„Jan Paweł II był najbardziej ambiwalentnym papieżem XX wieku i nie nadaje się do tego, by stawiać go wiernym za wzór" – powiedział teolog Hans Küng w wywiadzie dla "Frankfurter Rundschau". W ostatnich dniach przed beatyfikacją papieża postać Künga czy Eugena Drewermanna są przypominane przez przeciwników „polityki” Jana Pawła II. Nie zamierzam się wgłębiać w kwestię teologicznych sporów z tymi teologami bowiem jest to materiał na wielki tekst albo książkę. Mam jednak wrażenie, że dziś bardzo wielu dyletantów teologicznych powołuje się na przykład sporu tych dwóch intelektualistów z Wojtyłą robiąc z niego jakąś wielką rysę na pamięci po pontyfikacie papieża.
W ostatnim numerze „Newsweeka” Tomasz Stawiszyński popełnił tekst „Zdanie odrębne”, w którym gromi Jana Pawła II. Już w leadzie pisze, że nie dowiedział się niczego o świecie z encyklik papieża a w jego publicznych wystąpieniach widział „protekcjonalnego i showmańskiego” człowieka. Autorowi nie podobało się nigdy straszenie piekłem w papieskim nauczaniu czy mówienie przez niego o cywilizacji śmierci. Przekaz papieża był według autora „mroczny” i „zamknięty”. Ja się cieszę, że takie teksty powstają. Nie ma nic gorszego niż zamknięcie papieża w złotej klatce i zrobienie z niego złotego cielca. Jan Paweł II był twardym sługą Jezusa, stanowczym pasterzem dla wiernych i dla błądzących kapłanów. Rzucił wyzwanie komunizmowi nie tylko w Europie ale czerwonej ideologii wyrażającej się w szkodliwej teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Potrafił publicznie zrugać kapłana bawiącego się w łączenie bezbożnego komunizmu z naukami Jezusa z Nazaretu, zwracał uwagę na niebezpieczeństwa związane z demokracją ( co jest przemilczane przez reżim poprawności politycznej, a w moim przekonaniu jest jednym z najciekawszych aspektów nauki Jana Pawła II).
Polski papież był facetem z krwi i kości i ja również odrzucam jego kremówkowy wizerunek. Mam nadzieję, że pojawią się w Polsce książki krytykujące jego pontyfikat, które umożliwią głęboką teologiczną debatę. Nie jestem osobą ,która by była szczególnie mocno przywiązania do wizji nieskazitelnego, zdradzanego przez wszystkich Polaka, który musi cierpieć za swoje bohaterstwo. Niestety nasze narodowe kompleksy powodują, że potrzebujemy cukierkowych bohaterów, których nie wolno pod żadnym pozorem rozliczać z ich błędów. Mitologię buduje w Polsce nie tylko prawica, która krzykiem reaguje na najmniejsze próby rozliczenia się z trudną kwestią polskiego antysemityzmu ale również lewica, która nie pozwala tykać laickich świętych takich jak Kuroń czy Geremek. Ja czekam gdy zobaczę na półkach w księgarni krytyczne książki o Piłsudskim, Kościuszce, Michniku czy Janie Pawle II. Jednak oczekuję również, że oponenci pontyfikatu Jana Pawła II nie będą szli na łatwiznę jak autor „Zdania odrębnego”.
Stawiszyński ubolewa nad dysonansem pomiędzy wizerunkiem ciepłego, otwartego, wędrującego po tatrzańskich szlakach, jeżdżącego rowerem, starszego pana z „realną zawartością przekazu”. „Przekazu głoszącego dobroć Boga, pośrodku świata dotkniętego niewyobrażalnym cierpieniem, nędzą, chorobami i okrucieństwem. Przekazu głoszonego w przepychu- ze złotych tronów i w jedwabistych szatach- a żądającego posłuszeństwa i czci od ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie. Przekazu potępiającego używanie prezerwatyw w masakrowanej epidemią AIDS Afryce, a głoszonego ze środka instytucji wstrząsanej tuszowanymi od lat aferami pedofilskimi”- pisze autor.
