Tyle, że Adamowicz nie jest w stanie zaprzeczyć, że to właśnie on, jako wielce czcigodny Prezydent Gdańska, złożył oficjalne podziękowania sponsorom filmu, w tym grupie Amber Gold. Jak przypomina Krzysztof Świątek z "Tygodnika Solidarność", Adamowicz rozpływał się w zachwytach nad wspaniałym rozwojem "złotego interesu". – Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów, bardzo Wam dziękuję – mówił Paweł Adamowicz, którego słowa przypominały szczebiot, przeżywającej pierwszą niewinną miłość podlotki.

 

Oczywiście pan prezydent ma prawo do swoich "ochów" i "achów", a ocenę czy licuje to z godnością funkcji, jaką sprawuje, pozostawmy samemu Adamowiczowi. Bardziej przeciętnego szarego Kowalskiego interesuje to, że prezio dużego polskiego miasta zachwala publicznie prywatny interes jakiegoś cinkciarza? W dodatku używają do tego iście królewskiej otoczki, wymieniając wszelkie tytuły i godności. Co Adamowicz powie takiemu Kowalskiemu? Że za jego ciężko zarobione pieniądze, bawi się w agencję reklamową, świadczącą usługi na rzecz Marcina Plichty i jego "złotego interesu"?

 

Tyle, że pan prezio ma chyba niezły ubaw z "naiwniaków", których oszukał jego - jak wróble ćwierkają - funfel. Jak podaje "Tygodnik Solidarność" również członkom Adamowiczowej świty udzieliło się poczucie humoru ich bossa. Co zatem łączy prezydenta Gdańska i Plichtę? - Płeć oraz to, że obaj są mieszkańcami Gdańska. Ale ta ostatnia relacja łączy trochę ponad 400 tys. ludzi. Trudno znać tyle osób. Wśród tych mieszkańców Gdańska, których prezydent nie miał okazji poznać osobiście znajduje się także pan Plichta – dowcipkuje prezydencki rzecznik, którego cytuje "Tygodnik Solidarność".

 

Równie "dowciapny" Adamowicz jest na swoim oficjalnym blogu. Jak rasowy populista posługuje się oklepanymi argumentami ad absurdum. Każdy zarzut tłumaczy obsesjami goniących za sensacją polityków i dziennikarzy, którzy oczywiście "nie mają czasu pomyśleć". Dobrze, że czas na myślenie znalazł pan prezydent, który napłodził taką kpiarsko-cyniczną twórczość na swojej stronie internetowej.

 

A, że gawiedzi prezydenckie żarty nie przypadły do gustu, Adamowicz dorzucił jeszcze wyjaśnienie:

 

Uwaga! Żart!
 
Pragnę uspokoić część korespondujących za mną obywateli. Pogłoski o tym, że zwariowałem są przesadzone.
 W swoim tekście na blogu „Każdy z nas jest winny” posłużyłem się ogólnie znanymi chwytami stylistycznymi – ironią i sarkazmem. Ironia w rozumieniu potocznym to zawoalowana kpina, złośliwość, dystans. Natomiast sarkazm to nic innego, jak spotęgowana ironia, używana zazwyczaj jako sposób wyrażenia negatywnego nastawienia do czegoś lub kogoś; złośliwość.
 
Chodziło mi o wyśmianie pewnych absurdalnych oskarżeń, jakie rzucają na wszystkich, którzy mieli jakieś kontakty z Amber Gold.
 Wszystkich, którzy potraktowali mój tekst ze śmiertelną powagą – a było takich wielu – przepraszam.

 

Ciekawe, czy podobną "ironią i sarkazmem" Adamowicz operowałby, gdyby ktoś okradł go z oszczędności? Coś kiepsko z empatią, jak na faceta, który pozuje na guwernera dobrego smaku.

 

Aleksander Majewski