„Kiedy startowali trzy lata temu, sekundowały im podekscytowane liberalne media: «Lista szczęśliwych bez Boga», «Nie wciskajcie mi Boga», «Ateisto, wystąp», «Zdekonspiruj się!» – tytuły artykułów mówiły same za siebie. Autorzy głosili rychłe nadejście «wiosny ateizmu»" – czytamy w „Rz”. Na liście znajdują się nazwiska takich wybitnych mega-intelektualistów jak: znana z tego, że jest znana, prawie aktorka grająca niemal 20 lat temu epizod u Spielberga - Anna Mucha, ikona nie umiejących się godnie zestarzeć babć z pejczami - Joanna Senyszyn czy Robert „pink hooligan od walki z gliniarzami” Biedroń. Listę autorytetów wypełniają jeszcze m.in.: syn Gierka, Piotr Gadzinowski i wokalistka „Closterkeller”. Jej pomysłodawcą jest Marek Ławreszuk, który twierdzi, że wiarę stracił w wieku 6 lat (pewnie z powodu niezrozumienia metafizyki tudzież dogmatyki i kwestii paruzji) zaś 2 lata temu dokonał apostazji (wypisał się z klubu „czarnych”). „Twórcy strony zapowiadali, że chcą się policzyć, by wiedzieć, jaką siłą dysponują. Do wtorku wpisało się niewiele ponad 18 tys. osób. Z badań ośrodków opinii publicznej wynika, że ateizm deklaruje w Polsce ok. 3 proc. społeczeństwa, czyli milion osób” - czytamy dalej w „Rz”. W tekście znajdujemy również, że lista ta okazała się niewypałem i antyklerykalizm w Polsce nie sprzedaje się dobrze, o czym świadczy kompromitacja ruchu Palikota. W pewnym stopniu można się zgodzić z taką diagnozą. Jednak tylko w niewielkim.
Awantura na Krakowskim Przedmieściu pokazała nam, że istnieje dosyć duża grupa ludzi, która alergicznie reaguje na krzyż i jakikolwiek przejaw akceptacji Jezusa Chrystusa. Grupa ta jest dziś prowadzona przez serialowe gwiazdeczki, medialnych błaznów, zawodowe mniejszości i rozdartych wewnętrznie biznesmenów, którzy szukają targetu po „wypaleniu się" pokolenia JP2. Ludzie należący do tej grupy to pokolenie wychowane na MTV (i nie chodzi mi o żadne teledyski a o „postępową”, hedonistyczną papkę dla mózgu w postaci programów dla nastolatków), Kubie Wojewódzkim czy „sztuce” ludzi a la Nieznalska. Środowiska te marzą o tym, by wysadzić w powietrze polski ciemnogród, „prowadzony na smyczy” przez brzuchatych biskupów. Oni po prostu śnią o różowym talibanie, gdzie rozstrzelanym na stadionie będzie każdy innowierca nie oddający pokłonów Dawkinsowi i latającemu spaghetti.
Do tej pory uspokajaliśmy się opinią, że Polska to nie Hiszpania, zaś polski Kościół pełnił inną rolę w czasach PRL niż Kościół w kraju Franco i że nie jesteśmy przez żelazną kurtynę tak zdegenerowani moralnie jak mieszkańcy krajów zachodnich. To jednak tylko półprawda. Awantura o krzyż, sprytnie podsycana przez polityków zarówno PO jak i PiS, pokazała, że różowy taliban jednak siedzi w młodych ludziach i jak dżin w butelce tylko czeka na zaklęcie, które go z niej uwolni. „Chcemy Barabasza” - krzyczeli opętani przez ideologię „postępu” młodzi ludzie pół roku temu. Ten okrzyk stał się synonimem „nowej lewicy”. I to nie tej o twarzy jakiegoś mało rozgarniętego Dominika Tarasa, który udowodnił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, jak groźny i głęboki jest jego antyklerykalizm. Ta nowa lewica czeka jeszcze na swojego lidera, który wyprowadzi ją na fale czerwonego morza, która z nimi jako surferami wypłynie na polskie ulice, by zmyć wszystkie symbole zacofanego chrześcijaństwa.
