Mateusz Matyszkowicz (Teologia Polityczna): To z pewnością będzie ważny rok. Może nie nastąpi w nim koniec świata, ale z pewnością przybliżymy się do niego o jeden rok. 2009 rok niestety nie upłynie pod znakiem pokoju. Widoczny jest regres procesów pokojowych. Przybywa miejsc zapalnych, a nieuchronny kryzys finansowy może sprzyjać konfrontacji - także zbrojnej. Do światowego konfliktu jest jednak bardzo daleko. Możemy się także spodziewać silnych konfrontacji ideowych. Kościół katolicki w ostatnim czasie silniej zabiera głos w sprawach zasadniczych. Coraz wyraźniej widać, że porzuca rolę biernego obserwatora zmian cywilizacyjnych i obyczajowych na rzecz stanowczego przypominania nauki ewangelicznej. Z pewnością więc kończy się czas chrześcijaństwa chłodnego i potulnego. Ostatni list pasterski polskich biskupów, choć nie był pisany językiem konfrontacji, ale zachęty, w odważny sposób przypomniał katolickie nauczanie na temat rodziny. Ci katolicy, którzy w ostatnich latach mogli czuć się osamotnieni w walce o zgodny z kulturą katolicką kształt prawa i obyczajów, otrzymali silne wsparcie. Cicha kontrrewolucja obyczajowa, która trwa od dłuższego czasu i owocuje coraz większą liczbą rodzin przywiązanych do ortodoksyjnej wiary, jest już widoczna i stanowi coraz silniejszy kontrast dla dominujących wzorców medialnych.
Ks. Marcin Węcławski (proboszcz parafii pw. Maryi Królowej w Poznaniu): Jestem zwykłym proboszczem parafii, więc odpowiem jak zwykły proboszcz. To nie wielkie debaty, ani walki, ani inne „wielkie rzeczy", że jeden biskup powiedział tak a inny inaczej, będą w polskim Kościele najważniejsze. To nie ma większego znaczenia. I nie na tym Kościół stoi. Kościół opiera się na życiu Bożym, na parafiach. Na tym, że księża odprawiają Msze święte, katechizują, chodzą po kolędzie, sprawują sakramenty - dzień po dniu spełniają ciężką posługę, często ponad siły. Co będzie więc w naszym polskim Kościele w 2009 roku? Będzie nadal kilkanaście tysięcy parafii, tyle samo proboszczów, ileś tysięcy wikariuszy i ci księża zasadniczo będą bardzo solidnie wykonywać swoją pracę, bo to jest podstawa Kościoła.
Nie ma sensu prognozować czy tu będzie jakieś załamanie, kryzys, ludzie przestaną chodzić do kościoła, powołań jest mniej, tu się wali, tam się sypie, ci będą nas atakowałi, a Michnik będzie nas szczypał. Nie, siłą Kościoła jest Jezus Chrystus. Siłą jest także to, że wszystko rozgrywa się na tym podstawowym poziomie, o którym wspomniałem.
Bogna Białecka (psycholog, publicystka Przewodnika Katolickiego): Mamy bardzo dobre hasło pracy duszpasterskiej na nowy rok - "Otoczmy troską życie". Noszę czasami taką pro-life'ową oznakę - naturalnej wielkości odlew stópek dziecka w 10 tygodniu rozwoju prenatalnego. Śliczne malutkie stópki z idealnie ukształtowanymi paluszkami. Wzbudza to zainteresowanie. Gdy wyjaśniam co to jest, ludzie często pytają: - To taka wizja artystyczna? Przecież w 10 tygodniu embrion to tylko zbitek tkanki? Wśród Polaków można zauważyć dramatyczny brak wiedzy na temat życia człowieka. Mam nadzieję, że "otoczmy troską życie" oznaczać będzie także częstsze poruszanie przez księży tematów związanych z obroną życia, bardziej zdecydowane wypowiedzi w mediach broniące godności człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. List Episkopatu na Niedzielę Świętej Rodziny był dobrym krokiem w tym kierunku. Osobiście mam też nadzieję na wydanie w tym roku przez Stolicę Apostolską dokumentu, który pomógłby w praktycznej realizacji wskazań Summorum Pontificum. Komisja Episkopatu Polski niestety znacznie ograniczyła możliwości wdrażania zaleceń papieskich: konieczność zdawania egzaminu przed komisją, niemożliwość by którakolwiek z parafialnych mszy Świętych odprawiana była w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Znam wiele osób, które liturgia trydencka sprowadziła do Kościoła. Żelazna dyscyplina liturgii, cisza i kontemplacja, kapłan stojący na czele wiernych, wraz z nimi zwrócony w kierunku Pana Boga, łacina, będąca uniwersalnym językiem liturgii Kościoła, wszystko to przyciąga ludzi do Kościoła, szczególnie elity. Mam nadzieję, że nasi biskupi będą to w 2009 roku częściej dostrzegać.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (duszpasterz Ormian): Najważniejszym problemem z jakim będzie się zmagał polski Kościół w 2009 roku jest wyraźny brak przywództwa. Kościół w wielu sprawach mówi jednym głosem, choćby w sprawie in vitro, natomiast w wielu innych sprawach opinia hierarchii jest niesłychanie podzielona. Nie widać w tej chwili jakiejś osoby w Episkopacie, która mogłaby spełniać tę rolę, którą swego czasu spełniał kard. Stefan Wyszyński czy Karol Wojtyła, którzy mieli jasny, zdecydowany program i byli liderami w znaczeniu duchowym.
