„Środowisko Radia Maryja jest bardzo zamknięte. Żyje we własnym świecie, wykreowanym przez swego guru, który sam siebie mianował jedynym kustoszem prawdy. Rydzyk tworzy wyizolowaną ze społeczeństwa grupę, której cechą charakterystyczną jest wrogość wobec świata zewnętrznego. Ma to fatalne skutki, sprzyja tworzeniu czegoś w rodzaju getta” - pisze Dominika Wielowieyska. W sumie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Jednak jakoś dziwnym trafem mam wrażenie, że opisuje ono nie tylko media o. Rydzyka.
Wyjmując nazwę „Radio Maryja” z tekstu Wielowieyskiej można resztę opisu dopasować do… samej "Gazety Wyborczej", która również żyje we własnym świecie lęków przed terrorem ciemnej endecji, dziś uosobionej przez PiS. Lęki te wytworzył guru, który, a jakże by inaczej, „mianował siebie jedynym kustoszem prawdy”. Ba, ten kustosz chciał nawet za nas zdecydować, co zrobić z prawdą o przeszłości. Autorytety stojące na czele „inteligenckiego głosu w Twoim domu” stworzyły również grupę, „której cechą charakterystyczną jest wrogość wobec świata zewnętrznego”. Wystarczy poczytać wyważonego Kuczyńskiego czy Andermana, by się o tym dobitnie przekonać. Trudno również dostrzec ten pielęgnowany przez publicystów "Wyborczej" pluralizm medialny. No chyba, że za konserwatystę robi tam Tomasz Wołek….
Czy to jest zarzut? Prywatne media mają prawo drukować sobie, co chcą. I tutaj należy uczciwie zaznaczyć różnicę między "Wyborczą" i Radiem Maryja, które jest nadawcą społecznym. Według Wielowieyskiej powinno ono mieć więc obowiązki jak media publiczne. Ok. Rozumiem takie podejście. Czy jednak media publiczne nie wytyczają dziś nowych standardów, które urzeczywistniają się w programach Tomasza Lisa, gdzie trzy autorytety wiadomej opcji deliberują nad kondycją psychiczną Jarosława Kaczyńskiego a jako kwiatek do kożucha jest zapraszana osoba ocierająca się w minimalnym stopniu o partię Kaczyńskiego? Jeżeli to jest nowy wzór to zarówno Radio Maryja jak i "Wyborcza" spełniają „wysokie” standardy mediów publicznych.
Radio Maryja jest specyficznym medium. Mnie ono kompletnie nie pasuje (w przeciwieństwie do coraz porządniejszego "Naszego Dziennika") i niejednokrotnie pisałem o szkodliwych działaniach podejmowanych na antenie. Jednak każdą próbę jego pacyfikacji odbieram jako łamanie zasad wolności słowa. Niestety, PJN ośmiesza się coraz mocniej i po kompromitujących wpadkach z własną stroną internetową, liderzy tej znikającej grupy ciekawych polityków łapią się każdej brzytwy by odebrać głosy PO. Radio Maryja jest zawsze wdzięcznym celem ataków, jednak PJN powinien rozumieć, że nie prześcignie w nich Stefana Niesiołowskiego czy Joanny Senyszyn. Jednak może chodzi o to, że na taką inicjatywę z entuzjazmem zareagują inne media? W końcu trudno jest odróżnić poziom zacietrzewienia dzwoniących do "Szkła Kontaktowego" od niektórych rozmówców w Radiu Maryja.
„Trzeba starać się tę izolację przełamać i dotrzeć do tych ludzi z innym przesłaniem niż tylko radiomaryjne i pisowskie. Otworzyć ich na świat. Dlatego popieram każdą próbę - choćby skromną - wpuszczenia świeżego powietrza do wnętrza tej twierdzy” - kończy swój tekst Wielowieyska. Cieszy mnie ta deklaracja i mam nadzieję, że w celu przełamania izolacji Pani Dominika namówi kolegów, by wydrukowali na swoich łamach choćby młodego Wildsteina. Od czegoś trzeba zacząć. W końcu „tworzenie getta” ma zawsze złe skutki, a tak "GW" może pokazać, co naprawdę oznacza słowo „tolerancja”, które z takim pietyzmem promuje. Wtedy z pewnością będzie już mogło do woli pouczać swoją konkurencję.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

