Gdy wczoraj wieczorem czytałem tekst z "Gazety Polskiej" o słowach Edmunda Klicha w rosyjskich gazetach byłem przerażony. Oto na naszych oczach sprawdzają się powoli tezy stawiane przez Grześka Wierzchołowskiego i Leszka Misiaka dotyczące katastrofy smoleńskiej. Gdy kładłem się spać, ciekawiło mnie, jak na te słowa (przytoczone wcześniej przez portal Michała Karnowskiego wPolityce.pl) zareagują media. Włączam rano TVN24 i Internet. I co? I nic! Jedną z głównych informacji na Onecie jest to, że pilot Tupolewa nie szkolił się na wypadek sytuacji awaryjnej. TVN24 od rana transmituje na żywo wydobywanie spod ziemi górników… w Chile. Czy naprawdę górnicy w Ameryce Południowej są ważniejsi od tragicznie zmarłego prezydenta RP? Rację ma Wierzchołowski zwracając uwagę, że media zupełnie odpuściły sobie badanie katastrofy w Smoleńsku. W każdym normalnym kraju temat nie schodziłby z czołówek gazet. Większość redakcji prowadziłaby swoje śledztwa dziennikarskie a przynajmniej patrzyłaby władzy na ręce. Jednak nie w Polsce.
U nas w poddańczy sposób, typowy dla mieszkańców kraju postkolonialnego, wierzy się Rosji, której standardy państwa prawa dalekie są od normalności. W Polsce ważniejszy jest serial pod tytułem „Dopalacze” czy katastrofa busa - mimo całego dramatu z nią związanego! Abstrahując już od tego, że gdyby za rządów PiS-u ktoś naginał prawo do walki z właścicielami sklepów oferujących dopalacze, to media nie zostawiłyby na nim suchej nitki trąbiąc o pełzającym totalitaryzmie. Jednak teraz rządzi PO, czyli bardziej „najsi”. Nie twierdzę, że informacja o tym, iż jeden z funkcjonariuszy BOR przeżył upadek samolotu, świadczy o fakcie, że Rosjanie dobijali rannych. Jestem bardzo daleki od tej teorii spiskowej. Przyjmuję do wiadomości również, że dla mainstreamowych mediów takie pisma jak "Gazeta Polska" czy "Nasz Dziennik" (który również o tym fakcie informował) są niewiarygodne. Jednak psim obowiązkiem gwiazdeczek TVN-u i Wyborczej jest zweryfikować te informacje, choćby po to, by obalić tezy stawiane przez „pisowskich oszołomów”! Dlaczego tuzy dziennikarstwa nie próbują ośmieszyć tych żurnalistów by pokazać, że są wariatami, skoro „powszechnie wiadomo”, że piszą bzdury? Media korzystają z lepszej i sprawdzonej przez wiele lat metody - przemilczenia. Wraca to, z czym mieliśmy do czynienia przed rokiem 2005, gdy „pluralistyczne” programy publicystyczne zapraszały oponentów ideologicznych z "Gazety Wyborczej", "Tygodnika Powszechnego", "Polityki" i "Przekroju". A to, że pisano o agentach SB uwiązanych dziś na smyczy prowadzących ich ebseków, zawłaszczaniu państwa przez kliki i służby specjalne, kupczeniu ustawami, było wielką lipą, bo pisały o tym prawicowe „szmatławce” - jak o "GP" wyraził się kiedyś publicznie „autorytet” dziennikarski. Nawet osoba odrzucająca wszelkie sugestie o zamachu na Tupolewa i wierząca, że jedyną przyczyną katastrofy był błąd pilotów (czego ja nie wykluczam!) musi zadać sobie pytanie o sposób, w jaki śledztwo jest prowadzone przez Rosjan. Zadeptywanie śladów, niszczenie przez Rosjan wraku kilka godzin po katastrofie, zostawienie kadłuba, by niszczał na bocznym pasie, pozostawienie szczątków ciał i kawałków samolotu, które do dziś znajdują Polacy na miejscu katastrofy, włączone i zalogowane w sieci rosyjskiej telefony ofiar muszą przynajmniej zastanowić każdego. Przecież wystarczy włączyć Discovery, by dowiedzieć się, jak przeprowadza się śledztwa dotyczące katastrof samolotowych! Jak zbiera się najmniejsze kawałeczki maszyny, bu przekonać się o przyczynach kraksy.
Jednak nie w Polsce. U nas ważniejsi są górnicy w Chile.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