Bardzo ważna jest ciągle sprawa lustracji, która zawisła w powietrzu, ale niestety jak bumerang ustawicznie powraca. Póki Kościół nie zdecyduje się opublikować wyników prac komisji historycznych, będziemy świadkami kolejnych afer i sensacji, bo niezależni historycy i dziennikarze i tak będą na ten temat pisali.
Ważna będzie także sprawa katechizacji czy problemy relacji ksiądz-biskup. To są problemy, które w wielu wypadkach są tematami tabu. W tych kwestiach trzeba podjąć wielki trud naprawy, na razie robią to nieliczni duchowni. Już teraz widać, że lekcje religii są traktowane przez młodych jako przymus szkolny. Ten problem trzeba szybko rozwiązać. To nie znaczy, że religia ma być znowu usunięta ze szkół, ale chodzi o to, żeby wyraźnie powiedziano w czym leży ten problem.
Kościół w Polsce jest ciągle rozumiany jako hierarchia i księża, ale już nie jako wierni. Dlatego udział świeckich w życiu Kościoła jest bardzo mały. To jest główna pięta achillesowa Kościoła w Polsce, że nie potrafi zaktywizować ogromnej grupy świeckich. Być może, świadomie się ich do wielu działań nie dopuszcza. To jest ogromny problem.
Kolejnym są relacje między biskupami a księżmi. One są prawie feudalne. Księża, to są główni współpracownicy księży biskupów i często obraz diecezji jest odzwierciedleniem relacji między biskupami a księżmi. Jeżeli te relacje są sztywne i polegają jedynie na egzekwowaniu posłuszeństwa od księży, to jest źle. I na to się najbardziej księża skarżą. Bardzo często księża nie mówią pewnych rzeczy swoim biskupom, bo po ludzku się boją, mają złe doświadczenia, gdyż wielu biskupów jest apodyktycznych, nie dopuszcza do dyskusji.
Z tego wynika kolejny problem - duża fala odejść księży. Moje doświadczenia są takie, że to nie celibat jest głównym powodem odejść duchownych, ale w dużym stopniu jest to jednak skutek relacji we wspólnocie diecezjalnej czy zakonnej, których nikt nie chce naprawiać. To powoduje różnego rodzaju stresy, nieporozumienia, a u niektórych nawet depresje, co się później odbija na odejściach z kapłaństwa.
Jeszcze trochę pozytywnych rzeczy. W Episkopacie pojawiło się bardzo wielu nowych biskupów, którzy myślą innymi kategoriami. Na pewno nową postacią, która pokazuje styl w duchu Karola Wojtyły jest arcybiskup Warszawy Kazimierz Nycz, ale też są bardzo udane nominacje np. biskupa Piotra Libery w Płocku, on tutaj jako jeden z nielicznych biskupów jawnie powiedział o problemach homoseksualnych w diecezji. Nie tylko powiedział, ale i podjął bardzo odważne działania. Nowo mianowany biskup w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Stefan Regmunt, który ma szczególny charyzmat do pracy z młodzieżą i z osobami niepełnosprawnymi. Jeśli w nowym roku Episkopat będzie się poszerzał o takie właśnie osoby, tak otwarte, tak nastawione do świata pozytywnie, to uważam, że będzie dobrze.
