Momentami wydawało mi się, że ten zacofaniec i ciemnogrodzianin niszczący niegdyś polskie szkoły, za co uczniowie chcieli go wrzucić w worku do jeziora, jest prawym skrzydłem Platformy Obywatelskiej. Nie jest oczywiście tajemnicą, że Roman Giertych przyjaźni się z Radosławem Sikorskim i nawet obaj posyłają dzieci do szkoły prowadzonej przez Opus Dei, jednak nie sądziłem, że były prezes Ligi Polskich Rodzin tak bardzo lubi Stefana Niesiołowskiego, który nazwał w programie Pawła Śpiewaka frustratem, zaś każdego, kto atakuje Tuska, atakującym Polskę. Tym razem nowy autorytet medialny, który powszechnie daje świadectwo o pełzającym totalitaryzmie w czasach reżimu Kaczorów, nawet jednak nieśmiało skrytykował PO. Otóż zdaniem byłego ulubieńca ojca Rydzyka i prezesa „faszystowskiej” Młodzieży Wszechpolskiej, PO wykazała się nieudolnością w szukaniu grzechów Zbigniewa Ziobry i reszty ferajny, która jest wpierana przez Rosjan, chcących, by Kaczor wrócił do władzy. Teza Giertycha nowa nie jest, bowiem wypowiedział już ją doradca prezydenta Komorowskiego kilka dni wcześniej.
Jednak Giertych rozszerzył swoje podejrzenia i zasugerował, że Rosjanom może chodzić o marginalizację Polski, z którą pod rządami Kaczyńskiego nikt rozmawiać nie będzie. Giertych zdaje się więc sugerować, że „ciamciaramcia” jest pacyfikowana przez naszego wschodniego przyjaciela, który przytulał publicznie naszego premiera. Na dodatek według byłego ministra PiS może chcieć wejść w koalicję z SLD i tym samym obalić nikczemnie atakowanego premiera Tuska. Tezie tej nie zaprzeczył Stefan Niesiołowski, który przypomniał na marginesie, że Giertych robił reformy w edukacji przed PO (sic!) i ma historyczne nazwisko.
„Dziennikarze «Gazety Wyborczej» - brońcie honoru Rosji. […'/> Panowie, nie pozwólcie składać dobrego imienia Rosji w ofierze dla rozgrywek wewnętrznych. Walczcie o to, by prof. Nałęcz przestał być doradcą prezydenta. Zbrodnia szargania dobrego imienia Rosji nie może być nie pomszczona!!!” - napisał kilka dni temu Tomasz Terlikowski. Ja się podpisuję pod tym apelem i domagam się reakcji cyngli, by pociągnęli za spust i wystrzelili nabój miłości, który jak Amor uświadomi rusofobów, jak niemądre rzeczy głoszą. Wice-Michniki powinny napomnieć człowieka o historycznym nazwisku, że akurat jemu nie wypada tak jechać po „Big Brotherze” ze Wschodu. Jak można sugerować, że Rosjanie, którym tak bardzo zależy na poprawie stosunków z Polską, mieszają się w nasze wewnętrzne sprawy? Jak można pomyśleć, że Władimir Putin przytulał Donalda Tuska przed kamerami, by potem inwigilować go i dogadywać się za jego plecami z opozycją? Jeżeli nie będziemy reagować na takie haniebne i podłe insynuacje, to zaraz odezwie się jakiś nieodpowiedzialny oszołom, który postawi tezę, że działa u nas również jakaś agentura rosyjska. Na to zgody być nie może.
Nie godzę się również jako obywatel, któremu na sercu leżą dobre stosunki z Rosją, by ktokolwiek sugerował, że raport MAK może być grą polityczną mającą na celu wysadzenie premiera Tuska z siodła. Raport MAK może i jest „niepełny”, ale wynika to ze zwykłej pomyłki i roztrzepania rosyjskich ekspertów, a nie ich cynicznej gry. „Rosja to wielki kraj, a Polska mały” - powiedziała podobno płk. Klichowi Pani Anodina. Wielki kraj nie postępuje tak, jak sugerują rusofoby z prezydenckiej lewicy i „skrajnej prawicy”. Nigdy!
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

