Jednym z gości zaproszonych na Synodu Biskupów o rodzinie jest przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Hilarion Ałfiejew.

W mediach szeroko omawiane się wystąpienie gościa z Moskwy, który przemawiał do ojców synodalnych w czwartek, 22 października.

W swoim wystąpieniu Metropolita Hilarion skrytykował naciski władz Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, aby wymusić na rządach innych państw wprowadzanie praw degradujących pojęcie rodziny, w tym wychowania potomstwa w związkach, których nie można nazwać prawdziwie rodzinnymi.

Prawosławny metropolita z Moskwy ostrzegł również zebranych biskupów i innych uczestników Synodu przed pójściem, jak się wyraził, „na postronku świata zsekularyzowanego, bezbożnego i pozbawionego znamion Kościoła”, czyli pójścia za duchem tego świata.

Wystąpienie metropolity Hilariona Ałfiejewa jest tym bardziej ważne, że o tych sprawach mówi przedstawiciel siostrzanego Kościoła, który w swojej – dość odległej – przeszłości niestety poszedł „na postronku świata”. Uległ naciskom świeckiej władzy i wypaczył nauczanie Chrystusa nt. nierozerwalności związku małżeńskiego. Chodzi o sprawę błogosławienia powtórnych związków, na które zgadza się Cerkiew prawosławna. Czyli w praktyce zezwala ona na faktyczne rozwody, choć nigdy tego tak nie nazywa.

Przypomnę, że na tę praktykę, która jakoby miała wspierać koncepcję duszpasterską, powoływał się niejednokrotnie niemiecki mąciciel, jakim jest kard. Walter Kasper, usilnie nawołujący aby dopuścić do sakramentów osoby żyjące w powtórnych związkach.

Skąd wzięła się w Cerkwi prawosławnej praktyka pozwalająca na „rozwody”, które ta Cerkiew nazywa „zdjęciem błogosławieństwa”? Otóż stało się to w X wieku z chwilą, gdy cesarze bizantyjscy nadali ceremonii kościelnej charakter prawa państwowego, które to prawo zezwalało na rozwody. Dokonał tego cesarz bizantyjski Leon VI (zm. 912), który nowelizując obowiązujące prawo zarządził, że małżeństwo, którego nie pobłogosławił Kościół, nie będzie prawnym małżeństwem, ale konkubinatem. W ten sposób uległa zatarciu granica pomiędzy tym, co święte, a tym, co świeckie. Cerkiew zmuszona była pójść na daleko idące kompromisy i ustępstwa, które niejednokrotnie były sprzeczne z prawem kanonicznym[1]. Kościół w zaistniałej sytuacji przejął „monopol” rejestracji rozwodów. Prezbiterzy nie mogli nie udzielać błogosławieństwa powtórnym związkom, skoro pociągało to za sobą pozbawienie praw obywatelskich na kilka lat[2].

Jak więc widzimy u podłoża praktyki stosowanej w Cerkwi prawosławnej nie leży nauczanie Ewangelii, ale polityka i duch tego świata, któremu i dzisiaj tak łatwo ulegają biskupi niemieccy i co gorsza, innych chcą do tego nakłonić!

Problem ten został również poruszony przez autorów – dla wielu niewygodnej – książki pt.Pozostać w prawdzie Chrystusa. Małżeństwo i Komunia w Kościele katolickim, red. Robert Dodaro OSA, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2014, s. 320.

Jak zauważają Autorzy tej książki, współcześnie praktykowana we wschodnim Kościele prawosławnym «oikonomia» w odniesieniu do rozwodu i ponownego małżeństwa zasadniczo sięga korzeniami do drugiego tysiąclecia i wyrasta z odpowiedzi na polityczną presję wywieraną na Kościół przez cesarzy bizantyjskich, gdy tymczasem przez całe średniowiecze i później Kościół katolicki na Zachodzie przeciwstawiał się takim naciskom bardziej skutecznie i czynił to za cenę męczeństwa. Zatem małżeństwo cywilne zawarte po rozwodzie wiąże się z jakąś formą cudzołóstwa, co sprawia, że przyjmowanie Eucharystii staje się moralnie niemożliwe, chyba że para zachowuje wstrzemięźliwość płciową. Nie jest to jednak zbiór przepisów wymyślonych przez Kościół; stanowią one prawo Boże i Kościół nie może ich zmieniać.

