W poprzednim felietonie pisałem o mojej zaskakującej rozmowie z Włochem Luigim, która toczyła się wokół jego podejrzeń, że w Smoleńsku wcale nie musiało dojść do wypadku. Luigi to lewicowy intelektualista, którego żona jest wykładowcą na jednym z rzymskich uniwerków i wydała kilka znaczących książek. Te niezwykle sympatyczne małżeństwo jest niestety typowym produktem lewicowej ideologii, która zbudowała niechęć zachodnich elit do wszystkiego co konserwatywne. Najbardziej uderzające w tych ludziach jest to, że mimo, iż zwiedzili oni cały świat, obracają się w elitarnych środowiskach Nowego Jorku, Rzymu, Londynu czy Paryża to ich myślenie o polityce jest przepełnione irracjonalnym pojmowaniem wszystkiego w czarno białych barwach.

 

Dlaczego ich zdaniem Włochy są w fatalnej kondycji? Odpowiedź jest prosta: winić należy wieloletni konserwatywny reżim i Berlusconiego jako jego kapłana. A dlaczego Włosi głosują na Berlusconiego? Bo stworzył on śmieciową telewizję, fast food dla mózgu i ogłupił cały naród. Gdy wspomniałem, że nie mamy w Polsce Berlusconiego a polska telewizja jest równie głupia jak włoska, zaś Polacy masowo oglądają programy dla półgłówków jak Big Brother, X-Factor czy inne badziewia, usłyszałem, że to dlatego, iż polska telewizja przyjęła standardy stworzone przez… Berlusconiego. Poniekąd trudno się z tym nie zgodzić, jednak należy zadać sobie pytanie czy telewizja boskiego Silvio była odpowiedzią na oczekiwania Włochów czy sama je wykreowała? W końcu Amerykanie czy Australijczycy wcześniej niż Włosi zaczęli rozmiękczać mózgi swoich obywateli. Lenistwem intelektualnym jest ponad to pisanie, że wszyscy kopiują styl Silvio…


Takie pytania są jednak mało istotne dla lewicowych intelektualistów. Ich zdaniem winą należy obarczyć tylko Berlusconiego, któremu udało się również przekupić Watykan mafijnymi pieniędzmi. – Prodi jest katolikiem, ma brata katolika, sam pochodzi z wielodzietnej rodziny, a księża popierają dziwkarza i satyra. To jest hipokryzja - perorowała żona Luigiego, która napisała niedawno książkę o rodzinie Borgiów. Romano Prodi jest socjalistycznym politykiem, który wywodzi się z partii komunistycznej i prawdopodobnie był tajnym współpracownikiem KGB. Nazwany przez Oriane Fallaci, mortadelą, sprawował rządy również złe, albo nawet gorsze, niż obecny jurny premier Włoch. Na dodatek jego poglądy w kwestiach obyczajowych nie były zbyt katolickie.

 

Nie można przemilczać faktu, że poparcie przez purpuratów takiego libertyna jak Silvio jest szkodliwe dla Kościoła. Jednak z drugiej strony, włoska polityka jest tak specyficzna, że katolikom trudno się w niej odnaleźć. Przez lata Chrześcijańska Demokracja ze słynnym Andreottim na czele była wpierana przez Amerykanów i Watykan jako ostoja walki ze sponsorowanymi przez Sowietów włoskimi komunistami. Niestety chadecy zostali również przefiltrowani przez Cosa Nostrę, która, co jest tajemnicą poliszynela, pomogła alianckim wojskom w inwazji na Sycylię podczas II wojny światowej. Włoska mafia była również gwarantem, że w biednych rejonach południowych Włoch czerwoni gangsterzy z sierpem i młotem nie zmanipulują „wykluczonych przez los”. Moi lewicowi rozmówcy uważają jednak, że siła komunistów włoskich po II wojnie światowej była znikoma i nie byli oni żadnym zagrożeniem dla wolności Italii. Jest to oczywiście nieprawda, co pokazują losy bandytów z Czerwonych Brygad. Luigi i jego żona ubolewają jednak, że Włochy są kolonią USA a Berlusconi pieskiem neokonserwatystów. Na moje uwagi, że we Włoszech jest zbyt wielki burdel by mogłyby one być kolonią USA zaś wysłanie wojsk do Afganistanu było psim obowiązkiem krajów należących do NATO, odpowiedzieli, że NATO nie jest od tego by interweniować. To jedno zdanie przedstawicieli lewicowego establishmentu Włoch, których idole mogą kiedyś rządzić, przekonało mnie, że musimy mieć amerykańską armię na naszych ziemiach i należy jak najprędzej się mocno związać gospodarczo z USA.

 

Naprawdę polubiłem Luigiego i jego żonę. Mam nadzieję, że uda mi się z nimi utrzymać kontakt. Jednak ich zacietrzewienie podczas rozmów o polityce dowiodło, że każdy potrzebuje swojego „Żyda”. Tak naprawdę każdy temat jaki podejmowaliśmy, kończył się na Berlusconim. Włoski premier jest według moich rozmówców winny wszystkiego co złe w tym pięknym kraju. Nie przesadzam. Nawet stan murów w małym miasteczku Pizzo jest spowodowany podobno wydawaniem pieniędzy przez Berlusconiego na wojnę w Afganistanie. Momentami odnosiłem nawet wrażenie, że ich nienawiść do obecnego premiera Włoch jest tożsama z tym jak w Polsce traktowany jest demiurg Jarosław Kaczyński. Oczywiście nie można porównywać rządów PiS-u do tego co wyprawia koalicja na czele, której stoi Berlusconi, jednak traktowanie obydwu polityków może być podobnie odbierane.

 

Czyż u nas przez ostatnie 4 lata głównym tematem dla żurnalistów nie była opozycja a nie fatalnie rządząca koalicja PO-PSL? Czyż za wieloletnią obciachowość i zacofanie Polski winny w oczach opiniotwórczych i postępowych elit nie jest Jarosław Kaczyński? Czyż za zamordowanie członka PiS-u przez szaleńca, który kiedyś był w PO nie winiono Jarosława Kaczyńskiego? Czyż za katastrofę smoleńską, która zdarzyła się podczas rządów PO nie obwinia się ekipę Jarosława Kaczyńskiego? Gdy dostałem szokującego smsa o śmierci Andrzeja Leppera, pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl było to, że za to samobójstwo winiony będzie Jarosław Kaczyński. Nie minęło kilka jak godzin jak usłyszałem na plaży z ust polskiego turysty, że śmierć prezesa Samoobrony nie przysporzy sławy Kaczyńskiemu…


W jednym z moich ulubionych filmów Martina Scorsese, „ Kasyno”, gangster grany przez Joego Pesci wychodzi z sądu i mówi do ludzi by uważali na skórkę od banana, bo jak ktoś się poślizgnie to on za to zostanie oskarżony. Chyba jesteśmy bliscy czasów gdy za zbyt srogą zimę i zbyt deszczowe lato postępowcy będą winić Berlusconiego i Kaczyńskiego. W końcu skoro można było obwinić za stan murów boskiego Silvio, a za śmierć Leppera Kaczyńskiego to chyba skala małpiego rozumu jaki dotyka intelektualistów zaczyna się kończyć.

 

Łukasz Adamski