Siedzę sobie w małej, klimatycznej knajpce w pięknym miasteczku Pizzo, 30 kilometrów od urokliwej Tropeii w Kalabrii. Na przeciwko mnie wznosi się wieżyczka zameczku, w którym więziony był jeden z najwybitniejszych marszałków Napoleona Bonapartego i jego szwagier, Joachim Murat. Obok mnie rozmawia intensywnie kilku Włochów. Jeden ma w ręku Ill Giornale, drugi Correrie Della Serra. Kłócą się, a jakże, o Berlusconiego i jego ostanie problemy. Nie rozumiem zbyt dobrze ich języka ( moja żona uczy się go, a ja ze swoim angielskim czuję się trochę jak analfabeta; jednak widok pięknych, naturalnych Włoszek, powoduje, że nie przeszkadza mi ta ułomność), ale można bez trudu poznać w nich wyborców PiS-u i PO.
No może nie do końca. Ich spór kończy się bowiem wspólnym caffe lungo a nasz przybijaniem pluszowego misia do krzyża i wyzywaniem oponenta od gestapo. Jednak polskie spory dopadły mnie nawet w jednym z moich ukochanych krajów ( na liście są jeszcze USA i Izrael, w którym co prawda nie byłem, ale jako że jestem chrześcijańskim syjonistą to z natury rzeczy jestem zobowiązany go co najmniej lubić) i nawet tutaj muszę rozmawiać o polityce. Oczywiście staram się unikać Polaków czytających na plaży „Politykę”, bo wiem jak skończy się nasza rozmowa a nie chcę psuć sobie wakacji. Wdałem się dziś jednak w arcyciekawą konwersację z bardzo sympatycznym Włochem, którego żona jest znanym profesorem na jednym z uniwerków w Rzymie. Luigi, przypominający Ala Pacino z wczesnych lat 90-tych, jest wielkim wrogiem Berlusconiego i miłośnikiem Prodiego (nie wierzył mi, że niedawny premier był agentem KGB). Jest on również lewicowcem oczekującym nowego lidera, który skończy z mafijnymi rządami tego „ pajaca”, który kompromituje Włochy na arenie międzynarodowej i swoją „debilną telewizją zmienił w ciągu 20 lat mentalność Włochów, robiąc z nich głupków oglądających wyłącznie talk-show.”- jak mówi gestykulując. Akurat zgadzam się z tym poglądem. Jednak tę myśl postaram się rozwinąć kiedy indziej. Gdy Luigi dowiedział się, że jestem żurnalistą, rozmowa musiała spełznąć na Putina, jego słynne wille na Sardynii i bunga bunga (my mamy bul- gul), kryzys gospodarczy, Andreottiego (zaskoczyłem go sporą wiedzą o tym niesamowitym polityku) i…… Smoleńsk.
„Wiesz, że to mógł być zamach?- mówi do mnie lewicowy intelektualista z Rzymu. „To nie jest wykluczone”- ciągnie i zwraca uwagę, że Berlusconi to hipokryta bo niby nienawidzi komunistów a przyjaźni się z „człowiekiem KGB” Putinem. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się usłyszeć czegoś takiego od „postępowego” Włocha, który (słusznie) wstydzi się za faszystów z Ligii Północnej i wszystkich rasistów w Italii oraz (tutaj bym polemizował z jego czarno-białymi tezami) fanatycznie nienawidzi „tego mafioza”, który jest premierem. Oczywiście Luigi nie do końca wiedział czym był Katyń i dlaczego śmierć prezydenta Kaczyńskiego była tak symboliczna. Jednak po moim naświetleniu kwestii mordu w Katyniu i obecnych geopolitycznych zagadnień, zasugerował on, że katastrofa w Smoleńsku może mieć jakiś związek ze stanowiskiem Kaczyńskiego wobec Gruzji. Przyznam, że nie spodziewałem się poznać lewicowego „oszołoma”, który intuicyjnie kierowałby swoje podejrzenia w stronę Rosjan. Jest to niewątpliwie ciekawe doświadczenie, które pokazuje, że szybkie odrzucanie od siebie myśli o zemście Rosjan, co zrobiło wielu rozsądnie myślących Polaków, wynikało nie z racjonalnych przesłanek a raczej z kwestii ideologicznych. Ja wciąż nie wierzę zbyt mocno w wersję zamachu w Smoleńsku, jednak reakcja mojego włoskiego liberalnego kompana z plaży pokazuje, że Europa wcale nie jest do końca zaczadzona putinowską propagandą. Pewnie, że mój rozmówca nie reprezentuje w jakiś szczególny sposób całej opinii publicznej i możliwe, że po zapoznaniu się z kilkoma tekstami na temat katastrofy smoleńskiej uznałby, że nie może być mowy o zamachu a raczej wszystko wskazuje na skandaliczne zaniedbania Rosjan, która wraz z polskim burdelem doprowadziły do tej tragedii. Jednak jego rozumowanie pokazuje, że nawet wśród lewicowej elity intelektualnej takiego kraju jak Włochy ( jak już pisałem, żona Luigiego jest bardzo cenionym i znanym naukowcem) istnieje daleko posunięta nieufność do takiego kraju jak Rosja putinowska. Włosi ( ci nie wychowani wyłącznie na telewizji Berlusconiego) znają naszego dzisiejszego wschodniego sąsiada z książek Politkowskiej czy Litwinienki i działań rosyjskiej armii w Czeczenii. Szkoda, że chociaż części rozsądku mojego lewicowego rozmówcy nie ma polski rząd, który tak łatwo oddał śledztwo w sprawie makabrycznej tragedii ludziom, którzy udowodnili swoją skuteczność podczas śledztwa w sprawie Kurska czy zamachów na Dobrówce.
Rok temu, będąc na Sardynii, pisałem o cudownej włoskiej mentalności, która przezwycięża unijną biurokrację i jej powszechne zniewolenie. Siedząc w knajpce - Włosi już po kłótni o Il Divio & Silvio piją razem espresso - czuję się dokładnie tak samo jak w moich ulubionych miejscach na Sycylii. Wiem, że idiotyczne przepisy o równości parapetów, kształcie banana i wielkości okien istnieją tutaj tylko na papieże. Na południu Włoch rządzi bowiem ktoś inny niż eurokraci, których władza jest niczym w porównaniu z wielowiekowym panowaniem „wtajemniczonych”. Obok mojej kawy leży właśnie skończona biografia Savonaroli. Obiecuję podzielić się niebawem z czytelnikami Frondy moją opinią na temat tego nieskutecznego, świętego totalitarysty. Jednak patrząc przez te same otwory w murach, które były oknami na świat strojnisia, fircyka i bojowego geniusza Murata czy zgłębiając losy Savonaroli, przychodzi mi do głowy jedna myśl: czym są te nasze małe spory w świetle wielkich historycznych wydarzeń, które do dziś fascynują i doprowadzają do pasji? Czy za 300, 400 lat, ktoś patrząc na Krakowskie Przedmieście będzie pamiętał awanturę o "krzyż" czy nazwisko naszego arcyinteligentnego prezydenta Komorowskiego? Czy ktokolwiek przypomni sobie wystąpienia populisty Tuska na forum Parlamentu Europejskiego bądź nawet rzekome totalitarne pochody z pochodniami polskiej opozycji? Jednak mimo to kończę pisać ten felieton by pogadać na plaży z Luigim o włoskiej polityce, nowojorskich protestach studenckich, w których brała udział jego żona i… o Polsce posmoleńskiej. Ciekawe czym mój rozmówca zaskoczy mnie tym razem.
Łukasz Adamski