I taka postawa w pracy duszpasterskiej jest swoistą linią podziału między poszczególnymi duchownymi. Jedni chcą z dynamizmem zmieniać Kościół, tzn. przystosowywać go do współczesnych czasów, a niektórzy traktują Kościół jako oblężona twierdzę, której ciągle trzeba bronić, bo nas atakują media, laickie ruchy itd. Oczywiście przyszłość należy do tych biskupów i duchownych oraz do tych świeckich, którzy chcą zmieniać świat i Kościół nie tracąc nic z podstawowych wartości.
Chciałbym dodać jeszcze jedną ważną rzecz. Powstaje w Kościele wiele dzieł charytatywnych, z roku na rok jest ich coraz więcej. Wiele osób nie chodzi do kościoła z różnych powodów, ale praca charytatywna jest płaszczyzną, gdzie się spotykają ludzie o różnych poglądach. Tutaj dzieła charytatywne spełniają dodatkową rolę, nie tylko opieki nad potrzebującymi, ale również płaszczyznę spotkania i pokazania tych podstawowych wartości chrześcijańskich.
Krystyna Czuba (medioznawca, UKSW, WSKMiS): W 2009 roku na pewno ważnym problemem będzie to, o czym pisali biskupi w ostatnim liście duszpasterskim. Problematyka ludzkiego życia, w tym zapłodnienia in vitro, będzie z pewnością istotna dla opinii publicznej. Ważną sprawą z punktu widzenia chrześcijańskiego będzie świętowanie i ochrona niedzieli jako dnia wolnego od pracy. Mam nadzieję, że w tym względzie coś się wreszcie zmieni na korzyść katolików.
O. Jakub Kruczek OP (przeor poznańskich Dominikanów): Myślę, że bardzo ważnym wydarzeniem w Polsce będzie beatyfikacja lub kanonizacja Jana Pawła II. Jeśli to będzie miało miejsce w 2009 roku to mocno tę datę zapamiętamy. Przyczyni się to bowiem bardzo mocno do ożywienia wiary i będzie impulsem do powrotu do nauczania papieskiego, a co za tym idzie powrotu do Ewangelii i do Chrystusa. Przed Kościołem stoi wiele wyzwań związanych ze światem, w którym żyjemy, czyli ze światem materializmu, konsumpcji, ze światem coraz większego laicyzmu. Trzeba wypracowywać język, którym będziemy rozmawiać ze społeczeństwem, które odchodzi od Pana Boga, ale pozostaje często wierne tradycjom. Dialog ze społeczeństwem wcale nie polega na kompromisie tylko na postawie otwartości, słuchania drugiej strony z zachowaniem swojej własnej pozycji, swojej tożsamości. I Kościół musi zachować swoją tożsamość. Nie może przestać być Kościołem ewangelicznym, nie może przestać mówić prawdy. Myślę, że to są dwa takie bardzo ważne wskazania w moim życiu osobistym również: wierność Chrystusowi, Ewangelii, wierność Kościołowi i tradycji, ale równocześnie otwartość i dialog ze współczesnym światem.
Filip Libicki (poseł PiS): Kwestia kryzysu finansowego. Już dziś czytamy, że zespół ministra Michała Boniego przygotował prognozę, według której przewiduje się, że wzrost gospodarczy będzie niższy niż ten, o którym mówi minister Jacek Rostowski i Ministerstwo Finansów. Wygląda na to, że według ministra Boniego Ministerstwo Finansów dokonało pomyłki, co do oceny skali kryzysu i skali zmniejszenia ewentualnego wzrostu gospodarczego. To na pewno będzie sprawa, którą będzie żyło wielu Polaków.
Dla mnie osobiście równie ważne będą dwie inne sprawy. Uważam, że przewodnictwo czeskie w Unii Europejskiej w pierwszym półroczu będzie czymś, co trzeba będzie śledzić z wielką uwagą, ponieważ po raz pierwszy zdarza się, że UE będzie przewodniczyć kraj, którego prezydent ma skrystalizowane poglądy, co do tego, w jaki sposób powinna się odbywać integracja europejska. Wielu polityków polskich, w tym ja, w większości te poglądy podziela. Będziemy z uwagą obserwować, w jaki sposób pozostałe kraje Unii się do tego przewodnictwa odniosą. Mam nadzieję, że ono będzie owocne.
