Arcybiskup metropolita gnieźnieński ks. Henryk Józef Muszyński przyjmie tytuł prymasa Polski 19 grudnia. Choć przez pięć lat w latach 80. był on zarejestrowany jako TW zapewnia, że gdyby nie miał czystego sumienia, nie przyjąłby tej funkcji. O to, czy ma jakiś szczególny program lub wizję swojej prymasury pyta hierarchę "Rzeczpospolita".
- Trudno snuć wielkie programy, mając świadomość, że trzeba powoli robić rachunek sumienia i niebawem zamykać ten okres – odpowiada abp. Muszyński. Ze względu na wiek funkcję prymasa będzie on sprawował jedynie przez trzy miesiące. Tłumaczy, że w tym czasie ma zamiar "podtrzymać to wszystko, co w wolnej Polsce udało się zbudować prymasowi Glempowi" czyli "miejsca Kościoła w rzeczywistości demokratycznej".
Jak dokładnie przyszły prymas postrzega swoją rolę w Kościele? - Moim zadaniem jest być ogniwem spajającym dawne czasy prymasostwa z nowymi – mówi hierarcha. Dodaje, że dokładniejsze kwestie wypełniania honorowych funkcji prymasa w Radzie Stałej episkopatu "trzeba będzie bliżej określić" i prawdopodobnie nastąpi na spotkaniu Konferencji biskupów przed świętami Bożego Narodzenia.
Hierarcha podkreśla, że to właśnie Konferencja Episkopatu przejęła na siebie wiele ważnych zadań, które niegdyś należały do prymasa. - Mamy wciąż w pamięci wizję prymasa jako przywódcy Kościoła i narodu, a ta rola się kończy. Jesteśmy po Soborze Watykańskim II, który bardzo akcentuje rolę kolegialności i wspólnotowy charakter posługi biskupiej – dodaje gnieźnieński metropolita. - Skończyła się niewątpliwie epoka wielkich prymasów, którzy z urzędu byli jednocześnie przewodniczącymi episkopatu - podkreśla i dodaje, że prymas jest dziś "primus inter pares".
AJ/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

