Tomasz Wandas, Fronda.pl: Wzrost PKB w 2016 r. okazał się nieco wyższy od przewidywań ekonomistów - wyniósł 2,8 proc., wobec spodziewanych 2,7 proc. Jednocześnie widać też spadek względem roku 2015, kiedy było to aż 3,8%. Jak to wytłumaczyć?

Adam Abramowicz, Klub Parlamentarny PiS: Rzeczywiście, udało się „wykręcić” wynik nieco lepszy od prognoz. Ekonomiści wiedzą, że na gospodarkę wpływa też polityka i dlatego przewidzieli to, co teraz obserwujemy. A obserwujemy bezprecedensową zapaść w wykorzystaniu środków europejskich, za co odpowiadają przede wszystkim samorządy. Warto znać te liczby – w 2015 inwestycje wzrosły o 6,1%, ponieważ sprzyjający walczącej o zwycięstwo Platformie włodarze budowali na potęgę. Tymczasem w zeszłym roku zauważyliśmy spadek i to aż o 5,5%. To przede wszystkim wynik opłakanego stanu przygotowania obecnej perspektywy unijnej i zarzut ten dotyczy zarówno poprzedniego rządu, jak i marszałków województw, którzy odpowiadają za lwią część tych funduszy.

Fronda: To nie brzmi jak optymistyczna prognoza na 2017 rok. Czy są szanse na poprawę?

AA: Tak, na szczęście plan naprawczy dla funduszy UE, który powstał w Ministerstwie Rozwoju, po pierwsze pozwolił uratować ostatnie środki z perspektywy 2007-13, a po drugie doprowadził do uruchomienia pieniędzy przeznaczonych na kolejną siedmiolatkę. I efekty widoczne były już w ostatnim kwartale 2016 roku, kiedy w końcu nastąpiło odbicie. Ten pozytywny trend powinien utrzymać się też w 2017 roku – motorem tego wzrostu będą właśnie środki z funduszy UE. Warto pamiętać, że nawet jeśli nie ma już tak atrakcyjnych jak poprzednio dotacji dla samych przedsiębiorców, to jednak oni będą realizować zamówienia realizowane przez instytucje publiczne takie jak np. inwestycje infrastrukturalne. To do polskiego biznesu powinny ostatecznie trafiać środki, które mamy z Brukseli.

Fronda: Co w praktyce daje obywatelom wysoki poziom PKB? Czy przyczynia się w jakikolwiek sposób do polepszenia bytu tych najbiednieszych, czy zyskują wtedy tylko bogatsi, tylko inwertorzy?                       

AA: Tak jak często mówi premier Morawiecki – wzrost PKB jest ważny, ale jeszcze ważniejsza jest jakość tego wzrostu. Cóż nam po wielkich wzrostach eksportu, skoro składały się na nie z jednej strony transakcje wewnątrz międzynarodowych koncernów, które uczyniły z Polski tanie montownie swoich produktów, a z drugiej zupełnie papierowe przepływy będące pochodną działalności przestępczej. Przykładowo, Polska była w jednym z poprzednich lat światowym potentatem w eksporcie drogiej elektroniki, mimo, że takiego sprzętu prawie się u nas nie produkuje. Ten rząd zmienił podejście – z jednej strony wspieramy innowacyjne firmy, które będą produkowały naprawdę wyjątkowe produkty, których wytwarzanie da naszej gospodarce wysokopłatne miejsca pracy. Z drugiej wciąż trwa walka z przestępcami, którzy pod rządami poprzedniej ekipy przyjechali do Polski z całej Europy aby drenować budżet przy pomocy tzw. karuzel VAT. Efekty już widać – po raz pierwszy dziura w VAT w stosunku do PKB spadła – ale chcemy dojść do poziomu innych krajów europejskich, co oznacza dla polskiego podatnika zyski liczone w dziesiątkach miliardów złotych. Potencjał tych działań jest tak duży, jak roczny koszt funkcjonowania programu 500+.

Bardzo dziękuję za rozmowę.