- Wówczas miałem wrażenie, że to Kaczyński nie chce, nie jest gotów na takie spotkanie. Musieliśmy dać negatywną odpowiedź. Oczywiście ona była zrozumiała w tym kontekście tej sytuacji, tuż po wizycie na miejscu katastrofy. Miałem wrażenie, że rząd chce tego spotkania - dodał Kowal. Jego słowa przeczą więc zupełnie słowom urzędnika w Kancelarii Prezydenta Jakuba Opary, który twierdzi, że Graś i Arabski "cały czas coś kombinowali", by nie dopuścić do spotkania Tusk-Kaczyński.
Stanisław Żaryn napisał, że nie ma powodów, by nie wierzyć słowom Opary zaś działanie polityków PO to „zawiść”, „cynizm”, natomiast Polską rządzą zwierzęta. Mimo całej mojej niechęci do rządów Donalda Tuska, uważam, że nazywanie jego ministrów zwierzętami jest, pisząc bardzo, bardzo delikatnie, niestosowne i pokazuje, że dobry publicysta, jakim jest Żaryn, wpada w niepotrzebną egzaltację, która pasuje bardziej do portali młodzieżówek partyjnych. Mocne słowa Żaryna nie najlepiej zresztą brzmią w świetle tego, co powiedział Paweł Kowal, któremu, w moim przekonaniu, nie ma powodu, by nie wierzyć. Nie zapominajmy, że Kowal był jednym z najwybitniejszych polityków PiS-u i zawsze lojalnie bronił, nawet tych kuriozalnych, wypowiedzi czy decyzji kierownictwa partii Kaczyńskiego. Był również chyba najlepszym ekspertem od polityki międzynarodowej w ekipie Kaczyńskiego i bardzo mocno wspierał wizję polityki zagranicznej śp. Prezydenta. Trudno mi uwierzyć, by Kowal nagle stał się „cynicznym” i „zawistnym” politykiem, który będzie robił wszystko, by zniszczyć swoją poprzednią partię. Działania PJN nie dowodzą tego, że ma to być partia „pentiti”, którzy złamali omertę i poszli na współpracę z PO. Oczywiście bałwochwalczy wyznawcy PiS-u będą bredzić o zdradzie Kowala i jego przejściu na stronę "Gazety Wyborczej", Tuska i samego Putina. Jednak wypowiedzi Kowala po 10 kwietnia nie świadczą o jego konfabulacji czy radykalnej zmianie frontu ideologicznego.
Odnoszę zresztą wrażenie, że jeżeli doszłoby do ponownego zjednoczenia się (jesli posłowie Polski Plus mogli wrócić do łask prezesa to tacy politycy jak Sośnierz, Kowal czy Kamiński mają tym bardziej na to szansę) polityków PJN z PiS-em, to automatycznie wyznawcy Kaczyńskiego wybaczyliby im wszystkie grzechy. Zapomniano by o spotkaniach Kamińskiego z jakimiś Ukraińcami, natomiast dzisiejsze słowa Kowala przeczące temu, co utrzymują politycy PiS-u, stałyby się „przejęzyczeniem”. Taka jest polityka, która według Reagana jest drugim najstarszym zawodem świata. Podobnym do pierwszego.
Nie ulega wątpliwości, że PO rozgrywa piarowo Smoleńsk. I robi to bardzo skutecznie. Jestem skłonny uwierzyć w to, że ekipa Tuska robiła wszystko, by „narracja” na miejscu katastrofy wyglądała dobrze przed kamerami. Donald Tusk zaczyna coraz bardziej przypominać teflonowego Blaira, któremu obywatele wybaczają wszystkie, mniejsze lub większe, draństwa. Nie można się więc dziwić, że również katastrofa smoleńska została zaprzęgnięta do głupiej i płytkiej walki dwóch demokratów, od 5 lat niszczącej kraj, który mógł został odbudowany po 15 lat rządów „elyt” III RP. „W powszechnym rozumieniu katastrofa smoleńska stała się po prostu kolejnym czysto partyjnym składnikiem życia publicznego w Polsce, co uważam za jedną z największych porażek 2010 roku. Stało się tak za zgodą i przy milczącej współpracy obu głównych sił politycznych” - napisał Łukasz Warzecha. Zgadzam się z jego słowami. Dlatego przez następne dziesięciolecia będziemy nękani grą polityków na uczuciach Polaków, co jest na rękę Tuskowi, który już nie potrzebuje Palikota, by doprowadzić do szału (odpowiednio zrelacjonowanego przez media) Jarosława Kaczyńskiego. Wystarczy, że ktokolwiek z PO powie coś mocnego o Smoleńsku. Awantura przykryje nawet bankructwo Polski.
"Polityka to gra pozorów" - mawiał Napoleon. Nie zgadzam się więc ze Stanisławem Żarynem, że działanie ekipy Tuska to zezwierzęcenie. To tylko polityka w mediokracji. Będzie jeszcze gorzej.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

