johna Hopkinsa obliczono, że gdyby wszystkie organizacje niosące pomoc stworzyły jeden kraj, to byłby on piątą co do wielkości siłą ekonomiczną na świecie. Wszystkie chcą zaistnieć medialnie, konkurując ze sobą w tak drastyczny sposób, że posuwają się nawet do współpracy z afrykańskimi reżimami, które wykorzystują dużą część pomocy na zakup karabinów. Można podejrzewać, że dokładnie tak samo działają producenci środków antykoncepcyjnych. Jest przecież o co walczyć.
Dzieci ze szkoły w RPA są ofiarami fatalnej polityki wielkiego biznesu, polityków, będących na ich usługach i różnych pięknoduchów, którzy dają się nabrać na propagandę takich ludzi jak Bob Geldof. Należy zadać również pytanie: po jaką cholerę daje się zastrzyki antykoncepcyjne dzieciom? Chodzi tylko o dorwanie targetu czy może o coś znacznie gorszego? W końcu lewicowy rewolucjonista Barack Obama już dwa lata temu przyznał 12 milionów dolarów 6 krajom afrykańskim by te promowały antykoncepcje, tym samym cofając zakaz administracji Georga .W. Busha, która realnie starala się pokonać plagę AIDS w Afryce. Niestety dziś Afryka jest na celowniku lewicowych szarlatanów, którzy próbują tam zbudować swój utopijny raj. Lewicowa ideologia połączona z wielkim biznesem zawsze kończy się tragednią. Dzieci z RPA są tego przykładem.
Łukasz Adamski

