Zaznaczam, że zamierzałem ten tekst napisać zanim  Rafał Ziemkiewicza popełnił swój  w „Rz” " Doktor Gazeta i mister codzienna". Jednak posłużę się opinią tego wybitnego  publicysty, który w bardzo klarowny sposób wyłożył również mój kłopot z GPC. Nie ma sensu rozwodzić się bliżej nad teoriami o bombie czy zestrzeleniu Tupolewa, które pojawiały się w ostatnich dniach na okładkach tabloidu.  Takie teorie nie mają żadnego umocowania w faktach i przeczą tak naprawdę teoriom przedstawionym przez Grześka Wierzchołowskiego i Leszka Misiaka w ich śledczych tekstach w GP. „Gazeta Polska” od 10 kwietnia jako jedyna redakcja w bezkompromisowy sposób próbowała wyjaśnić co się wydarzyło tego feralnego dnia. Część tez postawionych przez dziennikarzy znajdowała potwierdzenie w faktach, inne okazywały się ślepą uliczką. Jednak nie można było zarzucić tym publikacjom epatowania tanią sensacją czy oszołomstwem w stylu filmów  o tym, że Bush rozwalił sam WTC.  Niestety teksty w GPC, które opierają się na opiniach jakiś mitycznych ekspertów nie trzymają się nawet kupy.   „Mimo, iż rzecz ( nowa książka o „zamachu”- przyp. Ł.A)  uwiarygodniać ma wstęp wspomnianego wyżej Ilji Riezuna, znanego lepiej jako Wiktor Suworow − poświęcony jednak sprawom ogólnym − książce zdecydowanie bliżej do sensacji o UFO w Roswell niż do „Lodołamacza”. Do wybuchu termobarycznej głowicy dojść miało w bezpośredniej bliskości kadłuba, ponad nim. Zważywszy, jak nisko samolot był w tym momencie i z jaką leciał prędkością, mignąłby obok mniemanego zamachowca zanim ten zdążyłby mrugnąć powieką, nie mówiąc o wycelowaniu i odpaleniu czegokolwiek.  Oczywiście, istnieją rakiety samosterujące, ale one naprowadzają się na dysze silników, a nie na kokpit”- zauważa Ziemkiewicz.  Ja nie mam nic  więcej do dodania.


Radosław Sikorski radośnie zaczął upowszechniać teorie z GPC na Twitterze, co jest o tyle znamienne, że politycy PO nie byli chętni by rozpowszechniać informacje zawarte wcześniej w tekstach z „Gazety Polskiej”.  Teraz jednak nie muszą się już bać puszczania „w świat” tych informacji. Publikacje prawicowego tabloidu brzmią  niemal jak parodia tekstów z „GP”, którą faszerowali nas prorządowi dziennikarze i politycy partii Tuska.   Zgadzam się z Rafałem, że zestawienie publikacji w GCP ze wstrząsającym filmem „ Pogarda” Lichockiej i Dłużewskiej, który był dodany do ostatniego numeru tygodnika jakoś do siebie nie pasują i osłabiają wymowę świetnej produkcji dziennikarek.  Na dodatek sensacyjne okładki dziennika osłabiają argumenty wszystkich, którzy nie wierzą w oficjalne rosyjsko-polskie stanowisko. I ja się z tym spotkałem osobiście wczoraj. Rozmawiając  z moim przyjacielem o kwestii smoleńskiej, któremu tłumaczyłem jakiej manipulacji dopuszczano się od 10 kwietnia, powiedział mi, że moje teorie są oparte na publikacjach „Gazety Polskiej”, która teraz wyjeżdża z przysłowiowym  strzelaniem z bazuk do samolotu. Co miałem powiedzieć?  Wcześniej trudno było w taki sposób argumentować, bowiem nawet teksty „ o helu” były podane jako pewna hipoteza, którą warto poważnie rozważyć. Wszystkie teksty mojego serdecznego przyjaciela Grześka Wierzchołowskiego były napisane w sposób wyważony aczkolwiek mocny.  Dziś już niestety hipotez nie ma. Są ostre stwierdzenia na tle zdjęć przypominających  filmy katastroficzne. Bomba, strzał, anonimowi eksperci, śmierć prezydenta. Komu to służy?  „Gdybym miał podobną łatwość przenikania ukrytych spisków, jak niektórzy koledzy z „Gazety Polskiej”, już bym ogłosił, że stoi za tym wszystkim WSI. Ale ograniczę się tylko do przypomnienia znanych słów Talleyranda, że jest coś gorszego niż zbrodnia: błąd”- zauważa przytomnie Ziemkiewicz.  To mocne porównanie, ale niestety trafne.


W ostatnim czasie piszę coraz więcej tekstów do „Gazety Polskiej” i uważam, że ten tygodnik w wielu kwestiach pozytywnie się zmienia. Po 10 kwietnia jego nakład znacząco wzrósł i pismo te może stać się, obok „Uważam Rze” głosem polskiej prawicy. Obawiam się jednak, że ostatnie okładkowe publikacje jego codziennej mutacji mogą zniechęcić do tygodnika wielu czytelników. Ja rozumiem tabloidowy styl ( choć nie potrafię się w nim odnaleźć),  który ma trafić do prostszego czytelnika, który nie będzie analizował publicystyki „Gazety Polskiej”. Jednak są pewne granice tabloidyzacji poważnych spraw. Mam nadzieję, że sensacyjne okładki tego dziennika nie wynikają z chęci sprzedaży większego nakładu gazety. Ja więc zostaję przy tygodniku „Gazeta Polska”, który poważnie zajmuje się tragedią sprzed półtora roku.   

 

Łukasz Adamski