Ten fragment tekstu pokazuje nam miałkość intelektualną oponentów pontyfikatu Jana Pawła II. Słuszne uwagi dotyczące tuszowania afer pedofilskich w kościele ( które nie miały najprawdopodobniej takiej skali jak przedstawiają media, ale nie o skalę tutaj chodzi), rzucających cień na cały Kościół jest mieszana z ludowym, tępym antyklerykalizmem zamykającym się w zarzucie, że proboszcz ma nową furę i komórę i z ciągle powracającą kwestą gumek, które podobno uratowałyby Afrykę. Nie sądzę by warto było się pochylać szczególnie nad argumentem o „złotym tronie” bowiem jest on na poziomie krytykowania polityków, że kupują nowe limuzyny dla premiera podczas gdy rośnie bezrobocie. Taki lepperyzm doprowadził do katastrofy smoleńskiej. Krytykowanie Watykanu za materiał z jakiego jest zrobiona szata następcy Św. Piotra jest rozumowaniem komunistycznym i demagogicznym. Na tym poziomie mogą dyskutować miłośnicy filmu „Imię róży” z tymi co wierzą w żydowski spisek podczas Soboru Watykańskiego II.
Jednak najchętniej wyciąganym argumentem przez krytyków pontyfikatu Wojtyły jest sprzeciw kościoła wobec prezerwatyw. I robią to dziś nagminnie wszyscy, chcący uchodzić za oryginalnych myślicieli, krytycy papieża. Na podstawie tego jednego „grzechu” całego papiestwa można rozbić w pył ich populistyczne rozumowanie. Krytycy nauczania kościoła w sprawie używania prezerwatyw starają się nas przekonać, że gdyby papież jasno powiedział, że moralne jest używanie gumki to gwałciciele w Afryce nagle zaczęliby je zakładać. Dzisiaj w końcu boją się popełniać ciężki grzech jakim jest gwałt czy zdrada małżeńska robiąc to w prezerwatywie. Zdradzający żonę w Kenii rolnik pamięta przecież ,że Watykan zabrania mu włożenia na wacka gumki i dlatego woli się zarazić HIV-em niż sprzeciwić Jezusowi. Można łatwo wykazać infantylność rozumowania krytyków kościoła w kwestii „zbrodniczej polityki Watykanu” w Afryce. Jednak lepiej to zrobić za pomocą czystych danych. Dyrektor Projektu Badawczego ds. Zapobiegania AIDS z Uniwersytetu Harvarda Edward C. Green wziął w obronę Benedykta XVI po jego stanowisku w kwestii antykoncepcji i Afryki. „Zdanie Papieża potwierdzają najlepsze dowody. Istnieje jednoznaczny związek (wykazany przez nasze najrzetelniejsze badania, w tym finansowane przez USA "Demographic Health Surveys") między większą dostępnością prezerwatyw a wyższą (nie niższą!) liczbą zarażeń AIDS. Po części może być to skutkiem zjawiska zwanego "kompensacją ryzyka". Oznacza to, że gdy ktoś korzysta z techniki obniżania ryzyka (np. prezerwatyw), traci korzyści z tego wypływające (redukcję ryzyka), podejmując więcej ryzykownych zachowań”. Co więcej, według Greena, który od 30 lat zajmuje się rozprzestrzenianiem się AIDS w Afryce, proste i tanie programy, promujące monogamię i wstrzemięźliwość seksualną, skutkują największymi postępami w walce z wirusem HIV. Jedynym krajem, który odniósł znaczący sukces w walce z epidemią HIV w Afryce jest Uganda, która lansowała program czystości seksualnej przed ślubem i wierności partnerowi. Odsetek zarażonych ludzi spadł tam w ciągu 10 lat z 21% do 6%. Według badań Normana Hearsta z Uniwersytetu Kalifornijskiego dzięki programom wspierającym wstrzemięźliwość seksualną w Kenii w ciągu kilku lat stosunki seksualne z przypadkowymi partnerami spadły u o kilkanaście procent. W innych krajach afrykańskich, gdzie stosowano metodę rozdawania prezerwatyw, odsetek zakażonych nie tylko nie spadł, ale minimalnie wzrósł! Przykładem tutaj jest RPA, czy Botswana.
Nie będziemy mieli prawdziwej debaty nad pontyfikatem Jana Pawła II jeżeli jego krytycy będą zasłaniać się ciągle lateksem. Chyba, że nie chodzi o rzetelną debatę nad naukami papieża a o zwykły, prostacki antyklerykalizm i niechęć do kościoła, jakikolwiek on by nie był. Mam wrażenie, że właśnie o to chodzi. Na razie, Panie i Panowie nie lubiący Wojtyły, mieszanie Künga, „złotego tronu” i zbawczej roli prezerwatyw ośmiesza Was i powoduje, że „kremówkowy Papa” będzie jeszcze mocniej w telewizorze was straszył.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

