– Trzeba przedłużyć doświadczenie z Campus Misericordiae, kiedy duszpasterze byli z młodzieżą na wyciągnięcie dłoni, dzielili z nią trud pielgrzymki – wskazuje wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Marek Jędraszewski.
Z abp. Markiem Jędraszewskim, zastępcą przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia ks. Henryk Zieliński
Zaskoczyła Księdza Arcybiskupa frekwencja na Mszy Świętej kończącej Światowe Dni Młodzieży?
Owszem. Byłem przekonany, że młodzieży będzie dużo, ale kiedy w sobotę po wieczornym czuwaniu wracaliśmy do Krakowa, widziałem wielu ludzi odchodzących z Campus Misericordiae. Bałem się, że wracają, aby niedzielne uroczystości śledzić przed telewizorami, bo z niektórych sektorów nie było widać nic z tego, co działo się przy ołtarzu. A tymczasem w niedzielę rano pojawiły się tłumy nawet w tych „trudnych” sektorach. Młodzi byli pełni entuzjazmu i radości. Samo to, że było ich aż tak wielu, było dla nich wspaniałym doświadczeniem młodego Kościoła.
Jak Ksiądz Arcybiskup tłumaczy rozpiętość między liczbą zarejestrowanych i faktycznie przybyłych uczestników?
Ci, którzy przybyli w ostatniej chwili, to byli głównie Polacy. Tymczasem wcześniej zarejestrowanych było zaledwie 78 tys. Polaków, niewiele mniej od nich zarejestrowało się Włochów i tylko o połowę mniej Francuzów. Wzrost liczby uczestników z Polski tłumaczę efektem kuli śnieżnej. Przeżyłem już coś takiego w roku 2000 na Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie. Początkowo też było tam niespełna 400 tys. uczestników, a na samo zakończenie na Tor Vergata przybyło ich ok. 2 mln. Ważną rolę w zaistnieniu tego zjawiska odegrały media, a zwłaszcza TVP, która stanęła na wysokości zadania, wiernie ukazując piękno i radość tego wielkiego spotkania młodych. Ponadto przed rozpoczęciem ŚDM wiele spośród wcześniej zgłoszonych osób wycofywało się wobec podsycanego lęku przed zamachami. Ale już podczas Dni w Diecezjach okazało się, że jest bezpiecznie. Widoczna była obecność i sprawna praca służb. To doświadczenie bezpieczeństwa pogłębiało się w kolejnych dniach.
Więcej w elektronicznym lub papierowym wydaniu "Idziemy"
ol
