Nie wiadomo dokładnie dlaczego agenci Federalnego Biura Śledczego wszczęli śledztwo w klinice West Philadelphia's Women's Medical Society. Jak donosi "Nasz Dziennik", mogło chodzić o nielegalne wydawanie recept na środki przeciwbólowe, bo oprócz FBI sprawą zajmowała się agencja antynarkotykowa DEA. Powodem mógł być także zgon kobiety podczas aborcji w listopadzie ubiegłego roku oraz informacje o późnych aborcjach dokonywanych w gabinecie Kermita Goznella.

To, co znaleziono w gabinecie, przeszło wszelkie wyobrażenia. - Była tam krew na podłodze i fragmenty ciał zabitych dzieci wyeksponowane w słoikach - czytamy w nakazie aresztowania, który wystawiono zaraz potem. Goznella określono w nim jako lekarza "stanowiącego bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa obywateli" i czasowo zawieszono jego licencję zawodową.

Władze wydały także nakaz wstrzymania prac kliniki, argumentując że warunki, jakie zastali tam agenci, były "opłakane". Podczas przeszukiwania gabinetu w zamrażalce znaleziono szczątki dzieci zabitych nawet 30 lat temu. Obecnie trwa analiza zwłok mająca stwierdzić, czy dzieci nie zabito w późnym okresie ich życia prenatalnego, na co nie zezwala prawo.

Goznell już uprzednio był karany naganą przez komitet licencyjny. W 1995 roku zatrudnił do opieki nad pacjentkami asystenta, który nie miał do tego uprawnień. W listopadzie 2009 roku asystent podał lekarstwa klientce kliniki, w wyniku czego kobieta zmarła. Jak wykazała sekcja zwłok, w organizmie denatki było wysokie stężenie środków przeciwbólowych.

AJ/ND

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »