Jak ustalił reporter RMF FM, funkcjonariusze ABW mają m.in. przeanalizować materiały z kontroli weterynaryjnych. Agencja ma również ustalić, czy za granicą nie doszło choćby do zmowy handlujących mięsem.
- W Unii pojawiają się już informacje o działalności przestępczej, polegającej na fałszowaniu wołowiny, na czym ktoś mógł zarobić grube pieniądze - powiedział w rozmowie z RMF FM Jarosław Naze, zastępca głównego lekarza weterynarii.
Tyle, że Naze stanowczo zaprzeczył, jakoby źródłem problemu była Polska. Według zastępcy głównego lekarza weterynarii wszelkie dowody wskazują, że wołowina była fałszowana za granicą, przez pośredników i firmy handlujące.
Pytanie, co w tym wszystkim ma zrobić Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Czy waga sprawy rzeczywiście jest na tyle duża, aby angażować w jej rozwiązywanie instytucję, która - jak już sama nazwa wskazuje - ma zajmować się bezpieczeństwem, a nie sprawdzaniem kto i gdzie dodał szkodliwej substancji do steku? Poza tym, jeśli sprawa rzeczywiście ma swoje korzenie poza Polską, w jaki sposób może to zagrażać bezpieczeństwu wewnętznemu kraju? Czyżby ustalenia Głównego Inspektoraty Weterynaryjnego były tylko wróżeniem z fusów?
Bez względu na zakończenie sprawy, zatrudnianie ABW tylko do takich zadań, jak zatrzymywanie młodzieńców z zaburzeniami psychicznymi, inwigilacja nastolatków o poglądach prawicowych czy teraz - badania zawartości wołowiny, wciąż trąci groteską.
Aleksander Majewski
