Przez lata byłem zwolennikiem kary śmierci. Moich poglądów nie zmienił ani wstrząsający „Krótki film o zabijaniu” Kieślowskiego, ani „Przed egzekucją” Robbinsa. Wielkiego wrażenia nie zrobił na mnie nawet propagandowy obraz „Życie za życie” Parkera, który zmienił nastawienie wielu osób. Dopiero Evangelium Vitae Jana Pawła II zmieniło mój punkt widzenia. Duży wpływ na moje stanowisko w sprawie kary śmierci miała również historia Jakuba Fescha, który zastrzelił w latach 50-tych we Francji policjanta. W 1957 roku wykonano na nim karę śmierci. W tym czasie mężczyzna nawrócił się w więzieniu i prowadził bardzo ascetyczny styl życia. "Proszę nie mówić mi o ułaskawieniu, ponieważ teraz jestem gotów umrzeć i nie byłbym zdolny spędzić dwudziestu lat w więzieniu. Zdemoralizowałbym się. (...) Zamiast umrzeć głupio, będę mógł ofiarować swoją śmierć za tych, których kocham” - napisał przed wyrokiem. "Za pięć minut zobaczę Jezusa”- taki tytuł ma polskie wydanie książki Fesha, która do dziś pozostaje inspiracją dla skazańców. W swojej pracy dziękował on Bogu za karę śmierci, dzięki której ocalił swą duszę przed piekłem, podkreślając zarazem, że kara długoletniego więzienia jeszcze bardziej oddaliłaby go od Boga i pogrążyła w zatwardziałości serca. Możliwe, że Fesh będzie wyniesiony na ołtarze przez Kościół katolicki.
Pomysł PiS-u na wprowadzenie kary śmierci w Polsce uważam za kuriozalny. Jest to dowód, że partia ta nie ma pomysłów na bycie opozycją i skierowuje uwagę opinii publicznej na sprawy nieistotne i niemożliwe do zrealizowania. Chyba, że chcemy wystąpić z Unii. Na dodatek PiS kompromituje się, pozwalając na niemądre wypowiedzi posła Czarneckiego w sprawie słów papieża. Oczywiście postulat PiS-u jest prezentem dla mediów, które mogą pokopać leżącego. Znów Monika Olejnik z teatralną miną może traktować Benedykta XVI-go jako autorytet. Gazeta Wyborcza może powoływać się na encyklikę Jana Pawła II, której postulaty są ośmieszane w tej gazecie bardzo często. Wszystko dzięki PiS-owi, który przecież nie raz już doświadczył podobnej reakcji na swoją "narrację ". Patrząc na moralne wygibasy maistreamowych żurnalistów, polityków lewicy czy przedstawicieli lewego skrzydła PO trudno nie zwrócić uwagi na hipokryzję obrońców praw człowieka, którzy wyłączają z definicji „człowiek” ( wbrew nauce) dziecko w prenatalnej fazie jego rozwoju. Ostatnie dni to prawdziwy medialny festiwal hipokryzji, który trudno oglądać bez tabletek uspokajających. Jednak zamieszanie dotyczące kary śmierci uświadamia nam, że gdyby tylko środowiska liberalne otworzyły swoje serca i przestały wierzyć w zabobony o początku życia ludzkiego, to dzisiejsze społeczeństwa wstydziłyby się za akceptacje aborcji bardziej niż ci, którzy popierali eugenikę, rasizm czy antysemityzm. Jestem przekonany, że kiedyś taki dzień nastąpi. Fajnie by było, gdyby stało się to za naszego życia. Nienarodzone dziecko nie napisze książki jak Fesh, ( choć opisywaliśmy historię kobiety, ktora przeżyła aborcję i dziś walczy z tą zbrodnią) ale krzyczy ono na takich filmach jak „Niemy krzyk” czy zdjęciach pokazujących skutek „prawa do własnego brzucha”, które są bardziej wstrząsające niż obrazy z egzekucji w Teksasie.
Łukasz Adamski