Cerkiew prawosławna dopuszcza możliwość rozwodów, choć nigdy do tego nie zachęca, uznając taki stan rzeczy za tragedię ludzkiej słabości związaną z życiem w grzesznym świeciePowtórne małżeństwo jest uznawane, jako druga szansa, lub też, jako łaskawość dla ludzkich ziemskich pragnień, jedynie przy jednoczesnym zachowywaniu idealnej normy wiecznego związku w imię Chrystusa i zgodnie z prawami przyszłego Królestwa Bożego (to jest właśnie wspomniana wyżej «oikonomia»). Udzielając „rozwodu” czy też używając terminologii cerkiewnej, „zdejmując błogosławieństwo” prawosławie kieruje się zasadą zgodnie z którą sakrament małżeństwa to dar łaski Bożej, który udziela Bóg małżonkom przez posługę kapłana. W niektórych jednak przypadkach ten dar może nie zostać przyjęty, gdyż sami małżonkowie nie byli dysponowani do jego przyjęcia.

Z powyższego widać, że Cerkiew najpierw – niestety – poszła „na postronku świata”, a później w ciągu wieków starano się wypracować jakieś „teologiczne” uzasadnienie błędnie podjętej decyzji sprzed wieków.

Postulowane przez kard. Kacpra rozwiązanie powołujące się na praktykę Cerkwi prawosławnej kategorycznie odrzucił Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller. Dla urzędu nauczycielskiego Kościoła takie rozwiązanie jest wykluczone, podkreślił kard. Müller.

Warto również podkreślić i to, że rzeczywistość prawosławnych małżeństw i rodzin bywa bardzo smutna. Od lat pracując na Ukrainie i zajmując się problemami małżeństwa i rodziny mogę jedynie potwierdzić to, o czym piszą Autorzy przywołanej już książki pt. Pozostać w prawdzie Chrystusa. Zasada oikonomii, którą stosuje prawosławie bynajmniej nie odnosi się tylko do wyjątkowych, bardzo rzadkich i starannie rozpatrzonych sytuacji, dotyczących np. osób zdradzonych i porzuconych przez swoich małżonków. Arcybiskup Vasil’ dobrze pokazuje, jak to funkcjonuje w dużych krajach prawosławnych takich jak Rosja czy Ukraina. Bardzo ciekawe informacje na ten temat znajdują się na stronie 122, gdzie autor cytuje prawosławnego teologa, Alviana Smierensky’ego, oceniającego uchwały Synodu moskiewskiego z 1918 roku. Smierensky „ze smutkiem zauważa, że w dekretach tego Synodu nierozerwalności poświęcono tylko piętnaście linijek, podczas gdy na siedmiu następnych stronach opisano, jak jest możliwe rozwiązanie nierozerwalnego związku”.

W praktyce w wielu miejscach, cerkiewne dekrety, uznające rozwodzących się małżonków za zdatnych do kolejnego małżeństwa, wydawane są w oparciu jedynie o wniosek zainteresowanych, ich oświadczenie o ustaniu współżycia i cywilny rozwód (s. 126 i nn.), bez jakiegoś kanonicznego dochodzenia, a nierzadko zdarza się i tak, że najzwyczajniej w świecie są kupowane. Taka sama sytuacja ma miejsce również w Grecji w tamtejszej Cerkwi. Po zmianach prawa cywilnego i wprowadzeniu tzw. małżeństw cywilnych, czyli zawieranych jedynie wobec państwa, miejscowa cerkiew zaczęła uznawać także rozwody za obopólną zgodą.

Jak widać taka sytuacja nie ma absolutnie nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa. Arcybiskup Vasil’ wskazuje również na brak w prawosławiu pogłębionej teologii małżeństwa. Trzeba przyznać, że to bardzo łagodne i delikatne określenie.

Powtórzmy jeszcze raz za kard. Müllerem: dla urzędu nauczycielskiego Kościoła takie rozwiązanie jest wykluczone. To, co proponuje kard. Kacper, to jakaś herezja nie mająca nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa, to jakieś mrzonki człowieka który  idzie „na postronku świata zsekularyzowanego, bezbożnego i pozbawionego znamion Kościoła”.

Nieodparcie nasuwa się pytanie: o co tu tak właściwie chodzi? A może… jak zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze? Bo z całą pewnością, nie jest to żadne miłosierdzie, ani troska o zbawienie dusz.

Szerzej wspomniane wyżej zagadnienia omówiłem w swojej monografii pt. Implikacje moralne teologii wspólnoty małżeńsko-rodzinnej w nauczaniu Cerkwi prawosławnej i Kościoła rzymskokatolickiego. Studium porównawcze, Tuchów 2011.http://www.pawlowicz.opoka.org/Imlikacje_pawlowicz.pdf

dk. Jacek Jan Pawłowicz