Putinowska gazeta sugeruje, że o istnieniu takiej tajnej instrukcji w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego dowiedziała się od jednego z polskich dziennikarzy. Nie podaje jednak jego nazwiska. "W specjalnym pułku lotniczym, obsługującym VIP-ów, na krótko przed katastrofą pojawiła się służbowa, tajna instrukcja, zgodnie z którą samolot może odejść na lotnisko zapasowe tylko za zgodą głównego pasażera" – czytamy w gazecie. "Komsomolskaja Prawda" zaznacza również, że "przyjęcie takiego dokumentu zainicjowała kancelaria prezydenta Polski".

Według gazety "jest zrozumiałe, skąd się wziął dokument - stało się to po tym, jak dowódca statku powietrznego odmówił wykonania rozkazu prezydenta Polski posadzenia samolotu w Tbilisi w czasie wojny gruzińsko-południowoosetyjskiej". Dziennikarze zarzucają, iż "MAK w swoim raporcie powstrzymał się od zinterpretowania rozszyfrowanych słów dowódcy statku powietrznego i dyrektora protokołu jako bezpośredniego dowodu, że prezydent Kaczyński wydał bezpośredni rozkaz posadzenia samolotu". Sugerują również, że Polacy posiadają dodatkowe dane świadczące o aktywnej pozycji prezydenta w podejmowaniu decyzji o lądowaniu. A więc nihil novi. Ustalona 10 kwietnia wina za katastrofę jest nadal lansowana przez Rosjan.

Rosjanie już kilka chwil po katastrofie polskiego Tupolewa rozpoczęli świetną piarowską grę, która miała na celu skompromitowanie Polski. Kwintesencją tego była konferencja MAK-u, która medialnie poturbowała butnego premiera Polski, który uwierzył w swoją wielkość. Wczoraj w „Rzeczpospolitej” Eryk Mistewicz opisał, w jaki sposób Rosjanie wykiwali medialnie Donalda Tuska i jak rząd premiera jest beznadziejny w porównaniu do starych wyjadaczy medialnych ze Wschodu.

„Rosja od lat prowadzi rozbudowane operacje marketingowe w światowych mediach, podczas gdy my – również od lat – nie potrafimy sprecyzować podstawowego przekazu budującego wizerunek Polski. Jesteśmy porażająco nieprofesjonalni” - pisze Mistewicz. „Rosyjska operacja marketingowa bazująca na stereotypach Polaków i Polski została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Narracji podporządkowano perfekcyjnie przygotowaną i pokazaną prezentację multimedialną, z uwypuklonym na potrzeby Zachodu wezwaniem „pull up!” (mimo iż wezwanie to odnosi się do systemu, który nie działał na smoleńskim lotnisku) oraz informacją o alkoholu we krwi polskiego generała. Ten ostatni element, powtarzany kilkakrotnie w czasie prezentacji i wybity przez rosyjskie agencje, dawał najlepszą gwarancję, że specjalistyczna konferencja stanie się wydarzeniem ciekawym dla odbiorców wszystkich agencji, portali i tytułów, także prasy popularnej, bezpłatnej i wysokonakładowej” - dodaje spec od marketingu politycznego.

Dla Donalda Tuska jest to druzgocąca opinia. Człowiek, który całą swoją politykę buduje na pijarze, został na kilka miesięcy przed wyborami dzięki pijarowi mocno postrzelony. Tusk musi być zdruzgotany, że Rosjanie pokonali go na jedynym polu, na którym uważał się za mistrza świata. Nie można mieć za to do Rosjan żadnych pretensji, którzy dbają o wizerunek swojego kraju za granicą i postępują jak normalni politycy. W taki sam sposób narracje prowadzą Amerykanie czy Brytyjczycy (oczywiście piszę o postępowaniu rządzących, bowiem dziennikarze czy ludzie kultury zachodniej cywilizacji obnażają grzechy swoich krajów czego, Rosjanie niestety nie robią), natomiast narracja polska jest żałosna. Rosjanie pokazali, gdzie mają „ocieplenie stosunków” z naszym krajem, o którym tak entuzjastycznie mówili rządzący z zaprzyjaźnionymi żurnalistami. Gdyby Rosjanie chcieli „obłaskawić” Polskę, to zwaliliby choćby małą część winy za katastrofę na kontrolerów i nie robiliby tak dla nas medialnie negatywnej konferencji prasowej, wykorzystując chorobę prezydenta Komorowskiego i urlop premiera Tuska (zresztą czas tej konferencji pokazuje, jak beznadziejne mamy służby specjalne).

Cała propaganda Tuska sypie się jak domek z kart i jest to dla niego prawdziwy test jako premiera i w ogóle polityka. Jeżeli chce on utrzymać władzę we własnej partii i kraju, musi przewartościować swoje patrzenie na prowadzenie polityki. Tylko czy jeżeli został powalony w dziedzinie, która była fundamentem jego sposobu rządzenia, to poradzi sobie na innych płaszczyznach?

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »