"W Wenecji wygrała rosyjska dusza, która spogląda na jeden z mitów Europy" - tak komentatorzy podsumowują zwycięstwo monumentalnej i zarazem groteskowej ekranizacji "Fausta" Goethego. Nagrodę Srebrnego Lwa za najlepszą reżyserię otrzymał Chińczyk Shangjun Cai za film "Ludzie gór, ludzie morza". Krytycy przyznają ,że reżyser przywiózł do Wenecji nieocenzurowaną wersję swego filmu. Media pochwaliły go za wielką odwagę. Laureatem nagrody specjalnej jury został Włoch Emanuele Crialese za poruszający tematykę imigracji film "Terraferma" (Stały ląd).Nagrody dla najlepszych aktorów otrzymali: Chinka Deanie Yip, odtwórczyni głównej roli w "A simple life" Ann Hui z Hongkongu, oraz Michael Fassbender za rolę w filmie "Shame" (Wstyd) Steve'a McQueena.
Włoscy dziennikarze są zaskoczeni brakiem nagrody dla „Carnage” ( Rzeź). Po pokazie obrazu krytycy rozpływali się w zachwytach. Entuzjastycznie recenzje umieściły włoskie dzienniki "La Stampa" i "La Repubblica". Krytyk "Corriere della Sera" nazwał Polańskiego mistrzem. W "Vogue" napisano: „to genialne, absolutnie genialne". Obraz jest ekranizacją sztuki „Bóg mordu” Francuzki Yasminy Rezy, opowiada o spotkaniu dwóch małżeństw, których synowie wdali się w bójkę. Konfrontacja rodziców przeradza się w otwarty konflikt i rozbudze demony drzemiące w bohaterach. „Polański nie robi niczego specjalnego, żeby wyprowadzić akcję w plener. Po prostu siedzi w tym mieszkaniu. Jednak reżyseruje aktorów tak, że nie czuje się, że jest się w teatrze” - mówiła krytyk Barbara Hollender. W obrazie wielkie kreacje stworzyli laureaci Oscara Jodie Foster, Kate Winslet i Christopher Waltz ( znany w wybitnej roli w „Bękartach Wojny” Tarantino) oraz jeden z najciekawszych amerykańskich aktorów drugiego plany John C. Reilly.
Roman Polański jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych artystów w świecie filmu. Bez wątpienia jest to również jeden z największych geniuszy kina, który jednak nie może pozbyć się swoich demonów z przeszłości. Dziś ten sympatyczny starszy pan o buńczucznej twarzy nastolatka jest przykładnym ojcem i mężem. Jednak w Hollywood miał on opinię czołowego libertyna , który z Jackiem Nicholsonem i Warrenem Beatty polował na piękne kobiety. Jego erotyczne podboje skończyły się seksem analnym z 13 letnią dziewczynką. Polański uciekając przed wymiarem sprawiedliwości wybrał życie wiecznego zbiega, który na dodatek bezczelnie kpił sobie z amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, spotykając się z nieletnią Nastassią Kinski tuż po oskarżeniu go o pedofilię. Pewien rodzaj sprawiedliwości dopadł go dopiero dwa lata temu w Szwajcarii. Widać jednak, że nawet taki rodzaj egzystencji twórca potrafił przekuć w sukces. Krzysztof Kłopotowski zastanawiał się czy Polański po wielomiesięcznym aresztowaniu wróci do kina ze zdwojoną siłą. Trudno było nie wierzyć w to, że reżyser nie przeleje swoich uczuć na ekran. Nawet makabryczne morderstwo jego żony Sharon Tatę i ich nienarodzonego synka, który został wykrojony z brzucha mamy przez satanistyczną bandę Charlesa Mansona, nie spowodowało załamania się reżysera, który w niemal każdym swoim filmie dotyka mrocznej strony ludzkiej duszy. Kiedy już to zrobi, wbija widza w fotel. Polański długo czekał by opowiedzieć o swoich dramatycznych przeżyciach podczas II wojny światowej. Odrzucił propozycje wyreżyserowania „Listy Schindlera” i zachwycił publiczność znakomitym „Pianistą”, w którym czuć było dramat małego Romana. Dziś obserwujemy ten sam schemat. Niedługo po aresztowaniu reżysera w Szwajcarii na ekrany kin wszedł wybitny „Autor widmo”, który pokazał, że Polański nie stracił wyczucia thrillera, które widać było w arcydziele „Chinatown”. Teraz zaś twórca zabrał się za psychologiczny portret czwórki Amerykanów, w którym czuć klaustrofobiczny klimat „Noża w wodzie”, „Wstrętu” czy „Śmierci i dziewczyny”.
Nie sądzę by tak niepokorny filmowiec jak Darren Aronofsky, który niejednokrotnie podkreślał, że Polański jest dla niego niczym „bóg”, bał się przyznać nagrody „Rzezi” z powody przeszłości reżysera. Świat filmu wybaczył Polańskiemu już dawno, nagradzając go Oscarem za „Pianistę”. Nie jest tajemnicą, że libertyńska fabryka snów nie jest negatywnie nastawiona do uprawiania seksu z nieletnimi, co niedawno przyznał były dziecięcy gwiazdor kina, Corey Feldman . Europa również odpuściła grzechy twórcy „Lokatora”, usprawiedliwiając jego haniebny czyn z lat 70-tych tym, że „wszyscy tak robią” i „dziewczyna była nieletnią prostytutką”. Sprawa Polańskiego udowodniła z jaką zgnilizną moralną mamy do czynienia w kręgach opiniotwórczych.
Ja uwielbiam filmy Romana Polańskiego i jednocześnie brzydzę się jego czynami. Mam jednak nadzieję, że stworzy on jeszcze niejedno arcydzieło. Bez wątpienia powrócił on do wielkiego kina. Szkoda jednak, że nie potrafi odważnie stanąć przed amerykańskim sędzią i symbolicznie zapłacić za swój czyn, który w końcu wybaczyła mu nawet jego ofiara. Polański naprawdę nie musi być symbolem libertynizmu i usprawiedliwianej pedofilii. Jest on zbyt wielkim geniuszem by być zamknięty w takiej klatce. Z drugiej strony może to właśnie mroki przeszłości i wieczna ucieczka inspirują i pobudzają geniusz tego artysty?
Łukasz Adamski

