„Bohaterowie tego filmu, ludzie związani z prezydentem, opowiadają o tym, że chęć uzyskania odpowiedniego efektu piarowskiego, potrzeby medialne nie opuściły ekipy Tuska i Komorowskiego nawet w momencie tragedii. To z ich powodu wstrzymywano pojazdy z Jarosławem Kaczyńskim, tak by to Donald Tusk dotarł jako pierwszy do Smoleńska. To one sprawiły, że rozpoczęto składanie kondolencji w momencie, gdy rodzina prezydenta Lecha Kaczyńskiego jeszcze modliła się przy jego mogile, tak aby cały splendor spotkań z politykami spadł na Tuska, Komorowskiego i Sikorskiego. Z tej narracji wyłania się obraz środowiska PO, któremu nie zależy ani na Polsce, ani na honorze, a jedynie na tym, by dobrze wypaść w telewizji” - pisze Tomasz Terlikowski. Jeżeli prawdą jest takie postępowanie premiera (a śmiem w to wierzyć, patrząc, jak dla „liberałów” odpowiednia narracja staje się "ewangelią rządzenia”) to możemy już być pewni, że osiągnęliśmy etap, którego tak bardzo bali się założyciele Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Politolog Bogdan Bachmura słusznie zauważył, że „Janusz Palikot nie jest tylko wytworem chwilowego zapotrzebowania na harcowników w toczącej się polsko-polskiej zimnej wojnie domowej. To nie tylko tworzywo, ale również twórca i kreator demokratycznej rzeczywistości początku XXI wieku. Nie jest prawdą, że Palikot psuje polską demokrację. […'/> To nie tylko sól demokratycznej ziemi, lecz przede wszystkim twórczy i awangardowy interpretator demokratycznej równości rozumianej jako zrównanie wszystkiego, co dawniej święte, do poziomu najniższych i powszechnych gustów i liberalnej wolności, której sednem jest brak wszelkich zahamowań i ograniczeń.” Na początku nie zgadzałem się z tą opinią. Jednak obserwując „narrację” ludzi Tuska i sposób rządzenia przez nich krajem, dochodzę do wniosku, że nie tylko pajacowanie Palikota jest solą współczesnej demokracji. Dokładnie tym samym są niemal wszystkie działania Tuska i coraz większej liczby demokratów rządzących współczesnymi społeczeństwami.
"Demokracja to rządy hien nad osłami" - mawiał Arystoteles. Nie dziwi więc, że hieny zrobią wszystko, by osły w TV miały odpowiedni przekaz w takiej chwili, jak narodowa tragedia transmitowana przez wszystkie stacje telewizyjne w kraju. Jak demokratyczny polityk mógłby sobie odmówić przyjemności wykorzystania tylu skierowanych kamer na jego przypudrowaną buźkę? - A koszmar tragedii? Jeszcze ciepłe trupy pasażerów? - ktoś zapyta. W mediokracji nie ma lepszego tła dla odpowiedniej „narracji”.
W miarę sensowna odmiana demokracji skończyła się w momencie wynalezienia telewizji. Najlepszym tego przykładem była debata telewizyjna między Johnem Kennedym a Richardem Nixonem. Ci Amerykanie, którzy słuchali jej w radio, uznali, że zwycięzcą jest republikański polityk. Natomiast widzowie telewizyjni wskazali jednoznacznie na Kennedy'ego. Dlaczego? Nixon się pocił i nie był tak czarujący jak Kennedy. Dokładnie ten sam mechanizm jest stosowany dziś. PO jako chyba pierwsza ekipa rządząca w Polsce zrozumiała to doskonale. Prawdą jest, że wysokie poparcie Tuska i jego ferajny wynika ze słabości opozycji i uległości mainstreamowych mediów. Jednak nie ulega wątpliwości, że Tusk jest godnym uczniem innego telewizyjnego ściemniacza - Kazimierza Marcinkiewicza, który quadami i lepieniem bałwana zapewniał sobie wysokie poparcie w sondażach… mimo tego, że był „pisiorem” od wrednego Kaczora.
Terlikowski ubolewa, że przypadek medialnego „afterparty” po katastrofie to zwycięstwo PR-u nad honorem. To prawda. Jednak to zwycięstwo nastąpiło już dawno. Ono towarzyszy nam od początku istnienia systemu, który „sprawia, że mózg rozmięka i staje się gąbczasty” - jak pisał Mikołaj Davila. Ja zawsze szanowałem Jarosława Kaczyńskiego za to, że miał w głębokim poważaniu pijar. Jednak rzeczywistość pokazuje, że sposób prowadzenia przez niego polityki nie ma szans w społeczeństwie wychowanym na telewizyjnej papce. Szczególnie gdy przeciwnik nie waha się wykorzystać do swoich celów śmierci i tragedii. Nic nie robi na „motłochu” większego wrażenia niż przytulający się przywódcy dwóch zwaśnionych krajów. Szczególnie jak robią to na tle dymiącego się wraku samolotu.
Dzisiejsza mediokracja jest kolejnym etapem „władzy ludu”. Tacy ludzie jak Tusk czy - jeszcze w skrajnym przypadku - Palikot są jej synami. Najbardziej liberalny z Ojców Założycieli USA Tomasz Jefferson przekonywał, że republikę czekałby upadek, gdyby prawo głosu dostała „kanalia z zaułków wielkich miast”. Jefferson jest również autorem stwierdzenia, że: „Demokracja to nic innego jak rządy motłochu, w których pięćdziesiąt jeden procent ludzi może odebrać prawa pozostałym czterdziestu dziewięciu procentom”. Jakie poparcie ma PO w ostatnim sondażu?
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

