Na razie o filmie wiadomo tylko tyle, że opowiada o amerykańskim dziennikarzu i kamerzyście, którzy wpadli w sam środek wojny w Gruzji latem 2008 roku. Film zadebiutuje na amerykańskich i polskich ekranach w marcu tego roku. Z trailera wynika jednak ,że reżyser Renny Harlin zrobił film akcji z elementami thrillera politycznego. Nie będzie to więc raczej obraz w stylu „ Trzynastu dni” z Kevinem Costnerem czy „Bobbiego” Emilio Esteveza. Harlin jest reżyserem takich filmów jak „Długi pocałunek na dobranoc”, „Na krawędzi” czy „Szklana Pułapka II”. Zwiastun „5 dni sierpnia” dowodzi, że jego nowe dzieło będzie miało podobny charakter do wymienionych filmów. Jednak to może być, paradoksalnie, atut tego obrazu. Światowe box-office pokazują, że ludzie chętniej chodzą na filmy akcji niż polityczne dramaty. Dla upowszechnienia roli Rosji w konflikcie z Gruzją i przedstawienia działania polskiego prezydenta w tej wojnie, nie ma nic lepszego niż ktoś taki jak Renny Harlin za kamerą. Wielkim plusem filmu jest to, że producentom udało się zaangażować nie tylko Andiego Garcie, znanego z „Ojca Chrzestnego III”, ale również Vala Kilmera ( „The Doors”, „Gorączka”).
Nie wiadomo czy w filmie pojawia się słynne przemówienie polskiego prezydenta, jednak w materiałach promocyjnych pojawiają się ujęcia z wiecu w Tbilisi co może świadczyć o istotnej roli tego wystąpienia dla akcji filmu. Jednak Harlin powiedział w wywiadzie dla „Guardiana”, że chciał zrobić film antywojenny natomiast prezydent Saakashwili pozwolił ekipie kręcić zdjęcia w Gruzji.
Garcia jest jednym z niewielu w Hollywood aktorów o jawnie antykomunistycznych poglądach. Dał temu wyraz w stworzonym przez siebie filmie „Hawana . Miasto Utracone” , gdzie pokazał zbrodniczą twarz rewolucjonistów Fidela Castro, którzy niszczą nie tylko samą Kubę, ale przede wszystkim więzy rodzinne mieszkańców tej wyspy. Jako jedyny filmowiec w „fabryce snów” pokazał Che jako bezwzględnego mordercę a nie „Chrystusa z karabinem na ramieniu”. Lewicowi krytycy filmowi w USA zmiażdżyli obraz co spowodowało, że wybitny film Garcii został zupełnie pominięty przy prestiżowych nagrodach filmowych. „Ten film by się podobał, gdyby masy Kubańczyków były przedstawione jak niewolnicy wyzwoleni przez Spartacusa albo Garcia pokazałby, jak wyzyskują ich posiadacze ziemscy” - kpił Humberto Fontova na portalu „Big Hollywood”. Film został odrzucony również przez większość festiwali w krajach Ameryki Łacińskiej. Andy Garcia jako prezydent Gruzji to znak, że możemy mieć do czynienia z antyrosyjską produkcją a la Hollywood rodem z epoki Reagana. Ze zwiastuna wynika, że w filmie zobaczymy również postać prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co ciekawe Kaczyńskiego zagrał urodzony w Iranie aktor Marshall Manesh, którego do tej pory mogliśmy oglądać w „Prawdziwych kłamstwach” Jamesa Camerona i licznych produkcjach telewizyjnych. Zanosi się na podkreślenie roli polskiego prezydenta w konflikcie. Nie wiadomo czy w filmie pojawia się słynne przemówienie polskiego prezydenta, jednak w materiałach promocyjnych pojawiają się ujęcia z wiecu w Tbilisi co może świadczyć o istotnej roli tego wystąpienia dla akcji filmu.
Ciekaw jestem jak na film zareagują krytycy. W USA będą obraz oceniać pewnie jak każdy inny film akcji. Choć oczywiście fakt, że jest on oparty na prawdziwych wydarzeniach może spowodować większy nacisk komentatorów na jego polityczny wydźwięk. Temat obrazu nie jest tak bliski lewicy amerykańskiej jak popieranie Fidela Casto czy kanonizowanie Che, ale jawnie antyrosyjski wydźwięk filmu Harlina może zostać chłodno odebrany przez „postępowców”. Można już sobie wyobrazić jak film będzie wyśmiewany w samej Rosji. Pewnie krytycy rosyjscy uznają go za durnowatą papkę w stylu filmów z Chuckiem Norrisem. Mnie jednak najbardziej ciekawy co napiszą polscy krytycy i publicyści. Czy będziemy mieli do czynienia z prorosyjskim lobby, które skreśli film bez oglądania, bo „pewnych rzeczy człowiek na poziomie nie robi”? Czy może jednak pochylą się nad najlepszym epizodem prezydentury Lecha Kaczyńskiego, za który chwalił go nawet Adam Michnik? Przekonamy się w marcu, jeżeli dystrybutor nie przesunie premiery filmu. Jednego można być jednak pewnym. Polacy będą chcieli zobaczyć swojego, tragicznie zmarłego, prezydenta w filmie akcji z czołowymi aktorami Hollywood, szczególnie, że gra go Irańczyk.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