Takim liderem chciałby być Grzegorz Napieralski, który jednak nie ma chyba „cojones”, by stać się polskim Zapatero. Choć jego wynik z wyborów prezydenckich dawał jakąś nadzieję lewicy, to jednak dziś Napieralski staje się powoli koncesjonowaną opozycją Donalda „Rocky'ego Balboy”, który „wszystkich znokautował” jak przyznał w wywiadzie dla „Przekroju”. Takim liderem nie będzie również Janusz Palikot, na którego spotkania przychodzi się po to, by zobaczyć celebrytę z TV, konkurującego z Szymonem Majewskim w dowcipach z Kaczorów. Słabość tych lewicowych polityków nie oznacza jednak, że nie ma w naszym społeczeństwie miejsca dla zapaterowskiej lewicy.
„Widmo krąży po Polsce. Widmo ekstremizmu. Lewicowego ekstremizmu, z którym sympatyzują działacze i publicyści głęboko osadzeni w głównym nurcie społecznej rzeczywistości. Ludzie, którzy poprzez swoje akcje i publikacje mają duży wpływ na wydarzenia w kraju, jak i na ich percepcję przez Polaków i obcokrajowców” - pisał na portalu Fronda.pl Stefan Sękowski. Nowa lewica z „Krytyki Politycznej” już przecież nie ukrywa nawet, że fascynują ją terroryści z RAF. Pokazała to zresztą 11 listopada walcząc z „faszyzmem”. Niedawno udało nam się w Olsztynie oddalić na jakiś czas widmo zapateryzmu, który miał być prawnie powołany do życia w stolicy Warmii i Mazur. Lewicowi ekstremiści z KPH, Zielonych 2004 i organizacji feministycznych próbowali w moim mieście wprowadzić Europejską Kartę Równości, która zakładała parytety nawet przy przetargach miejskich. Udało się ją odrzucić tylko ze względu na szybką reakcję konserwatywnych środowisk. Jednak „Gazeta Wyborcza” już otwierała szampana...
Nie możemy zapominać, że po tym, jak „Wprost” stało się cotygodniową „Gazetą Wyborczą” i zrzuceniu z anteny TVP programu Jana Pospieszalskiego, nie ma już w mainstreamie mediów, które stawiałyby opór budowniczym „nowego, wspaniałego świata”. Nikt rozsądny chyba nie wątpi, że do Polski przyjdzie ciężki kryzys gospodarczy, który walnie wielu ludzi po kieszeniach. Trudno mi uwierzyć, by armia sfrustrowanych studentów bez pracy i możliwości wzięcia kredytu dała się uwieść Jarosławowi Kaczyńskiemu, który w sojuszu z „moherowymi beretami” stał nie tam, gdzie fani Barabasza. W moim przekonaniu Kaczyński robiąc nagłą woltę wizerunkową po ostatniej kampanii prezydenckiej raz na zawsze stracił młody elektorat, który nie uwierzy mu już w żadną zmianę języka. Nie mając zresztą miejsca, gdzie mógłby przekonywać, że głosowanie na niego nie jest obciachem, skazuje się (trochę ze swojej winy) na los partii z żelaznym 16-20 proc. elektoratem.
Od jakiegoś czasu głoszę tezę, że beneficjentem przyszłego kryzysu finansowego będzie jednak lewica. Symptomy tego są coraz wyraźniejsze. Nie zapominajmy zresztą, że Barack Obama również pojawił się na amerykańskiej scenie politycznej nagle i w sumie znikąd. Skąd wiemy, jakie są talenty do populizmu kogoś takiego jak np. medialny zwycięzca reality show Bartosz Arłukowicz czy ktoś ze środowiska miłośników RAF-u?
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

