Po tym jak Jarosław Kaczyński zdeklasował "ostatnią nadzieję białych” Tomasza Lisa, myślałem, że PiS jest w stanie sięgnąć po władzę albo w najgorszym razie mieć 2-3 proc. mniejsze popracie niż PO. Jednak szybko po programie głównym newsem stały się słowa Kaczyńskiego o Angeli Merkel z jego książki wyborczej. Prezes zamiast szybko zamieść je pod dywan i nie wracać do tematu (jednocześnie po cichu wyrzucając na twarz ze sztabu ludzi, którzy dopuścili do ich publikacji) w bezsensowny sposób rozwodził się nad nimi w wywiadzie dla “Newsweeka”. Potem zaś dał się sprowokować wygładniałym “pisowskiego języka” żurnalistom na głodzie narokotycznym, i palnął szkodliwą uwagę o dziennikarzu TVN. Prezes powtórzył dokładnie ten sam manewr kilka lat wcześniej po ocieplającej go kampanii z trzemia aniołkami, gdzie szybko zbeształ na konferencji prasowej reportera RMF-ki za jego rzekomą proniemieckość. Ta, pożal się Boże, “Merkel-afera” pokazała, że nie wszystko w sztabie PiS-u było dopięte na ostatni guzik. Trudno zrozumieć jak można było dopuścić do napompowania tych słów po tym jak Kaczyński musiał tłumaczyć się ze swojego “skrótu myślowego” o Ślązakach i niemieckiej opcji. “To po historii z wydaniem książki z tym jednym zdaniem o Angeli Merkel nastąpiło powstrzymanie sondażowej ekspansji PiS. A przecież to właśnie ta książka miała być ukoronowaniem kampanijnej akcji kreowania Kaczyńskiego na dobrotliwego i niekontrowersyjnego. To prawda, zainteresowane kompromitacją prawicy kręgi rozdęły tę kwestię do niebywałych rozmiarów. Tylko że to akurat można było przewidzieć”- zauważa przytomnie Piotr Zaremba. Uważam, że błąd z Merkel mógł kosztować PiS jakieś 3-4 proc. głosów. Polacy są zakompleksionym narodem, który boi się “co o nim powiedzą w Paryżu” i działa na niego straszak w postaci oburzenia zagranicznych mediów. Sztabowcy PiS powinni o tym wiedzieć jak nikt inny.
Drugim błędem ekipy Kaczyńskiego było jednak uwikłanie się w “sojusz z kibolami”. Nie chcę roztrząsać kto w sprawie wojny kibice- Tusk ma więcej racji i czy Staruch powinien wylądować w więzieniu czy nie. Mało mnie to obchodzi. I nie powinno to być elementem dyskusji w czasie kampanii. Możliwe, że kibice mają wiele racji w konflikcie z rządem. Jednak w erze mediokracji nie da się tego udowodnić i atrakcyjnie przedstawić w kilkusekundowym klipie. Natomiast łatwo z tego zrobić, nomem omen, kij bejsbolowy do walenia w oponenta politycznego . Społeczeństwo ma wyrobiony pogląd na temat kiboli i nie zastanawia się jaki szalikowiec po meczu idzie zapalać znicz na grobie akowca a jaki idzie walnąć w łeb kogoś z innym szalikiem na szyii. Można oczywiście próbować bronić kibiców, podając merytoryczne argumenty. Jednak kampania wyborcza nie jest na to najlepszym miejscem. PiS w tych wyborach miał bardzo dobrą kampanię wyborczą, której niezwykle mocno bali się politycy PO, odpowiedający na argumenty Kaczyńskiego głównie na twitterze. Niestety znów pojawiło się “to coś” co wiele zepsuło. Tym razem to PO wyciągnęło “lodówkę ze znikającą żywnością” w postaci klipu wyborczego ze zmanipulowanymi obrazami bijących się kibicow i agresywnej garstki ludzi pod krzyżem. To robiło priorunujące wrażenie na niezdecydowanych. Większe niż bilboardy z hasłem, że Palikot będzie w rządzie.
Łukasz Warzecha zauważył w rozmowie z fronda.pl, że: “Zamiast znowu narzekać, jak to wszyscy nas źle potraktowali, że się nie udało, bo media, bo Niemcy, i tak dalej, i tak dalej, trzeba się zastanowić, co ta przegrana oznacza. [...] A sądzę, że tej refleksji u polityków PiS może zabraknąć, nie wiem, jak wśród ich sympatyków, ale to, co obserwuję właśnie w powyborczych komentarzach nie napawa wielkim optymizmem”. Zgadzam się z publicystą. Nie wiem jednak jaka jest przyszłość prawicy w Polsce. Postawiłem tezę, że PiS może wygrać wybory w dobie kryzysu finasowego , który pewnie nadejdzie. Czy jednak PO zdecyduje się na przedterminowe wybory? Czy Palikot i SLD zaryzykują stanięcie w walce o wyborcę na półmetku kadencji z takim mistrzem populistycznej retoryki jak Kaczyński, który w czasie buntu społeczeństwa jest bliższy sercu ludzi niż facet od gejów i aborcji. A co jeżeli kryzysu nie będzie albo będzie w miarę znośny i PO z PSL-em przewegetują całą kadencję? Plan Kaczyńskiego by sięgnąc po pełnię władzy jest racjonalny. Czy jednak ma on osobowość Orbana a PO jest równie skorumpowane jak węgierscy postkomuniści? Nie sądzę, że usunięcie Kaczyńskiego byłoby dobre dla PiS-u. Ta partia opiera się na charyźmie swojego lidera, który jest dla niej jednocześnie największym obciążeniem. To trochę podobna sytuacja , choć w innym wymiarze, jak z UPR-em i Korwinem. Ja nie widzę w tej chwili godnego następcy dla Kaczyńskiego w łonie jego ugrupowania. Nie pokuszę się również o stwierdzenie, że szósta z rzędu porażka PiS jest początkiem końca Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś postawiłem już taką tezę i musiałem ją odszczekać.
Kaczyński jak nikt inny potrafi w niespodziewanym momencie powstać z grobu. Udowodnił to już kilka razy. W najbliższych latach to on będzie twarzą prawicy. W poprzednim tekście napisałem, że Kaczyński ma szansę przekuć tą porażkę w sukces. Podtrzymuje swoje zdanie choć ostateczne wyniki wyborów trochę je “zmiękczają”. Nasza scena polityczna jest jednak zupełni e nieprzewidywalna. Palikot 2011 czy Lepper 2001 są tego najlepszym dowodem.
Łukasz Adamski

