Izrael zbombardował Strefę Gazy w odwecie za serię czwartkowych zamachów w pobliżu granicy z Egiptem (gdzie robi się wszystko by po upadku proizraelskiego prezydenta władzę przejął jakiś kolejny Mahmud Ahmadineżad), w których zginęło siedem osób. Terroryści ostrzelali karabinami maszynowymi m.in. cywilny autobus. Zamachowcy przedostali się najprawdopodobniej do Egiptu. Amir Rapaport, izraelski ekspert ds. terroryzmu zauważył w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że to „skutek tej „cudownej" egipskiej rewolucji, którą na Zachodzie tak się wszyscy zachwycali. W Egipcie zapanował chaos. Tamtejsze władze utraciły kontrolę nad półwyspem Synaj, który leży za naszą granicą. Mamy właśnie pierwsze tego skutki”. Izrael na szczęście nie jest tchórzliwym NATO czy zaczadzoną lewicowymi przesądami UE i nie bawi się w wysyłanie not protestacyjnych do bandyckich krajów i jako jeden z niewielu krajów naszej cywilizacji potrafi jeszcze bronić swojej wolności. Premier Benjamin Netanjahu określił zamachowców jako "radykalne elementy islamistyczne" i oznajmił, że odpowiedź na ich akcje będzie "właściwa". Dzięki szybkiemu odwetowi zabito lidera Ludowego Komitetu Oporu Kamala al-Nairaba. Według władz Izraela Egipt stracił kontrolę nad półwyspem Synaj zaś premier Izraela Benjamin Netanjahu zapowiedział, że Izrael znajdzie "właściwą odpowiedź" na akcje terrorystów.


Można dokładnie przewidzieć co teraz stanie się na europejskich ulicach i w ONZ, które znów potępi jakąś nic nie znaczącą notką. Lewackie bojówki w koszulkach z ludobójcą Che zaczną plądrować sklepy (parę I-Podów made in „communist” China się przyda) i z wyświechtanymi hasłami na ustach o „holokauście” jaki Izrael dokonuje w Palestynie, będą mogli onanizować się swoim antysemityzmem, który w pewnych okolicznościach wolno sprzedawać publicznie. Może znów (jak we Włoszech dwa lata temu) ktoś będzie znakował żydowskie sklepy, w których nie powinno się kupować żydowskich towarów. Niewykluczone, że we Francji zostanie pobity jakiś Żyd, oczywiście oficjalnie nie z powodu swojego nosa, ale przynależności do narodu, który prześladuje Palestynę. Z pewnością bardzo wielu „młodych, wykształconych z wielkim miast” da upust swojej „obywatelskiej aktywności” i w przerwach między rzucaniem kondomami w papieża, spali kilka flag z Gwiazdą Davida, którą na murach namalują w połączeniu ze swastyką. Może nawet kilku prawicowców, którzy są spętani przez poprawność polityczną, przez moment będą mogli dać upust swojej nienawiści do Żydów, którzy są przecież „winni całemu złu na świecie”. Zresztą tak naprawdę nawet prosyjonistyczna prawica wcale nie kocha Żydów. Nawet „rednecks” z USA nie są miłośnikami Izraela. W końcu tak uważają autorytety z „Polityki”.

 

Czytając wywiad Artura Domosławskiego z prof. Zygmuntem Baumanem „Gaszenie pożaru benzyną” przecierałem oczy ze zdumienia, które często towarzyszy mi jak słyszę prostacki argument, że USA zaatakowały Irak dla ropy naftowej a nie z powodu swojej mesjanistycznej (moim zdaniem również szkodliwej) wiary w sens szerzenia demokracji na  świecie. Zresztą, abstrahując od samego wywiadu, należy przyznać, że  porównywanie działań Izraela w Strefie Gazy do systematycznego, zaplanowanego z niemiecką precyzją mordowania narodu żydowskiego w skonstruowanych z pietyzmem fabrykach śmierci jest nikczemne. Można powiedzieć, że o ile pogląd, iż Amerykanie napadli na Irak tylko z powodu ropy Husseina jest zwykłym lenistwem intelektualnym (dlaczego świetnie tłumaczą nieprzychylni sojuszowi USA z Izraelem John J.Mearsheimer i Stephen M.Walt w książce „Lobby Izraelskie w USA), tak nazywanie Izraela drugimi Niemcami hitlerowskimi jest draństwem. Oprócz całej masy pro palestyńskich przesądów jakie się pojawiają w wywiadzie, wyczytałem, że prawicowcy, którzy dziś popierają Izrael i tak są…antysemitami. „Nietrudno zauważyć, że obrońcy Izraela z prawicy w Europie i USA są często islamofobami. Czy dzisiejsza islamofobia jest podobna do dawnego antysemityzmu?” - pyta przenikliwie Domosławski zaś Bauman odpowiada mu, że mamy do czynienia z paralelą wizji, czymś w rodzaju „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Pięknie, nieprawdaż? Wywiad ma jeszcze kilka smaczków, które chyba powieszę sobie na mojej ścianie absurdu. Jednak nie miejsce by się nim szczegółowo zajmować. Mam nadzieję, że lobby żydowski oddeleguje do tego zadania kogoś innego.


Wiele skazuje na to, że możemy niedługo być świadkami trzeciej intifady. Nie wiadomo również jak potoczą się losy państw, które w tak „piękny sposób domagają się demokracji”, jak przekonują nas żurnaliści całego świata. Jeżeli w Egipcie rzeczywiście do władzy dojdą ludzie, którzy nienawidzą naszej cywilizacji, to możemy niepokoić się o los Izraela i całego świata. Oczywiście my, chrześcijanie wiemy, że początek królestwa Jezusa przyjdzie stamtąd (choćby nie wiem jak Domosławski z Baumanem szydzili sobie z podłoża chrześcijańskiego syjonizmu to nie zmienią tego co mówi Apokalipsa) zaś istnienie państwa Izrael jest wypełnieniem proroctw. Może to właśnie dlatego te państwo jest tak znienawidzone przez rozmaitych anty-teistów, lewaków i byłych miłośników „wujka Joe Stalina”?


Jedno jest pewne. Czeka nas fala czerwonego antysemityzmu zwanego potocznie antysyjonizmem.  

 

Łukasz Adamski