„Pierwszy poważny film o historii Bernarda Madoffa wyprodukuje dla HBO wytwórnia Tribeca Productions. Obraz będzie oparty na książce "Truth and Consequences: Life Inside the Madoff Family" Laurie Sandella, która powstała przy współpracy rodziny Madoffa. W czerwcu 2009 roku Bernard Madoff, słynny amerykański finansista, został skazany na 150 lat więzienia za - jak to określił sędzia - "diaboliczne przestępstwo". 73-letni obecnie Madoff został aresztowany rok wcześniej, po wykryciu przez organy ścigania, że przy pomocy oszukańczego tzw. schematu Ponziego pozbawił on inwestorów, w tym dziesiątki tysięcy drobnych ciułaczy, miliardów dolarów”- informuje TVN24.pl. W rolę Madoffa wcieli się legendarny aktor Robert De Niro.
Popularny „Bobby” jest w moim przekonaniu największym aktorem XX wieku. Jego role w „Ulicach Nędzy”, „Ojcu chrzestnym”, "Taksówkarzu”, „Wściekłym Byku” czy w „Królu Komedii” to prawdziwy majstersztyk, którego próżno dziś szukać w kinie. Gry De Niro, który spopularyzował słynną metodę Stanisławskiego nie da się podrobić, czego dowodzi porażka każdego, kto próbował. Aktor debiutował w Hollywood w przełomowej epoce kina razem z Alem Pacino, Genem Hackmanem, Jackiem Nicholsonem, Dustinem Hoffmanem czy Harveyem Keitelem. Z tym ostatnim zagrał w w1973 roku w filmie nieznanego wówczas Martina Scorsese „ Ulice Nędzy”. Rola Johnnego Boya była prawdziwą eksplozją nowego stylu w amerykańskim kinie. Wielu krytyków porównywało ją do kreacji Marlona Brando w „Tramwaju zwanym pożądanie”. „Nie ważne jak blisko będziemy się przyglądać postaci granej przez Bobbiego. Nigdy nie pojawi się Bobby”- mówiła o aktorstwie de Niro, inna wielka aktorka, Meryl Streep. Następne lata to kolejne wybitne kreacje, które przyniosły De Niro dwa Oscary i kilkanaście nominacji. Znakiem rozpoznawczym aktora zawsze było maksymalne utożsamianie się z rolą. Wcielając się w młodego Vito Corleone w „Ojcu chrzestnym II”, aktor wyjechał na Sycylię i zamieszkał w Corleone, gdzie nauczył się akcentu słynnej rodziny z tego małego miasteczka. Zanim stworzył niesamowitą kreację Travisa Bickla w „Taksówkarzu” zatrudnił się jako taksówkarz w nowojorskiej korporacji i jeździł w nocy po niebezpiecznych slumsach bez żadnej ochrony. Przed zagraniem Jake’a La Motty stał się niezłym bokserem, zamieniając swoje ciało w posąg, by w ciągu czterech miesięcy przytyć ponad 30 kilo, gdy grał boksera w jego latach upadku, co powtórzył wcielając się w Ala Capone. Grając rolę psychopatycznego mordercy z „Przylądku Strachu” codziennie przed zdjęciami ćwiczył 3 godziny na siłowni by jego ciało było wyrzeźbione.
Niestety XXI wiek to powolne odejście aktora od wielkich ról. W moim przekonaniu ostatnią znakomitą kreacją aktorską de Niro stworzył w ciekawym „Flawless”, grając sparaliżowanego gliniarza -homofoba, który zaprzyjaźnia się z transwestytą. Sam film nie należy do wybitnych i jest delikatną lewacką propagandą, jednak trudno oderwać wzrok od aktorstwa de Niro. Niestety obraz ten był zarówno swoistym przekazaniem pałeczki przedstawicielowi młodszego pokolenia świetnych aktorów, Philipowi Seymorowi Hoffmanowi, który, obok Christiana Bale’a, może być uznany za parę lat za następcę de Niro. Robert De Niro od kilu lat pojawia się w filmach komediowych i prostych sensacyjnych historyjkach. Swój wielki talent ogranicza do kilku min, które nawet w lekkich komedyjkach przestają śmieszyć. O ile pierwsza część „Poznaj mojego tatę” czy „Depresja gangstera” były fajnymi autoparodiami, tak sequele tych obrazów były coraz bardziej żałosne. De Niro oczywiście zdawał sobie sprawę z powolnego, choć bardzo dochodowego, upadku swojej legendy. Gdy w tym roku aktor odbierał Złotego Globa za całokształt twórczości, powiedział zgryźliwie, że cieszy się, iż dano mu nagrodę zanim obejrzano „Poznaj moją rodzinkę”.
Wielu kinomanów jest zgodna, że złota era kina w latach 70-tych skończyła się wraz z „Gwiezdnymi wojnami” i „Indianą Jonesem”, gdy producenci zobaczyli, że bardziej opłacalna jest rozrywka niż podejmowanie na ekranie trudnych tematów. Dziś tematyka, która była obecna we wczesnym kinie De Palmy, Scorsese czy Cassevetesa przeszła do telewizji, która nie jest tym samym czym była jeszcze dekadę temu. Kanał HBO udowodnił, że jest w stanie przebić na małym ekranie cuda z Hollywood. Nie dotyczy to tylko takich seriali jak „Rodzina Soprano” czy „ Rzym”, ale również telewizyjnych filmów i mini seriali. Zauważył to nawet Martin Scorsese, który wziął pod swoje skrzydła genialne „Zakazane imperium”. Al Pacino tworzy od lat swoje najlepsze kreacje w telewizji. De Niro zdawał się tego do tej pory nie zauważać tego i wolał wybierać marne propozycje w kinie niż ambitne w telewizji. Film o Madoffie może to zmienić. Istnieje wielka szansa, że geniusz z „Łowcy jeleni” i „Przebudzenia” zrobi niespodziankę kinomanom i zacznie robić to co umie najlepiej. Zachwycać, inspirować, przerażać, wzruszać i bawić. Warto by młode pokolenia kojarzyło nazwisko de Niro z innych ról niż te, które wymęczył w „ Showtime” czy „Godsend”.
Łukasz Adamski

