Takie statystyki przekazała dziennikowi rzeczniczka polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Aleksandra Józefowska.
- Funkcjonariuszka biznesu aborcyjnego wypowiada się do zachodnich mediów o sytuacji w Polsce. Dla angielskiej gazety jest autorytetem, bo to przecież lokalne źródło, no i z organizacji zajmującej się "prawami kobiet". Może podać absolutnie każde dane z księżyca, a gazeta ich nie sprawdzi, bo po polsku nie czyta, a wybroni się zawsze, bo podaje cytat. Aborcjonistka puszcza więc w obieg astronomiczną liczbę aborcji – komentuje doniesienia „TS” publicystka Joanna Najfeld.
W artykule możemy przeczytać o restrykcyjnym polskim prawie, które pozwala przerwać ciążę jedynie w wyjątkowych przypadkach. Na wyspach prawo aborcyjne jest bardzo liberalne. Nawet 24-tygodniowy płód można usunąć. Aby ominąć Polskie prawo Polki przybywają do Wielkiej Brytanii, znajdują sobie jakąkolwiek pracę, dostają numer ubezpieczenia socjalnego (tzw. NIN). Potem wygląda to już bardzo prosto. Idą do lekarza po skierowanie na zabieg. Wszystko przeprowadzone jest legalnie i bez zbędnych pytań.
Joanna Najfeld dodaje, że - Polskie media bezkrytycznie powołują się na zagraniczne media, pomijając informacje o ich wiarygodności, źródłach, czy ogólnej reputacji. W ten sposób angielski brukowiec awansuje u nas na "poczytny dziennik", opłacana przez biznes aborcyjny promotorka zabijania dzieci staje się "przedstawicielką organizacji pozarządowej", a jej wyssane z palca brednie są nam przedstawiane jako "najnowsze dane".
Zawyżanie statystyk to znany i powszechnie stosowany zabieg koncernów aborcyjnych. W ten sposób pokazują jak duże jest zapotrzebowanie i oswajają nas z myślą o aborcji. Skoro wszyscy to robią, to nic złego.
BM
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

