Czytelników tego portalu nie trzeba przekonywać, czym jest aborcja. W świetle obecnego rozwoju techniki, medycyny czy genetyki, mówienie, że aborcja nie jest zabiciem człowieka jest zacofaniem intelektualnym, oszołomstwem albo perfidnym kłamstwem. Nie jest ważne nawet, jakie intencje przyświecają zwolennikom aborcji, bowiem skutek ich działań zawsze jest ten sam. Zamordowany zostaje najbardziej niewinny i bezbronny człowiek. Przypominam, że taki pogląd nie wynika z wiary czy religii. Wynika on z wiedzy, która wykładana jest już na lekcji biologii w podstawówce. Pół biedy, gdyby zwolennicy legalnej aborcji byli jedynie nieukami. Zawsze można by podłożyć im książki pod nos. Niestety kapłani „postępu”, którzy bronią dziś w Polsce prawa do eugenicznego pozbywania się „bezwartościowych ułomów” z łona kobiet, robią to z innych powodów.

 

Podnoszony co jakiś czas w polskich mediach argument mówiący, że istnieje wielkie podziemie aborcyjne i dlatego trzeba zalegalizować aborcję jest kuriozalny i można go w prosty sposób obalić, mówiąc, że to, iż w Polsce co roku popełnia się grubo ponad 100 tysięcy przestępstw gospodarczych nie znaczy, że trzeba likwidować policję skarbową i legalizować przekręty finansowe. Poza tym złapanie mordercy w kitlu, który niczym mafijny cyngiel za kasę eliminuje „problem”, który ląduje w kiblu, naprawdę nie jest trudne. Wystarczy jedna komórka policji, która wyspecjalizuje się w wysyłaniu policjantek, które pod przykrywką odwiedzą gabinety, które „wywołują miesiączkę”. Czy to pozwoli skończyć z aborcją? Pewnie, że nie! Tak samo jak żadna policja świata nie zlikwiduje przemysłu narkotykowego, co nie znaczy, że trzeba legalizować kokainę. Jednak nikt nie chce łapać tzw. „lekarzy”, którzy powtarzając przysięgę Hipokratesa obiecywali, że nie będą „spędzać płodu”. Propaganda o podziemiu aborcyjnym służy zupełnie czemuś innemu i nie jest ona nowa.

 

Autor „Niemego Krzyku”, a wcześniej lekarz odpowiedzialny za śmierć 75 tysięcy dzieci nienarodzonych, dr. Bernard Nathanson, który przyczynił się do legalizacji aborcji w USA wyjawił metody działań aborcjonistów. ”W 1968 roku wiedzieliśmy, że uczciwe przeprowadzenie wśród Amerykanów ankiety na temat przerywania ciąży oznaczałoby dla nas druzgocącą klęskę. Zdecydowaliśmy się więc działać inaczej: posługując się środkami masowego przekazu, rozpowszechnialiśmy wyniki przeprowadzanych przez nas rzekomo ankiet, twierdząc, że 50 lub 60 proc. Amerykanów chce legalizacji przerywania ciąży.”- przekonywał lekarz i dodawał ,że wraz z kompanami w bezczelny sposób kłamał na temat statystyk. ”Wiedzieliśmy również, że jeśli dostatecznie udramatyzujemy sytuację, wzbudzimy dość sympatii, aby sprzedać nasz program legalizacji sztucznych poronień. Dlatego sfałszowaliśmy dane na temat nielegalnych zabiegów przerywania ciąży wykonywanych każdego roku w USA. Mass mediom i opinii publicznej przekazywaliśmy informacje, że rocznie przeprowadza się w Stanach ok. miliona aborcji, chociaż wiedzieliśmy, że naprawdę jest ich ok. 100 tysięcy.”- mówił lekarz. Polskim zwolennikom aborcji nie chce się nawet zmienić metod wymyślonych 40 lat temu w USA. W sumie po co? Są one przecież zabójczo skuteczne.

 

Oczywiście tacy żurnaliści jak naczelny „Newsweeka”, będą nadal bezmyślnie pisać banały mówiące, że „kilkutygodniowy płód nie jest tym samym, co osoba ludzka”, co podobno ma usprawiedliwiać aborcję. Pragnę przypomnieć Panu Maziarskiemu, że on również nie jest takim samym człowiekiem jak ja. Ba, mój 2 letni synek nie jest „tym samym” co żona Pana Maziarskiego. A wszyscy nie jesteśmy tacy sami jak Woody Allen czy Sylwester Stallone. Nie znaczy to, że można zabić Pana naczelnego „Newsweeka”, jego małżonkę, mojego synka, reżysera „Annie Hall”, mnie czy nawet samego Rambo. No chyba, że Pan Maziarski myśli inaczej. Jednak to już jego problem, wynikający z przesądów i wyznawanego „hokus pokus”. Cieszę się jednak, że nikomu nie przyszło do głowy pomyśleć ,że Panu Maziarskiemu nie przysługiwało prawo do życia, gdy był w prenatalnej fazie rozwoju. No chyba, że Pana naczelnego przyniósł bocian jak był już w pełni ukształtowanym człowiekiem a nie tylko „zlepkiem komórek”.

 

Nie chcę mi się wyżywać dłużej nad ludźmi wyznającymi przestarzałe przesądy na temat tego, kiedy zaczyna się życie człowieka. Odsyłam ich do szerokiej literatury, filmów i programów edukacyjnych. Jest ich bardzo wiele w Internecie. Służę pomocą w googlowaniu jak jest to dla kogoś problem. Natomiast z lobbystami aborcyjnymi, którzy domagają się legalizacji zabijania dzieci nienarodzonych z powodu kasy jaką można dzięki temu zbrodniczemu procederowi zarobić ( a są to setki milionów dolarów) nie zamierzam w ogóle polemizować. Z takimi należy walczyć do ostatniej kropli krwi.

 

Wierzę jednak, że jakiś ”Wódz” rozwali okno w tym domu wariatów, w którym przyszło nam egzystować i trzask tłuczonego szkła wyrwie nas z krwawego matrixa. W końcu nie tak dawno wybitni intelektualiści, elity polityczne czy nawet ludzie sztuki popierali eugenikę i antysemityzm. Dziś, dzięki milionom ofiar, wstydzimy się tych obrzydliwych praktyk. Za aborcję również ludzkość zapłaci wielką cenę i stanie się ona powodem do wstydu.

Łukasz Adamski