I wreszcie trzecia sprawa, dla mnie bardzo istotna, to jest kwestia tego, co się będzie działo z projektem ustawy zaproponowanym przez posła Jarosława Gowina. Dla mnie deklaracja „Dignitas Personae", jak również stanowisko biskupów polskich, jest w tej kwestii jasne. Natomiast niewątpliwie, jeśli będzie taka sytuacja, że całkowity zakaz in vitro, za którym ja będę głosował, nie przejdzie w parlamencie, staniemy wobec trudnych wyborów moralnych. Jeszcze raz podkreślam, że jeśli pojawi się, a wiem, że ma się pojawić poprawka czy ustawa, która będzie proponowała zakaz in vitro, to ja ją zgodnie z własnym sumieniem poprę.
Mieczysław Ryba (historyk, KUL): Będziemy się rzede wszystkim zmagali z problemem kryzysu gospodarczego, finansowego, który prawdopodobnie lawinowo w nas uderzy. Nasuwa się pytanie, na ile Polska ma sterowność gospodarczą, by realnie się temu przeciwstawić. Moim zdaniem ta sfera jest dosyć ograniczona zważywszy na powiązania unijne. Druga rzecz w perspektywie polityki zagranicznej to jest kwestia nowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, a w szczególności z układu jaki się ułoży w Europie, tzn. do jakiego stopnia Amerykanie będą wspierać Unię Europejską, a w szczególności Niemcy, w ich polityce wschodniej. Pamiętajmy, że jest to jednak polityka pro-rosyjska ścisłego budowania relacji polityczno-ekonomicznych. I jeśli Amerykanie na to pozwolą lub sobie odpuszczą aktywną politykę w tym obszarze, to te wszystkie zaangażowania Polski, które miały miejsce w kierunku Gruzji czy Ukrainy będą po prostu nieskuteczne i będą się odbijały rykoszetem - wpłyną na nasze relacje wschodnie i automatycznie obniży się nasza możliwość gry w UE, bo bez wsparcia amerykańskiego trudno tu oczekiwać jakiejś kumulacji siły, która byłaby w stanie się przeciwstawić np. kolejnym fazom ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, redukcji sił głosu takich krajów jak Polska.
Jeśli chodzi o Polską obecność w Unii Europejskiej, ważne będzie do jakiego stopnia wpływ na Czeskie przewodnictwo w UE będzie miał prezydent Vaclav Klaus. Jeśli jego wpływ będzie spory to myślę, że wokół Czech, a raczej wokół Polski, ze względu na wielkość, będzie można budować koalicję, która będzie przeciwwagą dla silniejszych graczy na poziomie europejskim.
W kwestiach kulturowych obowiązuje długie trwanie, istotne zmiany nie dokonają się ani w tym roku, ani w przyszłym. Wiele zależy od Zachodu, a w szczególności od Ameryki. Jeżeli bierzemy pod uwagę pewne linie działań, wzorce w tak fundamentalnych sprawach jak genetyka, małżeństwa homoseksualne itd. Na razie nie wiemy do końca, na ile nowa administracja amerykańska będzie szła w kierunku radykalnych lewicowych rozwiązań w tym zakresie. I w tym momencie pewne parcie z jakim będzie musiała sobie poradzić Polska, jednak kulturowo trzymająca się nadal starych, klasycznych zasad chrześcijańskich jest pytaniem fundamentalnym. Pamiętajmy o tym, że prawie nie mamy mediów zakorzenionych w polskiej kulturze, więc w perspektywie medialnej nowe wzorce mogą być lansowane jako obowiązujące i z tym, jako społeczeństwo, będziemy musieli się zderzyć. Jaka będzie siła tego zderzenia, w dużej mierze zależy od tego, co się wydarzy w Waszyngtonie.
Bardzo ważnym elementem debaty publicznej i politycznej nadal będzie kwestia zapłodnienia in vitro. Na szczęście u nas nie dyskutuje się jeszcze o statusie prawnym dla tzw. małżeństw homoseksualnych, dlatego debata o in vitro będzie na głównej linii starcia w kwestiach moralnych. Określenie się poszczególnych osób, poszczególnych polityków, poszczególnych grup będzie bardzo istotny.
Oprac. MaRo
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

