Kobieta ukrywająca się pod pseudonimem Jane Young, okryła się niesławą publikując zdjęcia przedstawiające aborcję dokonaną na jej nienarodzonym dziecko. Jak nie omieszkała stwierdzić w jednym z wywiadów, od tego czasu otrzymuje „przepełnione nienawiścią” e-maile, w tym te zapewniające o modlitwie. Jak twierdzi, same zapewnienia o modlitwie w kontekście dokonanej aborcji są dla niej „groźne i poniżające”.

 

Jej „odważna prowokacja” została już okrzyknięta jako wielki sukces i postęp w aborcyjnej „walce”. Publikacja zdjęć przedstawiających aborcję zjednało jej wiele wylewnych pochwał ze strony feministek i liberalnych mediów. Rzecz jasna, nie obyło się przy tym też bez publicznego zaklinania rzeczywistości. W rozmowie z dziennikarzami Jane Young oczywiście przestrzega: przez amerykańskich obrońców życia i rodziny Amerykanom grozi, jakby inaczej, powrót do „wieków ciemnych”. – Mississippi jest przerażającym przykładem tego, co mogłoby się dziać w całym kraju – stwierdziła aktywistka, odnosząc się do porażki przemysłu aborcyjnego w tym stanie.

 

Witryna kobiety została w ostatnim czasie przejęta przez hakerów. Ci kontratakują, odnosząc się do uwag kobiety argumentującej, że „zabieg” wyglądał w jej przypadku zupełnie inaczej, niż przedstawiają to obrońcy życia. „Martwe dzieci przedstawiane na transparentach manifestujących zostały rozczłonkowane (…). Natomiast dziecko Jane zostało wyssane metodą próżniową (…), następnie upłynnione i przepompowane do słoika na odpady medyczne. Jane miała nadzieję, że dzieląc się obrazem „upłynnionego” dziecka, może ona zdemistyfikować obrazy rozerwanych ciał, propagowane przez obrońców życia. Jane jednak mija się z celem. To, jak dziecko wygląda po jego zabiciu pozostaje bez znaczenia dla moralnej oceny zabijania dzieci” – pisze haker.

 

eMBe/Pch24.pl/LifeSiteNews.com