Abstrahując już od ustaleń gazety, i nawet przyjmując, że mamy do czynienia z wielką pomyłką, to czy nie warto zadać sobie pytania: Co jest większym grzechem dziennikarskim? Możliwe pomylenie składu chemicznego, który mógł występować w ładunku wybuchowym, czy może pisanie o czterech podejściach do lądowania polskich pilotów? A co z bredniami o debaściekach lądujących w mgle? A jak się ma do „rzetelności” dziennikarskiej pisanie o kłótni pilotów z przełożonym na płycie lotniska? A pijany generał w kokpicie? A naciskający prezydent na przerażonych pilotów? A…, a zresztą. Wszyscy znamy tę narrację. I co? I dziś ci sami ludzie, którzy brali udział w misternym budowaniu kłamstwa smoleńskiego oburzają się na Cezarego Gmyza i „Rzeczpospolitą”. Ci sami ludzie rozstrzeliwują swoich kolegów dziennikarzy, choć ich ewentualna pomyłka jest niczym w porównaniu do ich jawnych łgarstw. Dziwne? Nie. To III RP w pełni.
Wczorajszy dzień, że oni już nawet nie udają jakiegokolwiek obiektywizmu. Widać to było w reakcji „żurnalistów” na konferencję wojskowej prokuratury. Oni tylko na nią czekali by arbitralnie potępić kolegów w inne redakcji. Czy taka reakcja jest możliwa w USA? Nie jest. W normalnych krajach demokratycznych dziennikarze wpierają się w patrzeniu władzy na ręce, nawet jeżeli mają zupełnie inną wizję świata. „Pani Justyna Pochanke w „Faktach po Faktach” TVN z troską maglowała rzecznika prasowego rządu, co należało zrobić, aby unikać takich „sensacji” w mediach. Świeżo z Ameryki próbowałem sobie wyobrazić, że np. w „Meet the Press” dziennikarz NBC TV wypytuje rzecznika Białego Domu, co powinien rzecznik zrobić, by „sensacje” nie pojawiały się w mediach. Ale tego nie można sobie wyobrazić. Taki dziennikarz byłby skończony w środowisku. Natomiast p. Pochanke czeka niezakłócona kariera w stacji kierowanej przez własnego męża.”- pisze wybitny polski dziennikarz Krzysztof Kłopotowski. Niech to będzie idealne podsumowanie wczorajszego dnia.
Łukasz Adamski
